Amnezja

Marek Jastrząb

Powraca nowe. Jeszcze nieoficjalnie, powoli, jak tuwimowska Lokomotywa, nadjeżdża bocznymi torami, głuchą nocą, cichcem i chybcikem, lecz już, z łoskotem połamanych kół,hucząc, dymiąc i smoląc, pędzi na oślep.

 

Charakterystyczną cechą obalonego systemu było kłamstwo. Już w cynicznej nazwie: Polska Rzeczpospolita Ludowa, zawierały się trzy nieprawdy.

Polska nie była tym krajem, o którego niepodległość walczyli nasi przodkowie. Jak inne, wcielone do sowieckiego systemu niesprawiedliwości społecznej, była podbitym państwem. Nie należała do republik, ponieważ ta forma społecznego przymierza powstaje w wyniku wolnych wyborów, a wolne głosowanie stanowiło fikcję. Nie miała nic wspólnego z ludem, gdyż lud traktowano instrumentalnie. W zależności od politycznych potrzeb, władza albo nadawała ziemię (reforma rolna), albo ją odbierała, organizując groteskowe latyfundia zwane Państwowymi Gospodarstwami Rolnymi, a chłop nie miał w tej sprawie nic do powiedzenia.

Do chwili rozpadu oflagu przyjaciół miłujących pokój, nasz kraj nie był państwem demokratycznym, prawo zaś nie służyło ochronie interesów społeczeństwa, lecz partyjnym kaprysom grupy sprawującej władzę.

Kto pamięta ów zgrzebny czas, kto przypomina sobie, o co szło w Gdańsku, w Stoczni, jak rozpaczliwie i nadaremnie wołano o zniesienie dysproporcji w podziale dóbr, kto pamięta, z czym wtedy walczono i jakie były tej walki ofiary, choćby w Kopalni Wujek, w Radomiu, Poznaniu, Gdańsku, ilu wartościowych ludzi zginęło, straciło pracę, dobre imię, ilu zmuszono do emigracji, do bycia gołym i niewesołym, a ile osobistości pumeksowego honoru do tej pory trzyma się nieźle i do teraz,migając się od kar, nadal pęta się po naszym życiu, temu do śmiechu nie jest.

Daleko mu do niego, bo, kto o tym wie, ten zdaje sobie sprawę, że znowu zaczynamy dreptać w stronę przeszłości: wciąż są równi i równiejsi, kwitnie dyletanctwo, nepotyzm i chałupnicze metody naprawy kultury, nauki, służby zdrowia. Dalej pleni się pogarda dla człowieka, szerzy łapówkarstwo, rośnie arogancja i pączkowanie administracji. Obłuda, przemoc i fałsz są zjawiskami coraz częstszymi, wzrasta społeczna frustracja, rozczarowanie, agresja i zniechęcenie; bieda ściga się z nędzą.

Po staremu jesteśmy zastraszani, boimy się samodzielnie myśleć, wyrażać własne zdanie, obawiamy się zawistnych kreatur z ideologicznego świecznika, donosicieli, oszczerców, cmokierów wyłuskanych z rynsztoka, a boimy się z przyczyn psychiatrycznych, czyli wraca to wszystko, co miało definitywnie zniknąć.

Kto pamięta sielankę tamtych dni, te płaczliwe usprawiedliwienia władz, dlaczego nie ma sznurka do snopowiązałek czy luksusowych produktów o tępej nazwie żyletka, musi patrzeć na nią w sposób realny. Pozbawiony sentymentów. Z konsekwencją i bez upiększeń: przekazując młodym pokoleniom liczne obrazy tego, jak to dawniej bywało. Ku przestrodze.

*

Są jednak wśród nas ludzie żyjący bezrefleksyjnie. Starający się nie pamiętać o naukach wypływających ze wstydliwej historii. Unikający tematów wywodzących się ze zmurszałego pnia czasu, nie poruszający zagadnień wywalonych na chwilowy śmietnik.

Mam niekiedy wrażenie, jakbym ponownie uczestniczył w deja vu i był świadkiem sejmowych spędach baranów poprzedniej ochlokracji. W operetkowym redyku jedynie słusznej PZPR.

Dokucza nam amnezja. Nie pamiętamy, że sprzeciwy społeczne lub rewolucyjne zamieszki, z początku usprawiedliwione są buntem głodnych, protestem kierowanym przez ludzi prawych, o czystych rękach i szlachetnych intencjach. Nie pamiętamy, że przeradzają się w obywatelską desperację. Lecz gdy się rozszerzają tak, że nie można nad nim sprawować kontroli, uaktywnia się demagogiczny szlam i z kanałów wynurza się ferajna zwolenników każdej idei, której nie chodzi o prawo do chleba, lecz o prawo do bezkarnej grabieży.

*

Za czasów Antoniego Słonimskiego mówiło się: ”powraca nowe”. Ejże! nie kiedyś, ale TERAZ powinno się rzec, bo powracające nowe mamy wciąż. Stale i na każdym kroku widzimy efekty reformatorskiego majsterkowania. Możemy być dumni: skompromitowane kadry poprzedniego ustroju są godnie zastępowane przez obecne.

Jesteśmy zafascynowani pozorami, blichtrem, zmodyfikowanym uprawianiem pustosłowia, poruszaniem tematów zastępczych, podczas gdy te, które należałoby rozwiązać od razu, natychmiast i radykalnie, ślimaczą się jak galopujący żółw.

Powraca nowe. Jeszcze nieoficjalnie, powoli, jak tuwimowska Lokomotywa, nadjeżdża bocznymi torami, głuchą nocą, cichcem i chybcikem, lecz już, z łoskotem połamanych kół,hucząc, dymiąc i smoląc, pędzi na oślep.

Marek Jastrząb – felietonista portalu Polska ma Sens, autor cyklu „Obserwacje Marka Jastrzębia”. Debiutował w 1971 roku na łamach „Faktów i Myśli”, drukował także w „Odrze”,  „Nowym Wyrazie” „Nowej Okolicy Poetów”, Miesięczniku Literackim”, „Faktach”, „Promocjach”, „Przekroju”, „Nowej Gazecie Literackiej”,”Poboczach”, „Kwartalniku Artystycznym” „Akancie”, „Migotaniach”, „Tyglu”, „Gazecie kulturalnej”, „BIK-u”,trzech antologiach „Ogrodu ciszy”, w e-tygodniku literacko-artystycznym pisarze.pl, oraz w „Polsce Ma Sens” i prasie lokalnej. Zamieszczał w tych pismach opowiadania, felietony, eseje, recenzje teatralne i oceny książek.  Jego prozatorskie miniatury były wielokrotnie emitowane w Polskim Radiu w Bydgoszczy.

 

Marek Jastrząb

@ chcesz wyrazić swoje zdanie? Twój głos ma Sens! napisz: info@polskamasens.pl