Opowieść polsko-amerykańska

Małgosia Żmudka

Chicago, 6701 W Diversey Ave. Niski parterowy budynek, parking zastawiony lśniącymi,dwukołowymi maszynami.Motocykle różnych marek. Ale przeważa – kultowy Harley Davidson.

Powitanie: miłe, uprzejme, może nawet lekko oldschoolowe. Każdy z obecnych podaje swoje imię, tylko z naszywek na kamizelkach można się dowiedzieć jaką funkcję zajmuje w strukturze klubu.

Jest Mariusz (sergant at Arms). Ted, ksywa „Flaki” (President). Bartek czyli „road capitan” (funkcja ważna, bo to on planuje trasę). I jeszcze Krystian, Piotrek, Bogdan – ale jakie dokładnie funkcje pełnią w klubie – trudno powiedzieć. Ich stylizowany,męski wygląd zapewne stanowi spełnienie estetycznych marzeń rockowej licealistki: zarośnięte twarze o ostrych rysach, długie włosy, skórzane ciuchy. Najważniejsza jest oczywiście kamizelka, poza motocyklem główny atrybut motocyklisty. To ona mówi o „barwach”, a więc zdradza przynależność jej właściciela do danego klubu. Zaakceptowanie przez niego klubowych zasad. Lojalność i wierność wobec, jak mówią sami o sobie, braci zrzeszonych w klubie.

Pije się czystą whisky. Pytanie o drinka złożonego więcej niż z dwóch składnikówmoże nie spotka się z dezaprobatą,ale na pewno zostanie zignorowane.Tu trzeba mieć albo mocną głowę albo umieć odmawiać. Drugą opcję w oczywisty sposób porzuca się jednak już po kwadransie przebywaniaw klubie.

Jak wygląda sala? Ściany ozdobione zdjęciami z tras, częściami motocykli. Na honorowym miejscu naprzeciwko baru portret brodacza – nieżyjącego już członka klubu, Ziggiego Mackiewicza, który wsławił się jako konstruktor motocykli. Do tego skórzane, ogromne kanapy i didżejka obudowana surową blachą z wyciętym logo Sokół Riders. Wnętrze zdecydowane, ciemne i surowe.

Dopiero po chwili widać nietypową, wielobarwną dekorację –ponad barem wisi kilkadziesiąt biustonoszy we wszystkich możliwych fasonach i rozmiarach.Bogdan śpieszy z wyjaśnieniem: „Mamy tu taką tradycję, że kobieta, która pierwszy raz przekroczy próg naszego klubu, musi oddać stanik. Ten, który ma na sobie” – zaznacza z łobuzerskim uśmiechem. W tym momencie wyczekujące spojrzenia wszystkich obecnych kierują się na wchodzącą kobietę, a niżej podpisana autorka może tylko odpowiedzieć: „Nie ma szans panowie, możecie o tym sobie co najwyżej pomarzyć”.

W drugiej sali oczom gościa ukazuje się dwukołowa stalowa bestia, na oko ważąca tyle, co średniej wielkości samochód osobowy. To jeden z tych niebanalnych modeli, które konstruował Ziggi Mackiewicz.

Chociaż w „Sokołach”przeważają faceci, to bez kobiety ten klub by nie powstał. Magdalena Huk ps. „Dzika”.  Stało się to w 1997 roku, w Sturgis w południowej Dakocie.

„Dzika” łączy w sobie południowy, hiszpański typ urody ze słowiańskim temperamentem. I to niewątpliwie ten temperament przyczynił się do powstania Sokołów – założenie klubu motocyklowego w kategorii MC (Motorcycle Club), przez kobietę w latach 90 wymagało nie lada odwagi i determinacji. MC to kategoria hardkorowa. Tu, w przeciwieństwie do lżejszej kategorii MA (Motorcycle Association), najpierw jest klub, a potem długo nic i dopiero rodzina.Nazwa Klubu pochodzi od legendarnej polskiej marki motocykli produkowanych w Państwowych Zakładach Inżynierii w Warszawie w latach 1934–39.

Zresztą miłośnikom jednośladów nie trzeba przedstawiać „Sokoła”: motocykla zaprojektowanego i produkowanego głównie dla celów wojskowych, lecz posiadającego również odbiorców cywilnych.Warto tylko wspomnieć, że Sokoły brały udział w wielu imprezach sportowych odnosząc niemałe sukcesy (m in. czwarte miejsce w Olimpijskim Zjeździe Motocyklowym w Berlinie w 1936 roku). Godnym odnotowania wyczynem był także wjazd dwóch „Sokołów 600” i jednego „Sokoła 200” na Kasprowy Wierch ścieżką dla pieszych turystów (od Kuźnic przez Myślenickie Turnie), czego dokonali w sierpniu 1939 roku pracownicy Państwowych Zakładów Inżynierii: Tadeusz Rudawski, Tadeusz Heryng, Józef Jakóbowski, Józef Docha, oraz Mieczysław Kubiak.

