Adam M., urodziny nieoczywiste

Witold Bereś

Może i Michnik się myli w prognozach – ale on nie robi za Wajdelotę, lecz daje do myślenia. Dziś ma godne urodziny. Najlepszego!

Może i Michnik się myli w prognozach – ale on nie robi za Wajdelotę, lecz daje do myślenia. Dziś ma godne urodziny. Najlepszego!

Jak nazywa się ta zakonnica w ciąży, którą musiał rozjechać na pasach Komorowski, by przegrać wybory? (Przypomnijmy: Michnik żartobliwie stwierdził, że tylko przy spełnieniu takich warunków urzędujący prezydent mógłby przegrać z niejakim A. Dudą). Takich potknięć w biografii szefa Wyborczej jest mnóstwo – ale jednocześnie nie sposób nie zauważyć, że jego główne lęki znajdują (niestety!) potwierdzenie.

Te choćby, gdy przed laty przestrzegał w telewizji publicznej przed prawicowym autorytaryzmem, a autorytarna prawica odpowiadała jak młody Hitler w roku 1922: „Ale gdzież tam!”. Dziś oczywiście nikt tak nie powie w telewizji, po prostu dlatego, że nowa władza wyrzuciła z niej wszystkich, którzy mogliby tak myśleć.

*

Poznałem go w czasach karnawału Solidarności, ale tak naprawdę nasza znajomość się zaczęła, gdy pracowałem w Tygodniku Powszechnym przez ostatnie prawdziwe dziesięć lat tego tytułu (to były ostatnie lata z ojcami–założycielami pisma). Wtedy spotykałem się z nim przy różnych okazjach, a nawet przeprowadziliśmy z nim wielki wywiad (rozmawialiśmy we czworo: Ania Guzik, Krzysiek Burnetko, Andrzej Romanowski i niżej podpisany). Wywiad udany, i choć pełno w nim pomylonych prognoz Adama M. (zagrożenie demokracji Wałęsą!), to jednak jego ton warto i dziś przypomnieć.

Michnik: „Jesteśmy w momencie, w którym w każdym z krajów postkomunistycznych następuje rodzaj zmęczenia porządkiem demokratycznym. Coraz częściej słychać, że demokracja to tyle, co bałagan i korupcja. Temu zmęczeniu zaczynają towarzyszyć wołania o silnego gospodarza, który zrobi porządek, przegoni złodziejstwo, ukróci gadulstwo, intryganctwo, kumoterstwo. (…)

W każdym kraju postkomunistycznym istnieje scenariusz autokratyczny, antydemokratyczny. Różnie to wygląda w różnych krajach i śmiem twierdzić, co być może będzie dla was zaskoczeniem, że w Polsce to wygląda najlepiej w stosunku do wszystkich innych krajów byłego Bloku. Może nie wypada tak mówić, bo wygląda to na narodowe samochwalstwo, którego na ogół nie uprawiam, ale… Trzeba powiedzieć, że pomimo tych potknięć w gruncie rzeczy okazało się, że jesteśmy mało podatni na ekstremizmy, na chęć zemsty i odwetu. A na pewno mniej niż inni. (…)

Przy wszystkich wątpliwościach, jakie mam wobec polskiej świadomości historycznej, muszę przyznać, że polska tradycja demokratyczna odgrywa tu rolę niesłychanie istotną. Choćby samo to, że w Polsce ludzie (poza zupełny marginesem) wstydzą się deklarować jako szowiniści. Nawet ci, którzy posługują się tą retoryką, twierdzą, że nie są szowinistami.

