Kapuściński. Uśmiech.

Witold Bereś

Magdalena Szymków, współpracowniczka Gazety Wyborczej we Włoszech pamięta wywiady RK udzielane we Włoszech, „Już w trakcie pytania pojawiał się na jego twarzy uśmiech. Zaraz potem widać było, że udzielanie odpowiedzi sprawia mu wielką satysfakcję. Ostatnio zdarzało się to coraz częściej w rozmowach z młodymi ludźmi, początkującymi dziennikarzami”.

– Kto znał Ryszarda Kapuścińskiego, zapamiętał kilka jego cech osobowościowych: ten nieśmiały, pełen dobroci uśmiech, małomówność czy wręcz nieśmiałość – wspominał kiedyś jeden z jego znajomych

I ta relacja o reporterze-pisarzu jako człowieku uśmiechniętym utrzymuje się w wielu relacjach. Redaktorzy ze studenckiej „Gazety Uniwersyteckiej UŚ” pisali w roku 2002, że do ich siedziby redakcyjnej „wszedł nieco nieśmiało, obdarzając nas swym niezapomnianym uśmiechem Ryszard Kapuściński”. Z kolei reporter Leszek Mądzik wspominał oficjalne uroczystości z udziałem Mistrza: „Czuł się zagubiony, podobno zaproszenie kierowało gości w inną część kompleksu pałacowego – jakieś niedopatrzenie, tłumaczyli się organizatorzy. Ale dotarł. Jego uśmiech tłumił wszystkie niedogodności tej wyprawy. Był zmęczony, przeczuwałem jakąś boleść”.

Magdalena Szymków, współpracowniczka Gazety Wyborczej we Włoszech pamięta wywiady RK udzielane we Włoszech, „Już w trakcie pytania pojawiał się na jego twarzy uśmiech. Zaraz potem widać było, że udzielanie odpowiedzi sprawia mu wielką satysfakcję. Ostatnio zdarzało się to coraz częściej w rozmowach z młodymi ludźmi, początkującymi dziennikarzami”.

A ksiądz Witold Kapuściński, kuzyn Ryszarda, na jego pogrzebie powie: „Słowo było dla Niego orężem, jedynym, jakie w życiu miał poza swoim uśmiechem. I było to słowo”.

16237790_1422242531127687_1294625408_n

*

Eskimosi mają aż siedemnaście słów na określenie śniegu. To jasne. Ale proszę pamiętać, że Tajowie rozróżniają aż 13 rodzajów uśmiechu, wyrażających całą gamę uczuć, od tryumfu do rozpaczy. Znają nawet termin „próbuję się uśmiechnąć, ale nie mogę”. Nic dziwnego – w życiu kierują się zasadą sanuk. Sanuk to zabawa, radość, zadowolenie, brak pośpiechu, ale także… wspólne spożywanie posiłków, które jest jak rytuał. Tajowie unikają konfliktów i wiedzą, jak nie poddawać się negatywnym emocjom, w każdej sytuacji zachowują zimną krew i spokój. Wśród nich uśmiech zdziała więcej niż okazywanie zdenerwowania. Bo okazywać szacunek i cenić spokój nakazuje tradycja buddyjska.

To w tej tradycji ważne niesłychanie. Mnich Thich Nhat Hanh cieszył się naprawdę, ćwiczył głębokie oddechy, głębokie pokłony, zalecał ćwiczyć uśmiech i uważność, odczuwał radość i celował w układaniu prostych wierszyków:

Robię wdech i uspokajam ciało
Robię wydech i się uśmiecham
Przebywam w chwili obecnej
Wiem, że to cudowna chwila.

Nic dziwnego, że chińskie przysłowie głosi: „Gdy nie wiesz co podarować, podaruj uśmiech”.

DSC_52742007 rok. W kilka tygodni po odejściu Kapuścińskiego ukazuje się książka rozmów z nim „Kapuściński – nie ogarniam świata” autorstwa Witolda Beresia i Krzysztyofa Burnetki

*

To właśnie na to uczulała teoria spotkania z Innym, które dla Kapuścińskiego było tak ważne. I jego postrzeganie Trzeciego Świata, gdzie uśmiech jest tak ważny.