Pod rządami Dzikiej klub działał do 2012 roku. Wówczas władza została oddana w ręce Teda „Flakiego” Milówki. Od tego czasu klub działa jako MA (MotorcycleAssociation) przyjmując mniej rygorystyczne niż dotychczas zasady członkostwa.Uregulowanie są one w statucie, określającym nie tylko procedurę i warunki przyjmowania nowych członków (warunkiem jest posiadanie motocykla i umiejętność jazdy na nim oraz polskie pochodzenie), ale przede wszystkim– celedziałania Klubu.

Sokoły są bowiem klubem motocyklowym z jasno wytyczoną misją. Nie chodzi tu tylko o jazdę na motocyklu, wiatr we włosach i wyzwalającą prędkość. Dla Sokołów równie istotna jest działalność charytatywna, rozwijana z każdym rokiem działania klubu.Na przykład Sokoły objęły patronatem Dom Samotnej Matki w Chicago, wspierają też Fundację Znaczenie, Fundację Dar Serca oraz fundację Be My Angel. Z kolei nieodłącznie związana ze Świętami Bożego Narodzenia jest akcja Sokołów „Toys for Tots” (Zabawki dla brzdąca), kiedy obdarowują zabawkami dzieci z ubogich rodzin. Akcja zabawkowa zaczęła się w 1987 roku od przejazdu sześciu motocykli. Obecnie, przy udziale Sokół Riders, liczba ta  wzrosła aż do kilkudziesięciu tysięcy!

Najważniejszą i najbardziej spektakularną akcją charytatywną z udziałem Sokołów jest jednak Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Co roku w siedzibie Klubu organizowany jest mini-sztab WOŚP. Impreza ta odbywa się u Sokołów z wielką pompą – zbiórce pieniędzy towarzyszą koncerty uznanych zespołów, przygotowywany jest polski poczęstunek. Głównym punktem programu jest oczywiście wielka aukcja, na której m.in. można wygrać motocyklową przejażdżkę z Sokołem.

W działalności Klubu podkreślane jest przywiązanie do polskości. Świadczy o tym codzienna aktywność, ale i zapisy statutu wymieniające wśród celów działania Klubu „wspieranie działań i inicjatyw polonijnych, propagowanie postaw patriotycznych, dbanie o dobre imię Polski, promowanie polskiej kultury, tradycji i pozytywnych zwyczajów wśród Amerykanów, Polonusów i Polaków mieszkających na terenie USA”. Postacią szczególnie czczoną przez Sokoły jest Jan Paweł II. Każdej wiosny, z inicjatywy Sokół Riders odbywa się przejazd upamiętniający śmierć i kanonizację papieża-Polaka.

Nie sposób pominąć roli Sokołów w chicagowskiej paradzie trzeciomajowej. To ogromne, wielobarwne i głośne widowisko, którego istotnym elementem jest kolumna motocyklistów z furkoczącymi biało-czerwonymi flagami. Na jej czele obowiązkowo jedzie neonowy trójkołowiec autorstwa wspomnianego Ziggiego Mackiewicza. Całość wygląda fenomenalnie, niczym zmotoryzowana husaria.

Owszem, Sokół Riders to polonijny klub motocyklowy zaznaczający swoją obecność w społeczności Chicago akcjami charytatywnymi, przejazdami ku czci wielkich Polaków czy uczestnictwem w polskich świętach. Ale nie to stanowi o ich wyjątkowości.

Polskość w wydaniu Sokołów to radość z dnia codziennego, wsparcie dla bliskich i dalszych, entuzjazm w podejmowaniu nowych wyzwań w myśl zasady „nigdy się nie poddawaj”. To hardość w pozytywnym tego słowa znaczeniu, wiara we własne możliwości, ale i sprawczą moc grupy kierującej się szczytnymi celami.Sokoły łamią stereotypy. Ten pierwszy, odnoszący się do wizerunku Polaka na obczyźnie narzekającego nieustannie na niewdzięczność losu i ogarniętego nostalgią. I ten drugi – hermetycznegośrodowiska motocyklistów, dla których liczy się tylko realizacja ryzykownej pasji i wierność zasadom klubu.

Sokoły pokazują, że bycie Polakiem za oceanem zdecydowanie ma sens.

***OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Małgorzata Żmudka – prawnik specjalizujący się w prawie administracyjnym, jako dziennikarka-hobbystka pasjonuje się Stanami Zjednoczonymi i życiem Polaków poza krajem; stała współpracowniczka Polski ma Sens