Rzecz o naturze Polaka

Andrzej Dębkowski

Jednym słowem – szczerze niena­widzimy, nie zgadzamy się, protestu­jemy, pomawiamy i... czekamy przy tym na wielkiego mędrca z twardą ręką, który przyjdzie z jasno­ści i wyzwoli nas od głupców i niego­dziwców, wypalając zło świętym pło­mieniem

* Andrzej Dębkowski jest redaktorem naczelnym „Gazety Kulturalnej”, prowadzi stronę www.andrzejdebkowski.pl

Kiedy wywalczyliśmy wolność i od­zyskaliśmy niepodległość, wydawało się, że teraz już tylko będziemy podą­żać w stronę świetlanej przyszłości, w stronę krainy mlekiem i miodem pły­nącej, jednakże znacznie szybciej, niż tego oczekiwali różni znawcy, okazało się, że tradycyjnie od wielu wieków wychodzą z nas w takich momentach wszystkie najgorsze narodowe cechy. Co więc na to wpłynęło?

   Realia życia społecznego ostatnich miesięcy są niestety takie, że znowu mamy wiele powodów do narzekań i frustracji. Afera ściga aferę, zaczyna brakować autorytetów moralnych, a w zasadzie ich nie ma, poziom sprawo­wanej władzy sięgnął dna. Ten typ myślenia, odruchów i zachowań cha­rakteryzuje już całe środowiska i gru­py społeczne, które czują się skrzyw­dzone. Swoje negatywne odczucia i swoje pretensje mają i chłopi, i ro­botnicy, i inteligenci. Mają mieszkań­cy małych miasteczek, akademików i blokowisk, mają inżynierowie, na­uczyciele, pracownicy naukowi, kle­rycy, taksówkarze, górnicy, hutnicy, policjanci, żołnierze… Jednym sło­wem prawie wszyscy. Coraz bardziej zaryso­wuje się podział na „my” i „oni”, cho­ciaż z drugiej strony niełatwo dzisiaj odróżnić kto jest tym „onym”.

   I tak zaczyna kształtować się obraz Polski w szerokim świecie: kraj pora­żających kontrastów – brudu i nędzy, wystawnego przepychu i bogactwa, kościołów i nietolerancji, przesadnej pobożności i zabobonów, zadufania we własną wszechmoc i wszechwiedzę, a także niedorozwoju państwa, przywią­zania do wolności i niechęci do reform uszczuplających przywileje kastowe – zauważył kiedyś trafnie Adam Szostkiewicz. Niestety, minęło już kilkanaście lat od tego stwierdzenia i nic się nie zmieniło.

Nostalgia i zawiść

   Nostalgia taka, bardzo charakte­rystyczna dla Polaków, wyraża się na przykład w tęsknocie za minionym systemem. Mniej chodzi o politykę, a bardziej o tzw. swojskość Polski Lu­dowej z jej pozorną stabilizacją i sa­mowystarczalnością oraz powszech­nie tolerowanymi układami. Ta no­stalgia jest momentami tak wielka, że grupy społeczne bez względu na swój kolor partyjny podtrzymują koleżeń­skie układy, które momentami prze­kształcają się w układy przestępcze. W tej chwili społeczeństwo w zasa­dzie nie jest w stanie odróżnić kto jest tym dobrym, a kto złym. Na do­datek, coraz mniejsza wiara w to, że Polacy są narodem „wybranym”, po­woduje dodatkowe „urazy psychicz­ne”.

   Na plan pierwszy wysuwają się zachowania typu zawiść. Polak za­zdrości swoim rodakom niemal wszystkiego, nawet optymizmu ce­chującego tych, którym się w życiu udało. Zawiść w Polsce stała się formą społecznej frustracji do tego stopnia, że chętnie dokopiemy takie­mu, który odniósł sukces, bo choć nam się od tego nie poprawi, to może przez chwilę poczujemy się lepiej. Całej sprawie pewnego rodzaju smaczku dodaje fakt, że polski zawistnik to nie człowiek znajdujący się w bez­nadziejnej sytuacji, na granicy spo­łecznej i materialnej degradacji. Jest nim zazwyczaj ktoś, kto osiągnął pewien poziom bezpiecznego życia, ale nie potrafi go już przekroczyć.

