Anegdoty o ludziach z tych i tamtych lat

Antoni Pawlak

Kilka lat temu w telewizji widziałem rozmowę z Krzysztofem Mazurem, dyrektorem więzienia w Siedlcach. Inteligentny nadzwyczaj dziennikarz zadał dociekliwe pytanie; A jak to jest siedzieć w więzieniu? A Krzysztof z kamienną miną; Wie pan, to jest jak z awokado. Nie da się opowiedzieć jak smakuje, trzeba spróbować.

Antoni Pawlak

 

to noc drżącymi opuszkami palców

zdjęła mi z twarzy lepką gazę snu

pytając cicho; Antku – czy będę żyła?

chwytając się różnych sposobów

próbowałem przekonać ją że tak

i gdy spokojnie wtulała się w sen

kątem oka dostrzegłem

nieuchronnie zbliżający się świt

To było wtedy, gdy umarła Alicja. W październiku 1976. Wtedy zawalił się świat.

Byłem w wojsku. Ona w szpitalu z ostrą białaczką. Ja od wielu miesięcy i ona od wielu miesięcy. Ja miałem nadzieję, że wojsko kiedyś się skończy. Ona nadziei nie miała. Kiedy była u mnie w jednostce ostatni raz próbowała mi to powiedzieć. Nie chciałem słuchać. Jakbym bał się, że to co wypowiedziane na pewno się stanie.

I stało się. Dostałem krótką przepustkę. Rano pojawił się u mnie Maciek. Próbował udawać, że spotkaliśmy się tak po prostu. Że zwyczajnie wpadł.

Wpadł i został. Kiedy wychodziłem z domu szedł ze mną. Wszędzie. Po pewnym czasie miałem dosyć.

– Maciek daj mi spokój. Chcę pobyć sam.

– Mogę iść parę kroków za tobą. Będziesz wtedy miał złudne poczucie samotności. Ale sam nie zostaniesz. Nie pozwolę, byś zrobił coś głupiego. Będę cię pilnował. Będę chodził za tobą jak ubek.

Chodziły mi wtedy po głowie różne głupie myśli. Bo ona odeszła. A ja wiedziałem, że tam gdzie poszła nic nie ma – żadnego zmartwychwstania, żadnego ciał obcowania, żadnego żywota wiecznego. I żadnego amen.

(dla Marianny Grzywaczewskiej na urodziny)

 

2

W czasie solidarnościowego karnawału siedziałem z Andrzejem w kawiarni ZLP. Przysiadł się Janusz Anderman.

– Dlaczego ty się podpisujesz Andrzej Tadeusz Kijowski?

– No jak? Żeby się od ojca odróżnić.

– Jak ty się chcesz od ojca odróżnić, to podpisuj się z małej litery.

To była dobra rada.

3

Inauguracja roku szkolnego w Pomaturalnej Szkole Budownictwa Ogólnego w Gdańsku. Rok 1972. Uczniowie ustawieni na boisku w karne czworoboki. Przy mikrofonie lekko chwiejący się dyrektor.

– Droga młodzieży mam dla was bardzo smutną wiadomość. Otóż według najnowszych badań kolejarze nas budowlańców prześcignęli. W spożyciu alkoholu nas prześcignęli. I w was, droga młodzieży, nasza nadzieja. Nadzieja, że uratujecie nadszarpnięty honor budowlańców.

4

Późne lata 70. Siedzimy w większym gronie w kawiarni ZLP przy Krakowskim Przedmieściu. Podchodzi Janusz Anderman.

– Bardzo przepraszam, czy ewentualnie mógłbym sobie zabrać to puste krzesło?

– To krzesło, złociutki, nie jest puste – odrzekła surowo Alicja Sternowa. – Tu mianowicie siedzi Seweryn Pollak

– Pollak? A to przepraszam – Janusz ukłonił się grzecznie. – To nie zabieram, nie jestem antysemitą.

5

Kilka lat temu w telewizji widziałem rozmowę z Krzysztofem Mazurem, dyrektorem więzienia w Siedlcach. Inteligentny nadzwyczaj dziennikarz zadał dociekliwe pytanie; A jak to jest siedzieć w więzieniu? A Krzysztof z kamienną miną; Wie pan, to jest jak z awokado. Nie da się opowiedzieć jak smakuje, trzeba spróbować.

6

Prof. dr hab. Piotr Niwiński z Uniwersytetu Gdańskiego w recenzji wystawy stałej Muzeum II Wojny Światowej napisał, że wystawa „niesie głównie przesłanie o wyjątkowym nieszczęściu, jakim jest wojna. Pokazuje przede wszystkim jej negatywne aspekty. Nie ma natomiast eksponowanych cech pozytywnych, takich jak patriotyzm, ofiarność, poświęcenie”.

