Bez złudzeń

Szydło będzie dla twardego elektoratu PiS. Duda – dla niezdecydowanych i centrowych. Kiedyś nazywało się to PO-PiS – a twarzą pomysłu był, czy to przypadek?, niejaki Jarosław Gowin. A żniwa zbierze, oczywiście, Jarosław Kaczyński.

Krzysztof Burnetko

Piotr Pawłowski, mój kolega z liceum, za PRL muzyk undergroundowej grupy Made in Poland, a w wolnej Polsce jeden ze speców od strategii naprawdę poważnych firm światowych, skomentował bez złudzeń:

„Kaczyński dostrzegł szansę na uzyskanie większości konstytucyjnej w przedterminowych wyborach. Stąd ten pomysł. Bo spora część elektoratu centrowego nagle dostrzegła w PAD męża stanu. Jak pokazuje przykład Francji, da się szybko stworzyć partię z sukcesem. Duda chce pojechać Macronem i wykorzystać moment, w którym opozycja nadal nie jest zjednoczona. I nie ma żadnego wspólnego programu. Ani PiS ani nowe ugrupowanie Dudy nie będą mieć większości, ale będą ją mieć razem większą niż PiS z cichymi sprzymierzeńcami obecnie”.

Faktycznie, skoro prezes Kaczyński przyjął swego czasu syna marnotrawnego Ziobrę z powrotem na swe łono i uczynił go ważnym ministrem w swoim rządzie (pardon: w gabinecie niejakiej Szydło), to może przyjąć niedługo na swe łono także i Andrzeja Dudę.

To po pierwsze.

Po drugie: już dzień po historycznej sensacji jakoś tak się składa, że belwederska Kancelaria mówi znowu mocno PiS-owskim tonem. No i jakoś Andrzej Duda szybciutko podpisał nowelizację prawa o ustroju sądów powszechnych. A przecież jest ona również w wielu punktach sprzeczna z Konstytucją, a równie groźna, jak obie ustawy zawetowane. Tyczy bowiem  sądów najbliższych zwykłemu obywatelowi – a więc równocześnie to w nich możliwość najdotkliwszej, bo błyskawicznej represji są największe.  Usiądziesz w proteście na ulicy pod sejmem? – szybki wyrok nakazowy gotowy. Nie wytrzymasz i bluzgniesz na szeregowego posła rządzącej partii bądź brutalnego policjanta – jak wyżej. Twój sąsiad, przez przypadek znowu członek PiS, poskarży się, że grasz za głośno nieprawomyślnego rocka, itd. Dlaczego? Bo to minister sprawiedliwości (i równocześnie – o zgrozo – Prokurator Generalny RP, czyli główny oskarżyciel w państwie) będzie mógł teraz de facto ustalać, że Twoją sprawę oceni sędzia znany z uległości wobec Władzy. Nie zaś taki, który ceni Prawo i siebie. Powtórzmy takie prawo stanie się ciałem za aprobatą Andrzeja Dudy, tego samego, który dopiero co gardłował, by nie dawać ministrowi/Prokuratorowi za dużo władzy.

Nie ma też mowy o przedterminowych wyborach. Ani o żadnym innym rozwiązaniu.

A równocześnie społeczne protesty – kluczowe zagrożenie dla władzy – najpewniej poszły… (tłumacząc na polski literacki: „prawdopodobnie zostały spacyfikowane”). Na marginesie: obrzydliwy okazał się, niestety, oportunizm części środowiska sędziowskiego: obywatele Was obronili, a wy wybraliście teraz wyjazd na wakacje – i to pomimo, że władza wciąż może w Was uderzyć.

Przy okazji – tym razem dosłownie i już bez wpływu władzy – skończyło się narzekanie o Polakach (także młodych) faszyzujących. Dominuje – również w świecie – opowieść o wspaniałej europejskiej i niepokornej polskiej młodzieży.

Tak czy tak pojawiła się  właśnie nowa kombinacja. Pierwszym jej elementem jest obóz pod wodzą pani Szydło – jako wybór twardego elektoratu PiS. Drugim – zwolennicy Andrzeja Dudy jako prezydenta jednak (niemal) wszystkich Polaków, mogący być wzorcem dla wielu niezdecydowanych i centrystów. Efekt przypomina stary koncept PO-PiS, autorstwa m.in. niejakiego Jarosława Gowina. Ten najpierw, znowu przypadek?, zagłosował , z właściwą sobie wprawdzie teatralną frasobliwością, za ustawą o Sądzie Najwyższym. Ale wkrótce potem w sumie „ze zrozumieniem” przyjął veto przeciwko niej. Nie wspominając wreszcie, że układ taki zawsze był mocno wspierany przez Kościół. Pamiętasz Koteczku? – zapytałby Kisiel (Stefan Kisielewski).