   Jeśli rywalizację w społeczeństwie wolnej konkurencji można porównać do wspi­naczki po drabinie, to w Polsce ci, któ­rzy znaleźli się na górze, wyłamują szczeble, chcąc powstrzymać pościg. Ci z dołu łapią ich za nogawki, żeby ścią­gnąć do swojego poziomu. A towarzy­szą temu okrzyki i gesty wyrażające pogardę, wrogość, zawziętość. (Ewa Nowakowska)

Pogarda i pycha

   Wygrani gardzą przegranymi jako nieudacznikami, którzy nie umieli chwycić swojej szansy. Przegrani gar­dzą wygranymi, ponieważ są przeko­nani, że ich drogi do sukcesu były kręte i nieuczciwe. Konieczność sta­wania do rywalizacji w społeczeń­stwie wolnej konkurencji zagraża po­czuciu własnej wartości wielu ludzi. Czują się oni niepewni i bezradni. Ani sposób wychowania, ani dotych­czasowe doświadczenia życiowe nie podpowiadają im prostych, skutecz­nych, a zarazem przyzwoitych dróg do osiągnięcia pożądanego celu. No­we sytuacje wyzwalają nowe nega­tywne emocje i wzmacniają stare na­rodowe przywary, z których na plan pierwszy wysuwa się pycha. Przywara ta ma niestety charakter demokra­tyczny. U źródeł pychy leży niepoparte dowodami przekonanie o własnej wyjątkowości. Taki sposób myślenia o interesach grupowych zrobił w nowej Polsce zawrotną karierę. Nie zawsze dobry przykład dawali dawni opozycjoniści, teraz tworzący elity władzy. Szczytem próżności było żą­danie od nowego państwa odszkodo­wań materialnych za niegdysiejsze krzywdy, wyrządzone im przez reżim, który zwalczali. I niektórzy byli boha­terowie wzięli bezwstydnie taką za­płatę.

   Polityków mamy lepszych i gor­szych, postępowych i zacofanych, przy czym tych pierwszych, jest nie­stety zbyt mało – jak na przysłowiowe lekarstwo. W ich gorących kłótniach, których wciąż jesteśmy świadkami, rzadko chodzi o programy, częściej o to, żeby zniszczyć rywala. Upodlić. Uprawianie polityki za pomocą telewizyjnych wy­stępów – niekoniecznie wtedy, kiedy ma się coś ważnego do powiedzenia – to też symptom niepohamowanej próżności. Dowodem tego jest niekoń­czący się serial z udziałem tych, którzy powtarzają wciąż te same, wyuczone slogany – najczęściej nakazane przez partyjnych pryncypałów.

   Obyczaj samochwalstwa zapano­wał także w kulturze. Dowody znaj­dujemy w licznych wywiadach. Każdy jest najlepszy i zasługuje na najwyż­sze laury, tylko to beznadziejne i nie­kompetentne jury i zawiść środowiska stanęła mi na przeszkodzie w osią­gnięciu sukcesu – powiedziała w jednym z kolorowych pisemek pewna niedoce­niona artystka.

„Czekamy na wielkiego mędrca z twardą ręką”

   Polak prawie zawsze miał do czy­nienia we własnym kraju z nieprzy­jaznym i obcym państwem. Ale pań­stwo to „konstruował” sobie od wie­ków sam. Dzisiaj wykształtowała się klasa niedouczonych menedże­rów tworzących pozorne potęgi go­spodarcze. Trwający od kilku lat kryzys nie tylko gospodarczy, ale przede wszystkim społeczny spowo­dował, że stopień intensywności pracy i zaangażowania znacznie się obniżył, co wpływa na całokształt życia narodu.

   Jednym słowem – szczerze niena­widzimy, nie zgadzamy się, protestu­jemy, pomawiamy i… czekamy przy tym na wielkiego mędrca z twardą ręką, który przyjdzie z jasno­ści i wyzwoli nas od głupców i niego­dziwców, wypalając zło świętym pło­mieniem. Nie są to dobrotliwe i umiarkowane oczekiwania, ale ist­nieją jednak dowody na to, że potra­fimy się zatrzymać we właściwym miejscu jeszcze przed przeszkodą. Oby…

Andrzej Dębkowski (ur. 29 stycznia 1961 roku w Zelowie) – poeta, krytyk literacki, publicysta, eseista, dziennikarz i wydawca, autor szkiców i esejów krytycznoliterackich. Członek Warszawskiego Oddziału i Zarządu Głównego Związku Literatów Polskich.