Jestem już zmęczony

Janusz Schwertner

Panowie, pozostańcie po ciemnej stronie mocy. Dobrze was tam widzieć i dobrze wiedzieć, że nie zamierzacie nigdzie się ruszać. W gruncie rzeczy zostało po staremu, teraz tylko myślicie, że wolno wam jeszcze więcej, głupiej i brutalniej. Brylewski śpiewał: „to czasy handlarzy, głupców i handlarzy – coraz ciaśniej jest na plaży, koniec świata mi się marzy”. Wtedy o komunistach, dziś zaśpiewałby o was. Gratuluję – oto wasze pięć minut sławy.

Na trasie Plac Konstytucji – Praga Południe w Warszawie spędziłem właśnie trzydzieści minut. Jechałem autobusem, dla zabicia czasu przeglądając wszystkie social media. Pół godziny swojego życia oddałem ostatnim wpisom podróżnika Wojciecha Cejrowskiego, posła Dominika Tarczyńskiego i byłego księdza Jacka Międlara. I nie wiem, czy bardziej czuję się zmęczony, czy może jednak w jakiejś mierze odpowiedzialny za to, żeby zaraz cała Polska nie była tak smutna i głupia, jak wpisy tych trzech muszkieterów.

Pan Cejrowski na swoim Facebooku umieścił grafikę. Z lewej strony zdjęcie zburzonego miasta w Syrii, z prawej: Warszawa z 1945 roku. I taki oto podpis:

„Z lewej strony widzą Państwo zdjęcie, które stanowi uzasadnienie, dlaczego uchodźcy syryjscy nie mogą wrócić z Europy do swoich domów. Z prawej strony zdjęcie Warszawy, do której polscy uchodźcy wrócili w roku 1945 i ją odbudowali, pomimo sowieckiej okupacji”.

I jeszcze niżej – tak, żeby mądrość pana Cejrowskiego rozniosła się na cały świat – ten sam podpis, tylko w języku angielskim.

Naprawdę nie wiem, skąd u pana, panie Wojtku, tyle nienawiści do drugiego człowieka. Prawdę mówiąc, wolę nie wiedzieć, bo średnio obchodzą mnie demony, które nawiedzają pana pomiędzy pańskimi wpisami na Facebooku a absurdalnymi występami w Telewizji Publicznej. Gorzej, że akurat pan dobrze wie, jak absurdalną stawia pan tezę. Aż szkoda tracić czas, by to tłumaczyć.

Więc pokrótce: po 1945 roku w Polsce trwała okupacja sowiecka, ale kule nie świstały ludziom nad głowami tak, jak dziś w wielu miastach syryjskich. Wojna w Syrii trwa, ona się nie skończyła! A nawet jeśli przyjąć kłamliwą tezę, że jednak jest inaczej: to jak policzył pan tych Syryjczyków, którzy do kraju wrócili? Nie zrobił pan tego, bo i tak nikt o to nie zapyta. Wokół siebie ma pan grupę poklepywaczy, o jakiej zawsze pan marzył. Zaraz opowie pan im historyjkę o tym, że w trakcie II wojny światowej wszyscy stanęliśmy do broni. I zapyta pan, dlaczego ci tchórzliwi Syryjczycy nie potrafią brać z nas przykładu.

Nie jest pan głupcem, ale dziś z uśmiechem i wyrachowaniem służy pan złej sprawie. Wątpię, czy w takiej sytuacji da się jeszcze spoglądać w lustro.

Jadę dalej, tym samym autobusem. Oto Dominik Tarczyński toczy na Twitterze walkę z fake newsami. Zapowiada, że sam napisze ustawę i będzie walczył z każdym, kto w internecie będzie siał nieprawdę. No nieźle, panie pośle, ale akurat samemu dziś zdarzyło się to panu dwukrotnie. O jednym, niewinnym kłamstewku napisał dziś portal „naTemat”. Oto fragment:

„Pan poseł zamieścił tag #Miami sugerując, że będzie wypoczywał w USA. Niektórzy użytkownicy Twittera zaczęli mu nawet wklejać zdjęcia lokalnych krajobrazów. Ale potem, dzięki dociekliwym internautom, którzy sprawdzili numer jego rezerwacji widoczny na zdjęciu, wyszedł na jaw kolejny fakt – otóż wbrew tagowi, który poseł PiS umieścił w swoim tweecie, celem jego podróży nie jest wcale amerykańskie Miami, lecz… Baku w Azerbejżdżanie. Wygląda na to, że poseł, który chce surowo karać media – ale nie polityków – za fake newsy, powiedział publicznie nieprawdę na swój temat”.

Szczerze mówiąc nie wiem – i też nie chcę wiedzieć – po co kłamie pan na temat własnych wakacji. W Baku może pan wypocząć nie gorzej niż w Miami. Zastanawiam się tylko: ile swoich własnych publicznych wypowiedzi musi pan teraz przeanalizować pod kątem nowej ustawy, skoro zmyśla pan nawet przy takich błahostkach?

Żeby było jeszcze gorzej, to dziś na Twitterze poseł Tarczyński rozprzestrzeniał zmyślony i całkiem głupi wpis, który przypisywano posłance Kindze Gajewskiej. Czy panu, panie pośle, dzisiejsze wpadki dadzą do myślenia? Czy jednak siądzie pan nad ustawą, w jednym ze swoich futer, z poważną miną: i wytworzy przepis, że za fejki finansowo karzemy tylko krytyków i przeciwników władzy?

Pan będzie miał czyste sumienie, a Telewizja Publiczna uniknie bankructwa.

Już prawie na warszawskiej Pradze, przeglądając smartfona, trafiam na wpis Jacka Międlara. Tu już jest krótko i zwięźle, o Przystanku Woodstock: „nie przybyli (tam) niemieccy strażacy, ale są obecni proniemieccy klakierzy – Budka, Schetyna, Arłukowicz”. Minął moment, a tweet rozniósł się po sieci.

I wtedy poczułem, że – jak w jednej z piosenek śpiewał Robert Brylewski – jestem już zmęczony. Po prostu. Jestem zmęczony i mam już dość.

Panowie, pozostańcie po ciemnej stronie mocy. Dobrze was tam widzieć i dobrze wiedzieć, że nie zamierzacie nigdzie się ruszać. W gruncie rzeczy zostało po staremu, teraz tylko myślicie, że wolno wam jeszcze więcej, głupiej i brutalniej. Brylewski śpiewał: „to czasy handlarzy, głupców i handlarzy – coraz ciaśniej jest na plaży, koniec świata mi się marzy”. Wtedy o komunistach, dziś zaśpiewałby o was. Gratuluję – oto wasze pięć minut sławy.