Jelenie w rogatywkach

Marek Jastrząb

Horror: nadchodzi dzień, gdy kończą się igrzyska i opada wyborczy kurz. Panie i panowie z partyjnych list przymierzają się do zasiadania, piastowania i pełnienia. Nareszcie doczekali się sprawiedliwości społecznej, toteż zapalczywie i niecierpliwie oblizują się na myśl o dietach, profitach i synekurach.

W tym miejscu warto uświadomić sobie ten prosty fakt, że sprawa dotyczy WSZYSTKICH partii ubiegających się o władzę. Nie jest to więc wynalazek świeży; przypętał się na świat już wtedy, gdy nawet faraoni siedzieli w jaskiniach wydrążonych w piramidzie Cheopsa. Popularny był wśród Chińczyków, nie ominął Australii, nie oszczędził byle prawosławnego państewka. Kręcił mocarstwami, tarmosił niejednym imperium i jak wirus, mutował się po wszelkich znanych i nieznanych cywilizacjach.  Zatem na przestrzeni dziejów nic się pod tym względem nie zmieniło.

Prometejska władza drapała się na grzędy, cokoły i panteony niewdzięcznej pamięci narodu. Odbierała hołdy od nowych podwładnych w akompaniamencie piruetów. Zajmowała wolne piedestały, kokosiła na fotelach, stołkach i taboretach. Wsiadała do limuzyn z osobistym furmanem, przejmowała zdobyczne buduary i ministerialne komnaty wyściełane troską o kraj.

Zaczynała się twarda HARÓWKA dla Ojczyzny. Katorżnicza orka polegająca na zastąpieniu wcześniejszych nieudaczników, nieudacznikami WŁAŚCIWYMI.

A u nas, w krainie  średniowiecznych reformatorów? Od powstania PRL poprzez jego upadek i późniejszą odbudowę niepodległości, sprawowany styl władzy polegał na   miganiu się od działania dla dobra jego obywateli. Na konsekwentnym uchylaniu się ministerstw i urzędów od odpowiedzialności za podejmowane decyzje. Na tak skomplikowanym i niejednoznacznym konstruowaniu przepisów prawnych, by można je było interpretować w dowolny sposób.

Pierwszym krokiem było zapoznawanie się z zakresem przywilejów, wypłacanie sobie odszkodowań za odniesiony tryumf i upragniona demolka dokumentów wydanych przez ustępującą ekipę; dobre, sprawdzone, obliczone na długie lata, niezależnie od jakości, ulegały metodycznej kasacji.

W ramach odpolitycznienia kadr i niezłomnej walki z korupcją, szefowie resortów, departamentów i komórek odchodzą w administracyjny niebyt, a funkcje sprawowane przez znajomych dygnitarza z wychrzanionej drużyny, przejmują ziomale namaszczeni przez nową. Pod tym skocznym hasłem zatrudnia się tylko właściwie upartyjnionych, lojalnych wazeliniarzy z dobrze płatnym uśmiechem.

Rozpoczyna się reorganizacja WSZYSTKIEGO, CO SIĘ NIEPRAWOMYŚLNIE RUSZA. Na pierwszy ogień następuje wymiana kadr. Na drugi – wymiana mebli. A także wyposażenia SIEDZIB. Skutkiem czego poprzednie libertyńskie gabinety mają teraz gustowne  klęczniki dla interesantów i kosze na odmowne odpowiedzi.

W odstawkę idą palmy wbite w sufit. Znikają kanapy obite skórą petentów i zastąpione są amerykankami prosto z Rosji. Obrazy Malczewskiego wędrują do utylizacji, a na ścianę wjeżdżają jelenie w rogatywkach.

Dywany w nieprzyzwoite prążki przechodzą do historii, a zamiast nich pojawiają się kobierce w kolorach pontyfikalnych, podczas gdy w Sejmie, w Senacie, czyli  po spichlerzach na kompleksy, spod wiaderek i szufelek wydobywa się chóralny pisk struchlałej dziatwy: CO STANIE SIĘ Z POLSKĄ, GDY NAS ZABRAKNIE?

  Marek Jastrząb Marek Jastrząb – felietonista portalu Polska ma Sens, autor cyklów „Obserwacje Marka Jastrzębia” i „Polska na tle”. Debiutował w 1971 roku na łamach „Faktów i Myśli”, drukował także w „Odrze”,  „Nowym Wyrazie” „Nowej Okolicy Poetów”, Miesięczniku Literackim”, „Faktach”, „Promocjach”, „Przekroju”, „Nowej Gazecie Literackiej”,”Poboczach”, „Kwartalniku Artystycznym” „Akancie”, „Migotaniach”, „Tyglu”, „Gazecie kulturalnej”, „BIK-u”,trzech antologiach „Ogrodu ciszy”, w e-tygodniku literacko-artystycznym pisarze.pl, oraz w „Polsce Ma Sens” i prasie lokalnej. Zamieszczał w tych pismach opowiadania, felietony, eseje, recenzje teatralne i oceny książek.  Jego prozatorskie miniatury były wielokrotnie emitowane w Polskim Radiu w Bydgoszczy.