Grubson: życie to nie polityka

Karolina Gawlik

Straszne jest to, że podział w Polsce ma miejsce przez polityczne gierki. Przez kogoś, kto ma wizję i w imię jej rywalizacji zrobi wszystko, żeby nas skłócić.

- Zacznijmy rozmawiać, słuchać, czuć. Zapominamy o najważniejszych rzeczach – apeluje raper Tomasz Iwańca (Grubson) w rozmowie z Polska Ma Sens. Decyzją publiczności Grubson został laureatem Złotego Bączka na tegorocznym festiwalu Woodstock. Jego najnowszy album „Holizm” otrzymał już status złotej płyty. Podobnie jak wcześniejsze produkcje, ma promować muzykę, która „łączy, nie dzieli”.

grubson

„Na takie chwile czeka się całe życie” – powiedział zamyślony Grubson do mikrofonu podczas jednego koncertu. Pamiętasz?

Woodstock 2016 wygrał wszystko. Spełnienie marzeń.

W 700-tysięcznym tłumie są ludzie z różnych krajów, w różnym wieku, z różnych subkultur. Holizm w czystej postaci.

Pierwszy raz w życiu mnie to przerosło. Dostałem tyle energii od ludzi, że nie potrafiłem sobie z tym poradzić. Musiałem to jakoś wyładować, muzyka nie wystarczała. Robiłem to więc w sposób bardzo głupi i dziwny – klnąc między numerami. Nigdy nie grałem przed taką publicznością i w życiu bym się tego nie spodziewał. Tym bardziej że graliśmy w najcięższy – jeśli chodzi o muzykę – dzień na Dużej Scenie, o godz. 1.30. Zastanawialiśmy się, jak ludzie dadzą radę. Okazało się oczywiście, że to niepotrzebne zmartwienia.Słyszałem od kilku osób, że ich znajomi byli już tak zmęczeni, że wrócili spod sceny, ale jeszcze leżąc pod namiotami, śpiewali z nami „Na Szczycie”.

Taka siła utworu, a nie chciałeś, żeby znalazł się na płycie.

To prawda, ale nie dlatego, że nie jarałem się tym numerem. Nie chciałem, żeby spoczywała na mnie świadomość, że osoba, która straciła tak bliską drugą połowę, będzie smutna, gdy usłyszy kawałek. Jednak bliscy bohaterów „Na Szczycie” zgodzili się na nagranie, tłumacząc, że to będzie hołd ku ich pamięci. Dobrze się stało, bo to nie numer dołujący, a budujący. To nadzieja.

Wyjątkowy Woodstock też dlatego, że w dzień nad głowami latały helikoptery.

Wiedzieliśmy wcześniej od organizatorów, że są schody w organizacji festiwalu. Zresztą nie jest to problem tylko festiwalu, takie akcje dzieją się na co dzień. Wiadomo, że trzeba dbać o bezpieczeństwo, ale granica między tym a inwigilacją bywa cienka. Przeraża mnie wizja, że ktoś chce mieć nas cały czas na oku i dzięki temu nami kierować.

Mnie przeraża, że przestaliśmy się w Polsce nawzajem lubić.

Straszne jest to, że ten podział ma miejsce przez ludzi, którzy prowadzą swoje gierki. Przez politykę. Przez kogoś, kto ma wizję i w imię jej rywalizacji zrobi wszystko, żeby nas skłócić. Nie wiem, czy robi to świadomie, czy nie. Jeśli nieświadomie, to właściwie jeszcze gorzej, bo taka osoba nie powinna w ogóle obejmować wysokich stanowisk.

Jest mi przykro, że jesteśmy czasami tak zapatrzeni w polityków, telewizję i inne narzędzia, które manipulują ludźmi. Zapominamy o najważniejszych rzeczach. Życie to nie jest polityka. Musi istnieć, żeby wszystko trzymało się kupy, ale nie w taki sposób. Są kraje, które zupełnie inaczej działają i powinniśmy z nich brać przykład, a nie z klapkami na oczach robić po swojemu.

Czemu nie czerpiemy z najlepszych wzorców?

Zupełnie tego nie rozumiem. Zawsze chodzi o władzę i pieniądze, ale moim zdaniem dałoby się to zdrowo połączyć. Wiadomo, że nie ma idealnego kraju, ale znowu chodzi mi o podejście holistyczne. Jeden ma lepszy system edukacji, inny fundusz zdrowia, kolejny rozwiązania komunikacyjne. Powinniśmy się nawzajem inspirować, żeby jak największej liczbie ludzi łatwiej i lepiej się żyło.

Dla inspiracji grasz sporo za granicą?

