Syn rot. Pileckiego dla Polska Ma Sens

Szymon Piegza

- Wiele pamiątek po Ojcu oddałem do muzeum. U siebie zachowałem natomiast grzebyk, który Ojciec używał w Oświęcimiu, a który odebrała mama na Rakowieckiej, krótko po egzekucji. Pamiętam również w naszym domu koszulę, w której Ojciec uciekał z obozu Auschwitz i w której został postrzelony w Puszczy Niepołomickiej - wspomina Andrzej Pilecki.

- Ojciec zawsze był dla mnie wzorem człowieka czynu i służby dla ojczyzny. Bardzo się cieszę, że młodzież chce go dzisiaj naśladować. Oni wszyscy odwołują się do wartości, które przyświecały mu na jego życiowej drodze – mówi w rozmowie z portalem Polska Ma Sens Andrzej Pilecki, syn „żołnierza niezłomnego” – Rotmistrza Witolda Pileckiego.

Niewielki, ciasny pokój z dużym oknem wychodzącym na ulicę Karową. Stół, szafa, biurko, w kącie pojedyncze łóżko. Wokół portrety i zdjęcia rodzinne. Na stole masa przewalających się papierów, książek, pootwieranych notatników i dyplomów z podziękowaniami za wizytę. Gdzieś pomiędzy nimi ciasto jabłkowe i dwie szklanki z herbatą. 80-letni szpakowaty mężczyzna opowiada o bohaterstwie swojego ojca ze łzami w oczach.

- Pamiętam taką sytuację, już po wojnie, to było wiosną 1946 roku, jak pojechaliśmy jako harcerze na odgruzowywanie Warszawy – opowiada w rozmowie z Szymonem Piegzą Andrzej Pilecki. – Wykonywaliśmy różne prace porządkowe. W pewnym momencie do moich kolegów podszedł mój ojciec i powiedział im: „Chłopaki, wykonujecie bardzo dobrą robotę” – dodaje wyraźnie wzruszony.

Pan Andrzej zapamiętał swojego ojca przede wszystkim jako człowieka czynu, który swoje życie poświęcił dla ojczyzny. – On najchętniej sam by do nas dołączył, bo wiedział, że to jest praca dla ojczyzny, niestety musiał pozostać w konspiracji. Ojciec zawsze był dla mnie wzorem człowieka czynu i służby dla ojczyzny. Przede wszystkim służ i pracuj uczciwie – tłumaczy Pilecki.

O „żołnierzach wyklętych” w debacie publicznej ze względów politycznych nie mówiono przez niemal czterdzieści lat. Ostatnio jednak temat zyskał na rozgłosie, a bohaterowie tamtych czasów zapisują się w historii i świadomości Polaków. Postać Witolda Pileckiego popularyzowana jest również wśród młodzieży. Jak stwierdza Andrzej Pilecki, to szczególny powód do dumy.

- Ja nieszczególnie lubię patos towarzyszący imprezom państwowym, ale bardzo lubię uczestniczyć w uroczystościach organizowanych przez patronackie szkoły, przez harcerzy, Strzelców, czy inne grupy młodzieżowe, które stale przypominają o Ojcu. Oni wszyscy odwołują się do wartości, które przyświecały mu na jego życiowej drodze. Cieszę się, że młodzież chce go naśladować – mówi syn Rotmistrza Pileckiego.

Kiedy zaczęliśmy rozmawiać o spuściźnie Pileckiego twarz Pana Andrzeja nagle się rozpromieniła, a w jego oczach pojawił się charakterystyczny błysk. – Wczoraj byłem w szkole w Tarnowie, a za tydzień znowu wyjeżdżam. Obecnie w Polsce jest ponad trzydzieści szkół im. Rotmistrza Witolda Pileckiego, a ich liczba stale rośnie. Z kolei na 14 października mam już bilet lotniczy do Szczecina, gdzie odbywa się finał ogólnopolskiego konkursu o Pileckim. Najbardziej podoba mi się to, że ci młodzi ludzie wcale nie muszą, ale bardzo chcą się uczyć historii – dodaje.

Jak stwierdził w rozmowie z portalem Polska Ma Sens Andrzej Pilecki , pamięć o bohaterach jest bardzo ważna. Również dlatego, że niewiele zachowało się dziś pamiątek. – Wiele pamiątek po Ojcu oddałem do muzeum. U siebie zachowałem natomiast grzebyk, który Ojciec używał w Oświęcimiu, a który odebrała mama na Rakowieckiej, krótko po egzekucji. Pamiętam również w naszym domu koszulę, w której Ojciec uciekał z obozu Auschwitz i w której został postrzelony w Puszczy Niepołomickiej.