Festiwal w Nowym Jorku

Witold Bereś

Martin Scorsese jeszcze jako student, „Popiół i diament” – i go zamurowało. Najbardziej podobały mu się okulary przeciwsłoneczne Maćka Cybulskiego, których przecież w roku 1945 we wschodniej Europie się nie nosiło. I dlatego, kiedy zaczynał współpracę z Leonardem di Caprio - a pracowali razem przy wielu kultowych filmach, zaczynając od „Gangów Nowego Jorku” – kazał mu oglądnąć właśnie Cybulskiego w „Popiele i diamencie”. Scorsese żartuje, że gdy di Caprio zobaczył ten film powiedział: „Kurcze, niezły ten aktor, gra tak jak ja”

W NYC zakończył się Festiwal Filmu Polskiego. Okazuje się, że w czasach smuty potrafimy się pokazać na Manhattanie, a Scorsese trzyma kciuki za Polskę!

Szacowny patron – Andrzej Wajda. Prestiżowe  miejsce gali otwarcia – Gildia Reżyserów Amerykańskich przy 57 Street w centrum Manhattanu. I światowa gwiazda jako gość honorowy – Martin Scorsese. A wszystko dzięki pasji organizatorskiej Hanny Kosińskiej-Hartowicz i wsparciu mądrych mecenasów – Zygmunta Rolata i Zbigniewa Chrzanowskiego.

Festiwal trwał do 2 do 7 maja w Nowym Jorku i dział się w kilku miejscach. Gala otwarcia to owa Gildia, pokazy konkursowe – w tradycyjnym małym kinie przy Second Avenue, a pokazy dodatkowe (filmów Hasa) – w prestiżowym Museum of Modern Art. Jury 13. Festiwalu Polskich Filmów w Nowym Jorku, a w nim m.in. artystka multimedialna Katarzyna Kozera, nauczycielka sztuki Veronica Hartowicz, przedsiębiorca Aaron Simms i architekt Krzysztof Kozłowski – uhonorowało najwyższym trofeum, nagrodą „Ponad Granicami” im. Krzysztofa Kieślowskiego, „Zaćmę” w reżyserii Ryszarda Bugajskiego.

PLMS 01 NYC I a

Na festiwal przybyła też z Polski Magdalena Cielecka, grająca w biorących udział w konkursie „Stanach zjednoczonych miłości” i „Córkach dancingu”.

Ale o randze Festiwalu świadczą jego goście i pomysł.

Pomysł był szlachetny i oczywisty – hołd złożony Andrzejowi Wajdzie. Ale już obecność profesor Annette Insdorf, filmolożki z Columbia University i – przede wszystkim – wielkiego reżysera Martina Scorsese, przeniosło w tym roku ten festiwal na półkę czołowych przedsięwzięć kulturalnych Polaków mieszkających poza krajem.

Zwłaszcza słowo wstępne Scorsese (przypomnijmy: m.in takie arcydzieła jak „Taksówkarz”, „Po godzinach”, „Chłopcy z ferajny”, „Gangi Nowego Jorku” czy choćby pilot kultowego serialu „Vinyl”) było czymś niezwykłym. I już nie tylko rzecz w samej obecności Mistrza na imprezie. Nikt chyba jednak się nie spodziewał, że wygłosi przemówienie tak pełne pasji i miłości do Polski i polskiego kina!

Wspominał oto jak w 1962 roku po raz pierwszy zobaczył, jeszcze jako student, „Popiół i diament” – i go zamurowało. Najbardziej podobały mu się okulary przeciwsłoneczne Maćka Cybulskiego, których przecież w roku 1945 we wschodniej Europie się nie nosiło. I dlatego, kiedy zaczynał współpracę z Leonardem di Caprio – a pracowali razem przy wielu kultowych filmach, zaczynając od „Gangów Nowego Jorku” – kazał mu oglądnąć właśnie Cybulskiego w „Popiele i diamencie”. Scorsese żartuje, że gdy di Caprio zobaczył ten film powiedział: „Kurcze, niezły ten aktor, gra tak jak ja”.

Wspominał, że po latach, gdy w LA pokazywano kino sprzed lat – Ziemię obiecaną i Taksówkarza – dostał od Wajdy story board „Popiołu i diamentu”. Bo Wajda był i jest dla niego wzorem – artysty i człowieka.

I jeszcze opowiadał o Łodzi – że to najlepsza szkoła filmowa w świecie.

PLMS 01 NYC I b
Martin Scorsese podczas gali otwarcia The New York Polish Film Festival

Na koniec tłumaczył, czym jest powinność artysty. Bo kino ma mieć nie tylko osobistą wizję artystyczną i wysokie standardy, ale również ponosić odpowiedzialność społeczną.

„Chciałbym podkreślić, że najważniejsze, to o czym tu było mówione, to wolność artysty. Ale to znaczy, że najpierw po prostu musi być wolność. Dlatego dobry film jest zawsze kombinacją walki o wolność i swobody wypowiedzi. I nie chodzi tylko w filmy Wajdy, nie tylko o filmy polskie i polską kulturę, ale o samą Polskę”.  

I już za chwilę po słowach Scorsese zobaczyliśmy pozakonkursowe „Powidoki” – pożegnalny manifest Wajdy. Dziś jeszcze nie dość doceniany, a przecież opowiadający i o artyście, i o trudnych czasach, gdy władza chce, by artysta służył państwowej ideologii.

Wzruszający, mądry obraz.

Tylko cieszyć się z takiej obecności Polski w NYC.