Gdzie jest tata? Część trzecia

Witold Bereś

Jeśli więc pominąć patologię, to powiedziałbym, że dziś mężczyznom brakuje raczej siły, by sprostać cywilizacji, która szczególnie ich, mężczyzn, boleśnie konfrontuje z kulturowymi wzorami.

 

felietonzyczliwy

 

 

Jeśli zgodzimy się, że mamy kryzys rodziny, to jego przyczyn widzieć należy raczej w globalności świata, gdy można wszędy i w każdej chwili się przemieścić i trudno zachować związki rodzinne. W Polsce do tego dochodzi po prostu bieda. Bo kochać rodzinę, gdy się zarabia 300 dolców miesięcznie, a córka musi harować w Irlandii, jest po prostu dużo trudniej.

Ale żeby nikt nie myślał, że minione czasy to jakiś raj. Czy system, w którym nie można ojcu powiedzieć „nie”, bo z definicji ma rację, jest systemem, który by nas cieszył? A jeśli dziecko zachowywało pełen uniżoności stosunek wobec rodziciela, to czy aby na pewno były to te relacje, o których dzisiaj marzymy? Czy przypadkiem nie był to „maleńkij koncłagier”? Słowem – wolę ojca, który widzi świat w jego problemach i ma problemy, niż ojca typu Krzyżak z Ogniem i Mieczem w dłoni.

Jeśli więc pominąć patologię, to powiedziałbym, że dziś mężczyznom brakuje raczej siły, by sprostać cywilizacji, która szczególnie ich, mężczyzn, boleśnie konfrontuje z kulturowymi wzorami. Brakuje im tego, by mogli być ojcami jako ci kiedyś. Bo jak pokazać, że jest się potrzebnym myśliwym, skoro kobieta potrafi więcej zarobić, a w dodatku w naturalny sposób ma więcej ciepła? Więc jeśli gdzieś widzę kłopot ojców, to raczej taki, że tradycja (niech będzie – testosteron też) wymusza bycie mężczyzną, ale współczesność z tego zwalnia.

Tu mogą być praprzyczyny frustracji.

A jeśli nawet się to udaje, to uśmiechu w tym mało. Może właśnie tu pies pogrzebany?

Ale ani to rzecz nowa, ani tylko polska.

w ramach projektu „Życzliwa Polska ma Sens” – sfinansowano ze środków Fundacji PZU/Partner Fundacja PZU

logo-pzu