Bardzo dziwny miesiąc

Janusz Schwertner

A przede wszystkim futbol znów pozwala nam złapać oddech i oddać się zabawie. Nieskrępowanej, nieudawanej - takiej, w której budzą się prawdziwe emocje. Widzimy to także u nas, w Polsce. Skoro 40 milionów Polaków w trakcie meczu drużyny Adama Nawałki zachowuje się dokładnie tak samo i po golu - bez pytań - pada sobie w ramiona, to chyba polsko-polska wojna ma w sobie pewną dozę absurdu.

 

Cieszymy się z pierwszego historycznego zwycięstwa Biało-Czerwonych, a kto kocha futbol – na miesiąc wyłącza się z życia i rozkoszuje jedną z najbardziej cudownych sportowych imprez na świecie. Wpadliśmy w piłkoszał, ale równocześnie żyjemy w strachu. I już małe znaczenie ma ta cała piłka, gdy dookoła wciąż giną ludzie. Dziwny to miesiąc.

To pierwszy piłkarski turniej, któremu towarzyszy tak wiele strachu. Wszyscy trzymamy rękę na pulsie, bo nikt przy zdrowych zmysłach nie może wykluczyć potencjalnego zamachu terrorystycznego. Francja: Paryż, Marsylia i inne miasta są dziś pod lupą ludzi, którym zupełnie obce są wartości, jakie przyświecają choćby całej idei mistrzostw Europy. Islamiści chcą znów zadać nam cios.

Radość ze święta, które potrwa do połowy lipca udało im się zmącić dwukrotnie: najpierw człowiek deklarujący wierność Państwu Islamskiemu dokonał obrzydliwego ataku na jeden z gejowskich klubów nocnych w Orlando. 49 osób padło od kul daleko od Francji, daleko od Europy – ale nie ma wątpliwości, że to uderzenie wymierzone w cały, doskonale znany nam, porządek świata. Co gorsza, atak szaleńca z Orlando daje wyborcze paliwo Donaldowi Trumpowi, dla którego zamach Amerykanina afgańskiego pochodzenia to tylko dowód na sensowność jego skrajnej, często sprzecznej z humanizmem, polityki.

W nocy z poniedziałku na wtorek kolejny cios. W Les Mureaux pod Paryżem – na oczach trzyletniego dziecka – zginęło niewinne małżeństwo: francuski policjant i jego żona. Zmarły funkcjonariusz był zasłużonym i wysoko postawionym przedstawicielem służb. Jego śmierć natychmiast pomszczono, ale Paryż znów stał się areną krwawej walki z terrorem.

Zastanawiamy się, gdzie w tym wszystkim jest futbol i trwające właśnie EURO 2016. Mamy wrażenie, że gdzieś bardzo blisko. Poza budzącymi grozę obrazkami z Marsylii, gdzie znów unaoczniło się głębokie, kulturowe niezrozumienie na linii nowoczesna Europa-Rosja, jak zwykle widzimy fantastyczne święto. Przyjaźni, zdrowej rywalizacji i olbrzymiego poszanowania narodowych barw. Bo choć futbol pełen jest incydentów i chamskich zachowań kibiców, to jednak wciąż pozostaje bastionem tolerancji. Takim, w którym pochodzenie, inny kolor skóry, inny zestaw wartości budzą raczej zaciekawienie niż ostracyzm.

A przede wszystkim futbol znów pozwala nam złapać oddech i oddać się zabawie. Nieskrępowanej, nieudawanej – takiej, w której budzą się prawdziwe emocje. Widzimy to także u nas, w Polsce. Skoro 40 milionów Polaków w trakcie meczu drużyny Adama Nawałki zachowuje się dokładnie tak samo i po golu – bez pytań – pada sobie w ramiona, to chyba polsko-polska wojna ma w sobie pewną dozę absurdu.

Trzymajmy kciuki za futbol. W czasach niepokoju może dać nam bardzo wiele.

(fot. laczynaspilka.pl)