Jeśli nie chcą pokazać „Wołynia”, trzeba to zaakceptować – Paweł Kowal

Szymon Piegza

Nikt nikogo nie będzie zmuszał do pokazania filmu. Jeśli strona polska chce go pokazać, to może to zrobić w innym terminie, lub innym miejscu, a jeśli na Ukrainie są jakieś instytucje, które nie chcą pokazać tego filmu, to trzeba to zaakceptować. Po trochę luzu i więcej zdrowego rozsądku w tej sprawie

Paweł Kowal: Kwestia filmu „Wołyń” robi się coraz bardziej polityczna. To nie służy sztuce.

Paweł Kpawel-kowalowal – polski politykdoktor nauk humanistycznych, historyk, publicysta, w latach 2005–2009 poseł na Sejm V i VI kadencji, od 2006 do 2007 sekretarz stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, poseł do Parlamentu Europejskiego VII kadencji, od 2011 do 2013 prezes partii Polska Jest Najważniejsza, od 2013 przewodniczący rady krajowej Polski Razem. Nagrodzony m.in. Orderem „Za Zasługi” trzeciego stopnia (Ukraina, 2007),  Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski (2014) czy Nagrodą Pojednania Polsko-Ukraińskiego (2015). Współautor książek takich jak Państwo polskie wobec Polaków na Wschodzie, „Wymiar wschodni” UE – szansa czy idée fixe polskiej polityki?, Nie jesteśmy ukrainofilami.

- Dzisiaj Ukraińcy nie chcą oglądać filmu „Wołyń”, ale myślę, że na pewno się znajdzie ukraiński dystrybutor, który będzie chciał go pokazywać. Niech to idzie takim kanałem, jak idą wszystkie inne filmy – komentuje odwołanie przez stronę ukraińską jutrzejszego pokazu najnowszego filmu Wojciecha Smarzowskiego Paweł Kowal. W rozmowie z  portalem Polska Ma Sens politolog stwierdza, że polityczny odbiór filmu godzi w jego wartość artystyczną.  – Potrzeba więcej dystansu do tej sprawy – mówi Kowal.

Dziś Instytut Polski w Kijowie odwołał zapowiedziany na jutro pokaz filmu „Wołyń” Wojciecha Smarzowskiego. Jak poinformowała w komunikacie przesłanym Polskiej Agencji Prasowej dyrektor Instytutu, na decyzję wpłynęły zalecenia ukraińskiego ministerstwa spraw zagranicznych. W mediach ponownie rozgorzała dyskusja na temat nowego rozdziału polsko-ukraińskich stosunków. Czy najnowsze dzieło Smarzowskiego może rozpocząć dyskusję na temat wspólnej historii? Zdaniem polityka Pawła Kowala sztuka nie powinna być odbierana jako narzędzie w politycznej rozgrywce.

- To, co się obecnie dzieje wokół tego filmu, to jakiś niedobry proces. Nie pamiętam filmu, który byłby do tego poziomu traktowany jako fakt dyplomatyczno-polityczny. Każdy film musi mieć trochę czasu, by o nim móc dyskutować, jednak taka sytuacja nie służy sztuce – mówi portalowi Polska Ma Sens Kowal. – Nikt nikogo nie będzie zmuszał do pokazania filmu. Jeśli strona polska chce go pokazać, to może to zrobić w innym terminie, lub innym miejscu, a jeśli na Ukrainie są jakieś instytucje, które nie chcą pokazać tego filmu, to trzeba to zaakceptować. Po trochę luzu i więcej zdrowego rozsądku w tej sprawie – dodaje.

Politolog zauważa również, że oficjalne pokazy z historyczno-polityczną dyskusją w tle nie służą samemu filmowi. Jednostronnie politycznie odbioru obawiał się również sam reżyser Wojciech Smarzowski.

- Dzisiaj Ukraińcy nie chcą oglądać filmu „Wołyń”, ale myślę, że na pewno się znajdzie ukraiński dystrybutor, który będzie chciał go pokazywać. Niech to idzie takim kanałem, jak idą wszystkie inne filmy. Takie rozwiązanie byłoby najlepsze dla samego filmu. W momencie, kiedy on jest przekazem politycznym, to wszyscy będą go odbierać politycznie, nie wiem, czy Smarzowski tego chciał – komentuje Kowal.

Historyk sugeruje jednak, by nie wyciągać zbyt pochopnych wniosków i poczekać, aż obie strony dojrzeją do prawdziwej merytorycznej dyskusji. – Oczywiście za pomocą sztuki możemy nawiązać jakiś dialog, ale jak widać, to chyba nie jest jeszcze odpowiedni czas. Potrzeba więcej pokory i wyciągnięcia z tej sytuacji wniosków, że nic na siłę się nie zrobi – mówi w rozmowie z portalem przewodniczący partii Polska Razem.

- Oczywiście, powinniśmy tworzyć na ten temat dzieła, powinniśmy rozszerzać je na inne tematy polsko-ukraińskie, powinniśmy powołać Instytut Historyczny Polsko-Ukraiński i jest jeszcze wiele rzeczy, które powinniśmy zrobić. Natomiast kwestia filmu „Wołyń” robi się coraz bardziej polityczna. Film będzie miał dużą oglądalność, to się Smarzowskiemu udało, ale może to po prostu nie jest to dzieło, przy którym nastąpi pojednanie polko-ukraińskie – zwraca uwagę Kowal.

Na koniec b. sekretarz stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych przypomina, że z całej sytuacji nie powinniśmy wyciągać zbyt pochopnych wniosków, w końcu stosunki polsko-ukraińskie dawno nie były na tak dobrym poziomie.

- Pamiętajmy, że stosunki polsko-ukraińskie wcale nie są takie złe, jak się niektórym wydaje. Jak popatrzymy na badania opinii społecznej, to Ukraińcy chyba nigdy nie mieli tyle zapału do Polaków – dodaje optymistycznie Paweł Kowal.

Przeczytaj także: 

- recenzja filmu „Wołyń” autorstwa Dominika Jedlińskiego – tutaj