Czemu wygwizdaliśmy wczorajsze gwizdy

Janusz Schwertner

Jakoś nie potrafimy czerpać radości z sytuacji, w której premier polskiego rządu nagle sama staje po tej drugiej stronie. Dla niej to nowość, ale my – stanęliśmy tam wczoraj razem z nią.

 

Bardzo łatwo jest wpaść w pułapkę, którą najlepiej obrazuje staropolskie przysłowie: „jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie”. Ale gra na zasadach przeciwnika – to kompletnie nas nie interesuje. Dlatego z uporem krzyczymy, że Polska nie ma Sensu, gdy jest podzielona na dwa zwalczające się plemiona.

Nie każdy z Państwa z entuzjazmem przyjął fakt, że za wczorajszy bezsens dnia uznaliśmy wygwizdanie premier Beaty Szydło.

Dlatego wyjaśniamy. Nie, nigdy nie zapomnimy tego, jak na warszawskich Powązkach traktowano Władysława Bartoszewskiego. Nie zapomnimy ściskającego się gardła gen. Zbigniewa Ścibor-Rylskiego, gdy ten błagał Tłum zgromadzony na warszawskich Powązkach, by bucząc na Hannę Gronkiewicz-Waltz, nie obrażać równocześnie pamięci o Bohaterach. Nie wyrzucimy z głowy obrazu tego Tłumu, który chwilę później śmiał się Generałowi prosto w oczy.

Nie nikną w naszej pamięci te wszystkie obrazki, przez które krew burzyła się nam w żyłach. Mamy pretensje, że u ludzi, którzy dziś decydują o losach Polski, zabrakło wtedy chęci i odwagi, by – choćby wbrew własnemu środowisku – podjąć najmniejszą próbę powstrzymania tamtej bezinteresownej nienawiści.

Tylko że jakoś nie pozwala nam to czerpać radości z sytuacji, w której premier polskiego rządu nagle sama staje po tej drugiej stronie. Dla niej to nowość, ale my – stanęliśmy tam wczoraj razem z nią. Nie jest nam tam komfortowo.

Ale  ktoś kiedyś powiedział, że naprawdę warto być przyzwoitym.

/ fragment utworu „Źródło” Jacka Kleyffa

A wtedy paru kombatantów

wydarzeń wspólnie przeżywanych

patrzy, czy aby się nie zmieniam

w pieśni tak niezdecydowanej,

Czy jeszcze wiem, co nasza sprawa,

a kto nie z nami, bo nas zdradza.

 

„Są w świecie dziś rachunki krzywd”,

lecz gdy tłum będzie gonił kogoś

w strzępach munduru, ślepą drogą,

to póki co – uchylę drzwi.