89 lat temu urodził się polski Zbigniew Cybulski

Jakub Stolarczyk

Zbigniew Cybulski żył krótko, ale niezwykle intensywnie. Ostatni raz "do widzenia, do jutra" powiedział nam 8 stycznia 1967 roku.

3 listopada 1927 roku na świat przyszedł polski James Dean. Jedni zapamiętali jego obcisłe skórzane ubrania, inni wyróżniające ciemne okulary, bez których nie można było go nigdzie spotkać. W latach 60-tych nie można było znaleźć kogoś, kto nie znałby Zbigniewa Cybulskiego.

Amerykanie pokochali Jamesa Deana, a Polacy Cybulskiego. Dziś nie ma w Polsce aktora, który dorobiłby się legendy podobnej do tej, jaka otaczała aktora u szczytu jego kariery.

„Znany polski aktor filmowy Zbigniew Cybulski zginął tragicznie w niedzielę rano na Dworcu Głównym we Wrocławiu. Z. Cybulski zjawił się w ostatniej chwili na peronie i usiłował wskoczyć do znajdującego się już w ruchu pociągu expresowego »Odra«, kursującego między Wrocławiem a Warszawą. Skok zakończył się tragicznie” – donosiła Trybuna Robotnicza (1967, nr 7).

A przecież podobne skoki Zbigniew powtarzał często w filmach. Pamiętną scenę obserwowaliśmy choćby w „Pociągu” Jerzego Kawalerowicza, gdy konduktor wypowiedział do Staszka, postaci granej przez aktora: „Wsiadaj pan, no wsiadaj pan! Koniecznie chce pan trafić do szpitala”.

„Pociąg” to jeden z kultowych filmów, którymi Cybulski podbił serca polskich widzów. Wystarczy przytoczyć jeszcze choćby „Popiół i diament”, „Salto”, „Ósmy dzień tygodnia”, „Do widzenia, do jutra” czy „Rękopis znaleziony w Saragossie”, gdzie zachwycał swoim nowatorskim stylem gry. Przyjaciele Cybulskiego mówili wprost: „Zbyszek nie gra, on jest sobą”. I choć niektórych ten styl irytował, zdecydowanie więcej było tych, którzy Zbyszka pokochali.

- Aktorzy dzielą się na tych, którzy swoją osobowość przemieniają i na tych, którzy ją utrwalają. Mnie interesuje bardziej aktorstwo z zachowaniem pewnych cech indywidualnych. Zdaję sobie sprawę, że to i trudne i niebezpieczne – mówił Cybulski. (cytat w „Film” 1987 nr 02).

Zbigniew Cybulski był aktorem, których w czasach PRL-u było jak na lekarstwo. Pasującym do czasów, lecz kompletnie odstającym od przeciętności, którą nieustannie próbował zarazić komunizm. Zapamiętamy go jak człowieka zabawnego i wyluzowanego. Jako bożyszcze kobiet, który zaraz po skończonym filmie szedł w miasto, by reżyserować swój własny życiowy scenariusz.

Zbigniew Cybulski żył krótko, ale niezwykle intensywnie. Ostatni raz „do widzenia, do jutra” powiedział nam 8 stycznia 1967 roku.

cybulski1