Gdzie jest tata? Część druga

Witold Bereś

Bo czy niegdyś ojcowie stali wyżej, a dzieci bardziej ich kochały? Odpowiedź jest tak łatwa, jak na równie retoryczne pytania: czy kiedyś ojcowie mniej pili, bili i pracowali?

felietonzyczliwy

Podobno dziś tylko kilka procent Polaków twierdzi, że w trudnej chwili zwracali się (zwracają) do ojców o pomoc. I że dobrze byłoby to zmienić.

To wszystko brzmi pięknie, ale czuję tu jakiś fałszywy ton.

Bo czy niegdyś ojcowie stali wyżej, a dzieci bardziej ich kochały? Odpowiedź jest tak łatwa, jak na równie retoryczne pytania: czy kiedyś ojcowie mniej pili, bili i pracowali?

Tu nie sposób uniknąć wątku osobistego, a ten zawsze jest subiektywny. Ale zaryzykuję: staram się być fajnym ojcem. Jasne, bardziej to czuję teraz, gdy córy z domu wyjechały za ocean i English Channel (więc, niech już będzie prawdziwie do końca, tęsknawo). Ale muszę też powiedzieć, że w znajomych rodzinach, owszem, widywałem ojców – łajdaków, z którymi dzieci miewały cholerne kłopoty, ale też widywałem puszczalskie matki, babcie alkoholiczki, siostry nienawidzące braci, wujostwo okradające rodzinę i ukochane wnuczęta dręczące dziadzia. Bo choć jasne jest, że istnieje coś takiego jak konflikt ojciec – syn i konflikt pokoleń, to jednak dostrzeganie w ojcu źródła kryzysu współczesnej rodziny jest uproszczeniem.

Tak bowiem matka natura sprawiła, a z nią dobór naturalny oraz ewolucja cywilizacyjna i kulturalna, że mężczyźnie zawsze trudniej było uronić łezkę czy podtrzymywać ognisko domowe. I nie zawracajmy głowy, że kiedyś było lepiej, a ojcowie mieli większy szacunek wśród dzieci. W jednym z najstarszych wykopalisk z zachowanym pismem klinowym, circa sprzed pięciu tysięcy lat, w miejscowości Ur w Mezopotamii, odnaleziono inskrypcję: Jeszcze nigdy młodzież nie była tak krnąbrna i nieposłuszna wobec starszych jak dziś”.

w ramach projektu „Życzliwa Polska ma Sens” – sfinansowano ze środków Fundacji PZU/Partner Fundacja PZU

logo-pzu