Panie Profesorze taką „myśl” mógł z siebie wydusić tylko ktoś impregnowany na nieszczęście, jakim jest wojna. Każda wojna. Ktoś, komu wisi śmierć niewinnych ludzi. Ktoś pozbawiony krzty wyobraźni. Wojna to nie jest – zdziwi się pan – zabawa grup rekonstrukcyjnych, to nie jest gra planszowa. Wojna to śmierć, gnijące ciała, łzy.

Ale jak rozumiem potrafi pan znaleźć w niej „cechy pozytywne”. Na przykład w fakcie, że ludzi zapędzano do komór gazowych Bełżca, Auschwitz czy Majdanka. Gratuluję.

7

W początkach lat 90. postanowiliśmy wydać maleńki dodatek primaaprilisowy do „Gazety Wyborczej”. Siedzieliśmy w mieszkaniu Jacka Rakowieckiego. Był na pewno Julek Rawicz, ale nie pamiętam kto jeszcze. Bawiliśmy się wymyślając absurdalne ogłoszenia drobne.

Moje ogłoszenie niezwykle Julka rozbawiło, nie wiedzieć czemu; „Aktualnie kocham Helenę”.

Ale najbardziej bawiliśmy się dwoma propozycjami Julka. Tu potrzebny jest rys historyczny. Otóż była wtedy taka partia, która nazywała się Porozumienie Centrum. Taki praPiS. I oni szli z hasłem przyspieszenia. Julek zaproponował; „Jesteśmy zdecydowanie przeciwko przyspieszeniu – kelnerzy”, „Nie chcemy przyspieszania – kobiety polskie”.

Jeśli czegoś nie pamiętam, niech to ktoś uzupełni. Na przykład Jacek Rakowiecki.

8

Jeśli jesteś dobrym Polakiem, wypełnij tę ankietę

Czy byłeś kapusiem w PRL

tak nie

(niepotrzebne skreślić)

Czy masz skłonności pedofilskie

tak nie

(niepotrzebne skreślić)

Czy jesteś gejem lub lesbijką

tak nie

(niepotrzebne skreślić)

Czy czciłeś ojca swego i matkę swoją

tak nie

(niepotrzebne skreślić)

Czy niepotrzebne skreślasz

Tak nie

(niepotrzebne skreślić)

9

Któregoś bardzo późnego wieczoru Jurek Jachowicz wpadł do drukarni, gdzie z Wojtkiem Mazowieckim prowadziliśmy numer. Wpadł rzecz jasna z wielką sensacją, którą od razu trzeba dać. No to daliśmy. Już po wszystkim zagadnąłem Jurka. Tak trochę z nudów, a trochę ze zmęczenia.

– Słuchaj ty znasz wszystkich w MSW, to może byś mi załatwił stanowisko dyrektora departamentu do spraw zwalczania nierządu?

– Najmniejszy problem – Jurek uśmiechnął się. – Ale po co ci to? Naprawdę chcesz? Byś mniej zarabiał niż w „Gazecie”.

– Wiesz, pieniądze nie są najważniejsze. A w MSW to po pierwsze byłby taki mix przyjemnego z pożytecznym. A po wtóre miałbym samochód służbowy. Zawsze chciałem.

– No to jest problem – Jurek zasępił się. – Dyrektorowi departamentu nie przysługuje samochód służbowy…

No i tak nie zostałem figurą w MSW.

10

W styczniu lub lutym 1980 roku redakcja niezależnego kwartalnika „Puls” przyznała Marianowi Brandysowi nagrodę za „Koniec świata szwoleżerów”. Więc w kilku zjawiliśmy się u pana Mariana i Haliny Mikołajskiej, by ją wręczyć. U państwa Brandysów był akurat reżyser teatralny Maciej Prus.

Siedzimy, pijemy kolejne koniaczki i gadamy. Janusz Anderman nachyla się nade mną.

– Antek, zauważyłeś, że po każdej kolejce pieprzony Prus wychodzi z pokoju?

– No zauważyłem, i co?

– To idź sprawdź gdzie on idzie i co tam kurwa robi.

Po następnej kolejce wysunąłem się za Prusem. A tu przedpokój pusty, Prusa nie ma. Wiedziony kobiecą intuicją zajrzałem do kuchni więc. A tam on siedzi na taborecie i grzebie w lodówce. Na mój widok uśmiechnął się słodko.

– Zobacz, mam tu butelkę ginu. Chcesz szklaneczkę?

Chciałem. Okazało się, że po każdym kusztyczku koniaku on w kuchni poprawiał szklaneczką ginu. Miał zdrowie.