Gram przede wszystkim dla rodaków, którzy musieli lub chcieli wyjechać. Jak jedziesz do Anglii czy Irlandii, na koncercie są Polacy z przeróżnych miast. To tworzy zupełnie inne flow, jak na festiwalu. Poza tym często czuć, jak tęsknią za Polską i to fajne zagrać specjalnie dla nich.

Na płycie „Holizm” czuć poczucie niezrozumienia, rozgoryczenia. Co najbardziej boli Cię w Polsce?

Ludzie nie słuchają. Przez to nie czują, nie rozumieją.

Czasami zupełnie inaczej interpretujemy świat tylko dlatego, że słyszymy zamiast słuchać, nie skupiamy się, nie oddajemy się temu trochę. Zamiast coś przemyśleć, wydajemy osądy. Widzę, jak większość moich znajomych cały czas gdzieś goni. Czasem musimy się zatrzymać. Dziękuję za to, że mam taką możliwość, ale tak naprawdę każdy ją ma.

Dlatego w jednym z najnowszych singli śpiewasz, o tym że nie jesteśmy robotami?

Wbrew pewnym zarzutom nie chciałem inspirować do tworzenia społeczeństwa nierobów. Wiadomo, że trzeba zarabiać, ale nie wyobrażam sobie, żebym wstawał rano z myślą o pracy, że muszę do niej iść i się z nią użerać. Wewnętrznie bym umierał, a to odbija się na zdrowiu. Ludzie tego nie zmieniają, bo się boją, że może być jeszcze gorzej. I rzeczywiście: jak jesteś tak nastawiony, to właśnie tak będzie. Ja nigdy nie dopuszczałem sobie myśli, że mi się nie ułoży. Znalazłem się tu, gdzie jestem, bo w to wierzyłem i codziennie sobie o tym mówiłem. Wszystko jest możliwe, bo zależy od nas. I o to mi chodziło w tym numerze – że jest wyjście. Frustracja w pracy odbija się na rodzinie, wychodzą dziwne akcje wśród przyjaciół. Nie zaryzykujesz, nie spróbujesz, nie dowiesz się.

Czego brakuje w dzisiejszym młodym pokoleniu?

Jest mniej społeczności i tego brakuje. Większość czasu spędzamy wpatrzeni w świecący ekranik. Nie rozmawiamy ze sobą. A w sms-ach nie ma emocji. Ostatnio przeprowadzałem ciekawą rozmowę ze starszymi ludźmi o sąsiedztwie. Kiedyś sąsiedzi się kumali, a teraz? Ludzie nie gadają ze sobą, albo nawet donoszą na siebie. W dziwną stronę to zmierza.

Jaka Polska ma sens dla Grubsona?

Właśnie taka, w której rozmawiamy ze sobą. Nawet jak mamy inne poglądy. Wierzę, że we wszystkim można znaleźć złoty środek, a nie działać nienawiścią i przemocą. Chciałbym Polski, w której się nawzajem szanujemy. Jak jeden z drugim się nie zgadza, to może warto spytać trzeciego, który podsunie jeszcze inny pomysł. Trzeba zawsze próbować, zawsze szukać rozwiązania, a nie mieć klapki na oczach: „ja tak mówię, to jest mój pogląd, i tak musi być”. Za dużo kurwa tego „ja” dziś jest. Powinniśmy naprawdę czasem drugiemu odpuścić, zamiast go jeszcze podburzać. Chodzi mi zarówno o politykę, jak o nas samych.

Jaką widzę sensowną Polskę? Taką, która wspiera Polaków, a nie ogromne zagraniczne korporacje. My sami też powinniśmy wspierać lokalnych przedsiębiorców. W marketach jest wszystko na tacy podane, nie trzeba chodzić po jedną rzecz do pani Heni, a po kolejną do warzywniaka kilka ulic dalej. Ale warto się postarać.

Taki codzienny patriotyzm.

Tak, patriotyzm drobnych gestów. Niechęć do innych ras nie jest oznaką patriotyzmu a hipokryzji, bo na co dzień korzystamy przecież z rzeczy czy rozwiązań stworzonych przez ludzi właśnie o innym kolorze skóry. Powtórzę jeszcze raz: powinniśmy z odmienności czerpać. Zawsze są pewnie granice, ale nie wolno być z góry źle nastawionym.

Miłość, pokój – dostajemy takiej energii wiele na koncertach, dzięki temu sami ją dajemy. To tylko pomaga w życiu. Podaj mi jeden przykład, w którym bycie pozytywnym człowiekiem i przekazywanie takich wartości powoduje, że jest ci źle. Nie ma takiej opcji, po prostu.