We wstępie do albumu Elżbiety Dzikowskiej napisał: „Jedną z cech łączących ludzi wszystkich ras i kultur jest zdolność do uśmiechania się, zdolność, którą posiadamy wszyscy niezależnie od tego, jaki mamy kolor skóry, jakim mówimy językiem, czy jaką wyznajemy religię. Elżbieta Dzikowska pokazuje nam świat jako planetę ludzi uśmiechniętych i udowadnia, że do uśmiechania nie trzeba specjalnie nikogo namawiać. Uśmiech to międzynarodowy język świata. Zrozumiały dla wszystkich”.

A niżej podpisanemu, gdy wraz z Krzysztofem Burnetko u niego się zjawiał na długie rozmowy, opowiedział o niechęci do uśmiechu w krajach postkomunistycznych.

„Czy ekspedientki w Moskwie się uśmiechają? Jak to? Ona jest na służbie! Ona ma władzę. Jak ma się uśmiechać? Ona nie może się uśmiechać. Władzę pełni się poważnie. Władza jest groźna. Władzy trzeba się bać. Zaś uśmiechniętego człowieka się nie boimy. Władza jest czymś serio. Uśmiech i uprzejmość są sprzeczne z koncepcją władzy. Zwłaszcza tak brutalnej władzy jak władza bolszewicka.(…) I gdy podchodzimy do jakiegokolwiek rosyjskiego urzędnika, to- jeśli chcemy cokolwiek osiągnąć- musimy zachowywać się pokornie. Tak, by on od razu wiedział, że my wiemy, co to jest władza. I by poczuł, że to on właśnie ma tę władzę. Dlatego nie można oczekiwać od urzędników czy ekspedientek uprzejmości. Oni nawet nie bardzo będą wiedzieli o co chodzi. Mało tego – jak pan się będzie uśmiechał, to taka ekspedientka może to źle przyjąć. Może uznać, ze śmieje się pan z niej. I z jej władzy. ‘Poczemu wy smiejetie’?”

I dodawał: „Myślę, że ci Polacy, o których piszę, są bliżsi typowi Rosjanina niż obywatela Zachodu. Nie ma w nich nic z lekkości Francuza, z pogody i otwartości Włocha, z życzliwości i uczynności Amerykanina. Zamiast tego jest bardzo wschodnia. bardzo stepowa niechęć, zamknięcie i skwaszenie w twarzach, obsesyjne zaznaczanie dystansu wobec Innego, nieufność i chłód”.

Kapuściński, nie wahając się pokazywać smutnej twarzy rzeczywistości, zawsze optował przede wszystkim za myślenie pozytywnym:

„Dlaczego optymista wydaje się nam kimś płytszym, a pesymista – kimś głębszym? Czyżbyśmy uważali, że w samej istocie życia, (…) tkwi immanentne zło, negacja, klęska? (…) a przecież życie jest także (…) fenomenem na wskroś pozytywnym, optymistycznym

Ostatnie, szóste „Lapidarium” Ryszarda Kapuścińskiego, obejmuje zapiski z ostatnich pięciu lat życia, przygotowane do druku przez żonę autora. uderza pesymizm Kapuścińskiego. Nie wypuszczając z rąk książek Leopardiego, Nietzschego, Máraiego – klasyków refleksji o zwycięstwie przeciętności – z goryczą przygląda się zabijającej wrażliwość kulturze masowej, powierzchowności mediów, triumfowi chamstwa, oportunizmowi polityków oraz nacjonalistyczno-populistycznej czkawce, odbijającej się w Polsce ostatnich lat.

Książka kończy się jednak optymistycznie – dobrze znanym wszystkim czytelnikom uśmiechem. „Uśmiech jest potrzebą życia – człowiek, który się do nas uśmiecha, dodaje nam sił i optymizmu, wzmacnia nasze poczucie bezpieczeństwa. Kiedy spotykamy kogoś nieznanego, jesteśmy mu wdzięczni, jeżeli się do nas uśmiechnął” – pisze Kapuściński, żegnając się z nami.

Jakże go dziś brakuje.

I Polsce. I nam wszystkim.

Jakże dobrze, że zostały nam jego książki.