11

Piotrek Bałtroczyk reklamuje specyfik na kaca. Można powiedzieć – właściwy człowiek na właściwym miejscu.

12

To brzmi jak żart. Ale to nie żart. To prawda.

Z okazji piętnastolecia Instytutu Pamięci Narodowej gdański oddział tej wesołej instytucji organizuje galę bokserską „Nigdy przed przemocą nie ugniemy szyi”. Ma się to odbyć na historycznym terenie Stoczni Gdańskiej i „w oprawie historycznej wokół postaci Anny Walentynowicz” (cokolwiek to znaczy). Czekają nas cztery walki w formule White Collar Boxing. Pięściarze–amatorzy będą wchodzić na ring w takt pieśni Jacka Kaczmarskiego i Przemysława Gintrowskiego.

Głupiej nie można? Można – w tej materii moje zaufanie do IPN jest nieograniczone.

Kilka dni po opublikowaniu tej notatki na Facebooku pod budynkiem ECS zaatakował mnie funkcjonariusz IPN. Werbalnie mnie zaatakował. Podszedł, machnął tekturką legitymacji.

– Starszy aspirant Instytutu Pamięci Narodowej Nikodem Karolek.

– Niezrzeszony Antoni Pawlak – odrzekłem zgodnie z prawdą.

– Panie Antoni, co pan za brednie wypisuje na Facebooku?

– Ma pan coś konkretnego na myśli, czy całokształt?

– Oj panie Antoni. Pewnie, że konkret. Bzdury wypisuje pan o naszej imprezie na piętnastolecie IPN. O gali bokserskiej ku czci Anny Walentynowicz. A to taka wspaniała inicjatywa.

– Pozwoli pan, że zostanę przy przekonaniu, że to inicjatywa kretyńska. Świadcząca o tym, że u was ktoś upadł na głowę. Z dużej wysokości.

– Nie ma pan racji, my otwieramy się na tych, którzy nie interesują się historią. Chcemy w ten sposób dotrzeć do tych młodych ludzi, którzy nie lubią czytać, ale chętnie przyjdą obejrzeć coś takiego. Naprawdę nie przemawia panu do wyobraźni, że zawodnicy wchodzą na ring w tak muzyki Kaczmarskiego i Gintrowskiego?

– Wie pan, mam chorą wyobraźnie, ale nie do tego stopnia.

– A skąd wzięła się pańska sugestia, że w przyszłym roku na imprezie rocznicowej zaprezentujemy pornosa z muzyką Kaczmarskiego i Gintrowskiego?

– Jak was znam jest to co najmniej prawdopodobne. Przecież chcecie „dotrzeć do tych młodych ludzi, którzy nie lubią czytać, ale chętnie przyjdą obejrzeć coś takiego”.

– No dobrze, ale skąd pan to wie?

– Nie wiem, przypuszczam po prostu.

– Niech pan nie przegina. Taki plan rzeczywiście istnieje. Ale jest to dokument opatrzony klauzulą „ściśle tajny specjalnego znaczenia”. Więc jeszcze raz pytam skąd pan o tym wie?

– A ja jeszcze raz odpowiadam, że to przypuszczenie.

– Panie Antoni, dokument ten sporządzony został w tylko jednym egzemplarzu. I jest zamknięty w sejfie prezesa. Nikt go nie zna, a pan o nim wie? To zastanawiające – Poszperał po kieszeniach. – Oto wezwanie na przesłuchanie do prokuratury Instytutu. Już my z pana to wyciągniemy. I może pan być pewien, że oduczymy pana kretyńskich żartów.

***

pawlak_antoni

Antoni Pawlak: poeta, prozaik, publicysta. Jest autorem ponad 20 książek poetyckich. W 1983 otrzymał Nagrodę Fundacji im. Kościelskich. W 2009 – Srebrny Medal Zasłużony Kulturze Gloria Artis. W 2011 został odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Współpracował z redakcjami pism drugiego obiegu („Zapis”, Biuletyn Informacyjny KSS „KOR”, Wchodził w skład redakcji kwartalnika „Puls”. Uczestniczył w strajku w Stoczni Gdańskiej (Sierpień 1980). Był etatowym pracownikiem związku (przy zarządzie Regionu Mazowsze), m.in. współredaktorem pisma „Głos Wolny” wydawanego w czasie I Krajowego Zjazdu Delegatów. Po wprowadzeniu stanu wojennego internowany od grudnia 1981 do lipca 1982. Po zwolnieniu nadal współpracował z wydawnictwami podziemnymi. W 1989 dołączył do zespołu „Gazety Wyborczej”.