Do pomocy z angielskim

Witold Bereś

felietonzyczliwy

 

Oglądam sobie „Czterdziestolatka” na TVP Polonia. Ponieważ idziemy w świat, więc napisy po angielsku.

On narzeka:

- O choinka!

Tłumaczenie? – Oh, my little Christmas tree!

Albo: „mieszkam w pokoju z moim bratem” to oczywiście „I live in peace with my brother”.

Owszem, jest kilka znośnych zasad. Na przykład zasada, która pozwoli nam nie zgubić się w gąszczu znaczeń: większość słów pochodzących z łaciny lub greki brzmi niemal identycznie i znaczy to samo. Przykładami mogą tu być: „konsternacja” – to ang. „consternation”, „dysertacja” – „dissertation”, „patologia” – „patology”, „geologia” – „geology”, „anatomia” – „anatomy”, „geografia” – „geography” itd.

Ale pomyłek wyrastających z podobnych przesłanek może być mnóstwo.

Choćby angielski „pilot”, który podobnie jak polski „pilot” siedzi za sterami samolotu. Jednak już „pilot (telewizyjny)” to po angielsku „remote control”. Podobnie angielski „pupil” to nie polski „ulubieniec”, tylko „uczeń szkoły podstawowej”, ewentualnie „źrenica”. Mylimy również słowa związane z opisem. „Pathetic” to po polsku nie „patetyczny”, ale wręcz odwrotnie – „żałosny”. „Ordinary” znaczy „zwykły”, a nie „wulgarny, ordynarny”, a „obscure” – „mało znany”, a nie „obskurny”. Często, chcąc podkreślić, że coś było „super”, używamy słowa „extra”, które w języku angielskim oznacza coś „dodatkowego” albo „zbędnego”.

Niestety, ile złego robią programy typu „elektroniczne translatory” – szkoda gadać.

Na szczęście jest też angielski online – i tu warto zauważyć cenioną Polsko-Amerykańską Fundację Wolności.

 

w ramach projektu „Życzliwa Polska ma Sens” – sfinansowano ze środków Fundacji PZU/Partner Fundacja PZU

logo-pzu