Na przykład: nie mówią, że są antysemitami, tylko mówią, że w Polsce nigdy nie było antysemityzmu. To o czymś świadczy. (…)

Długotrwałe życie w upokorzeniu zawsze rodzi patologie. Sądzę, że te dzisiejsze podziały to właśnie rezultat tej patologii. Ludzie mają poczucie, że nie stało się za dość jakiejś sprawiedliwości. Że nie było defilady zwycięzców. Że zło nie zostało ukarane. Subiektywnie patrząc nie tylko, że mogę ich zrozumieć. Ja mam obowiązek ich rozumieć. Ale mam również obowiązek pamiętać, że te poprawne przesłanki prowadzą do szaleństwa. Bo w gruncie rzeczy na czym polega ta idea, za którą ja się opowiadałem i nadal się opowiadam? Idea „hiszpańskiej drogi”?

Polega – w skrócie – na tym, że pierwsze demokratyczne wybory przeprowadzone w Hiszpanii, bodaj w 1977 roku, przyniosły mniej więcej taki sam układ sił, jak ostatnie demokratyczne wybory, które odbyły jakieś 40 lat wcześniej. I co? I nic. Hiszpanie powiedzieli sobie: jesteśmy tacy, jacy jesteśmy. Ale już więcej nie będziemy się mordować. Musimy żyć razem we wspólnym państwie. Otóż powiadam: takie rozumowanie jest potrzebne Polsce. (…)

Bo ja, wy moi liberałowie, nie daję recept. Ja pamiętam o tym, że trzeba szukać.

*

michnik-2

*

Michnik buduje myśl polityczną na poszukiwaniu porozumienia. Wiem – nikt w to nie wierzy, może dlatego, że dziś na to szanse małe. Jednak zwycięstwo wolności nad komunizmem w roku 1989, wcześniej nie do pomyślenia, w ogromnej części było zasługą takiego myślenia.

Ja co prawda żartem myślę, że zasada Michnika zmierzająca do rozmowy z każdym i wszędzie, wynika z jego gołębiego serca. Bo Adam M., jak każdy dobry człek lubi sam przed sobą padać na kolana. Stąd też czasami wykonuje ruchy franciszkańskie – jak to na przykład złożenie po katastrofie smoleńskiej podpisu na liście poparcia dla kandydata na prezydenta Jarosława Kaczyńskiego. Bo „Jarek miał prawo startować”, powie Adam, jak gdyby między prawem do „tak” a wolnością do powiedzenia „nie” temu „tak”, nie było żadnej różnicy.

Ale, Bogać tam: byle tylko dobre serce brało górę w Polsce!

*

I na koniec raz jeszcze cytat:

„- Jakie są największe pomyłki Adama Michnika? Jego błędy?

- Ja się w kółko mylę. I bez przerwy przyznaję się do jakichś błędów. (…) Pomyliłem się w ocenie Kościoła. Sądziłem, że nasz Kościół nie wejdzie na tę drogę, na którą wszedł po 1989 roku. Nie myślałem, że pokusy integrystyczne są w nim tak silne. (…) Ale oczywiście mam poczucie, że jestem grzesznikiem. Bardzo uważnie przeczytałem ten fragment Ewangelii, gdzie padają słowa, że kto bez grzechu jest, niech pierwszy rzuci kamieniem. Jak dzisiaj widzę te świszczące kamienie, ciskane tak chętnie przez polityków i  intelektualistów zza katolickich szyldów, to chciałbym im przypomnieć ten fragment Ewangelii. Chociaż to nie moja rola. A o sobie wiem na pewno jedno: mnie nie wolno tego robić. Jeśli ktoś siebie uznaje za bezgrzesznego nosiciela cnoty i męstwa, to może się tak zachowywać. Pytanie tylko, czy aby faktycznie jest tym nieskalanym… To grzech manichejskiego widzenia świata.

- W nas w latach walki z komunizmem też było ziarno manicheizmu…

- Tak, we mnie trochę też. Tylko ja dobrego anioła stróża miałem…”

(Gdzieś we wschodniej części Europy. Tygodnik Powszechny, 1993)

*

Dla mnie Adam Michnik był i nadal jest – a pewnie i zawsze będzie – mądrym awanturnikiem.

Adamie, w twe siedemdziesiąte urodziny, zamiast banalnych stu lat – najlepszej whisky!