Bilans roku – nie daj się (sobie) oszukać!

Rafał Sulikowski

Zamiast nieustannie obwiniać się za to, co się nie udało, albo wręcz nie mogło się udać, choćbyśmy nie wiem, jak się starali, zastanówmy się w sobotę, co się udało. Niech to nie będą tylko “wielkie rzeczy”, jak kupno pralki, lodówki albo auta, ale drobne, powszednie zwycięstwa, jak pogodzenie z sąsiadką, czy awans w biurze, a może jeszcze coś zupełnie pozornie mało ważnego, co jednak zliczone razem, daje w sumie wielki sukces.

Pod koniec roku najczęściej robimy noworoczne postanowienia. Chciałbym jednak Państwu pokazać drugą stronę medalu: noworoczny bilans odchodzącego starego roku. Nie mamy czasu przeważnie w codzienności na to, by – jak uczą niektórzy coachowie – dokonywać bilansów miesięcznych, tygodniowych, a tym bardziej – codziennych. Właściwie każdego dnia można przejść w pamięci to, co się zdarzyło i dokonać bilansu.

Niektórzy uczą, by zastanawiać się, co “było nie tak”, albo najczęściej “co i dlaczego poszło nie tak?”. Ludzie wierzący praktykują dodatkowo rachunek sumienia, który polega z grubsza na przypomnieniu złych uczynków, słów i uczuć, by następnie dokonać aktu “mocnego postanowienia poprawy”. Można jednak zobaczyć tę inną, jaśniejszą stronę bilansu “zysków i strat”. Podobnie, jak firmy nie tylko liczą straty, ale i chwalą się – zwłaszcza te, które istnieją na giełdzie – zyskami, możemy w ostatni dzień roku po prostu zobaczyć co było właśnie naszym sukcesem, zwycięstwem czy wygraną (np. w totka, w konkursie). Zamiast myśleć w kategoriach “trzeba było”, “a może powinnam wtedy” czy “gdybym wtedy”, można pomyśleć tak: “to, co się nie udało, uda się w nowym roku”, a jeśli udać się nie może (bo np. ktoś odszedł bezpowrotnie), to trzeba przejść nad tym do porządku dziennego.

Natomiast to, co było zależne od nas i co się udało zasługuje na nagrodę, którą możemy zafundować sobie sami. Nie każdy wie o naszych sukcesach – ludzie niestety przeważnie chcą nas “złapać” na tym, co jest naszą słabą stroną charakteru albo działania. Dziś nawet nam życzliwi mogą zwyczajnie nie wiedzieć, że napisaliśmy doktorat, wyszłyśmy za mąż czy doczekaliśmy się potomstwa. Nie ma raczej niczego nagannego w chwaleniu się, byle umieć znaleźć w tym miarę. Sukcesów przeważnie w życiu jest mniej niż porażek, więc tym bardziej w naszej pustynnej codzienności trzeba mieć nadzieję i wspominać każdą odnalezioną oazę.

Zamiast nieustannie obwiniać się za to, co się nie udało, albo wręcz nie mogło się udać, choćbyśmy nie wiem, jak się starali, zastanówmy się, co się udało. Niech to nie będą tylko “wielkie rzeczy”, jak kupno pralki, lodówki albo auta, ale drobne, powszednie zwycięstwa, jak pogodzenie z sąsiadką, czy awans w biurze, a może jeszcze coś zupełnie pozornie mało ważnego, co jednak zliczone razem, daje w sumie wielki sukces. Powodzenia w tym pozytywnym bilansie roku 2016! :-)