Kim jest dla nas Krzysztof Kieślowski?

Rok 2016 - Rokiem Kieślowskiego!

Czasem łapię się na myśli, która – choć niepoprawna politycznie – jest kolejną cegiełką budującą pałac jego wielkości. „Kurwa, przecież grałeś u Kieślowskiego” – myślę sobie, ilekroć znany z jego filmów aktor pojawia się w kolejnym wątpliwej jakości obrazie. I paradoksalnie to „kurwa” właśnie jest największym komplementem, jaki aktor może usłyszeć.

13 marca mijają dwie dekady od śmierci Krzysztofa Kieślowskiego – twórcy, artysty, jednego z najwybitniejszych polskich reżyserów, który opuścił nas nagle, w wieku 55 lat. Pozostawił po sobie pustkę; mimo prób, nigdy nie udało się jej zapełnić.

Polska Akademia Filmowa ustanowiła Krzysztofa Kieślowskiego patronem bieżącego roku. – To była silna, wyrazista osobowość. Wielki człowiek i twórca. Jego twórczość jest niezwykle żywa, nie tylko w sercach polskich widzów, ale też za granicą. Wystarczy wyjechać na jakikolwiek festiwal – nazwisko Kieślowskiego wywołuje zachwyty i wzruszenie. Ciągle nie doceniamy tego, jak wielką wartością polskiej kultury są filmy Kieślowskiego. Niech jego osoba i twórczość będą przykładem, wzorem i inspiracją dla polskich filmowców, jak można odpowiedzialnie i poważnie traktować to, co robimy – tłumaczył prezydent Polskiej Akademii Filmowej Dariusz Jabłoński.

Bez Kieślowskiego, nie byłoby też takiego myślenia o Polsce, jakie stara się kultywować nasz portal. Kim dla nas był jeden ze współtwórców tzw. kina moralnego niepokoju? Odpowiadają dziennikarze Onetu, a przy okazji członkowie redakcji „Polska ma Sens”.

Daniel Olczykowski: kontynuatora już nie będzie

O Krzysztofie Kieślowskim powiedziano już wiele. Niezliczoną liczbę peanów na jego cześć wzniesiono, setki prac na temat jego twórczości napisano. Dla młodych twórców jest wzorem, któremu starają się dorównać. Wydaje się jednak, że Kieślowski nie doczeka się swojego kontynuatora. Słodko-gorzkie to stwierdzenie, ale jego kino było tak osobliwe i wyjątkowe, że nie wiadomo nawet, jak do kontynuowania jego dzieła się zabrać. Zadanie to z góry skazane jest na porażkę.

Oglądając współczesne polskie kino często myślę o Kieślowskim. Nie dlatego, że produkcje nawiązują poziomem do tego przezeń prezentowanego. Czasem łapię się na myśli, która – choć niepoprawna politycznie – jest kolejną cegiełką budującą pałac jego wielkości. „Kurwa, przecież grałeś u Kieślowskiego” – myślę sobie, ilekroć znany z jego filmów aktor pojawia się w kolejnym wątpliwej jakości obrazie. I paradoksalnie to „kurwa” właśnie jest największym komplementem, jaki aktor może usłyszeć.

Szymon Piegza: dla mnie jego kino – to szkoła życia

Kino Kieślowskiego jest dla mnie przede wszystkim szkołą życia. O podstawowych wartościach, według których tak ciężko dziś podążać, uczyłem się z kolejnych odcinków ekranizacji Dekalogu. Wpływ komunistycznego ustroju na zwykłego człowieka mogłem obserwować na przykładzie nocnego portiera, dla którego służbowe nakazy do końca były ponad ludzką uprzejmością. Jak wiele w życiu może zależeć od przypadku poznałem obserwując losy Witka Długosza. O wielkiej odpowiedzialności stawania za obiektywem kamery opowiedział Kieślowski w Amatorze, w którym tytułową rolę zagrał genialny Jerzy Stuhr. Wolność, równość, braterstwo – to niezmiennie Trzy kolory.

Janusz Schwertner: Kieślowski uczy myśleć – i czuć

Trzy anegdoty przychodzą mi na myśl. Pierwsza – gdy na widok Kieślowskiego słynny dziś Quentin Tarantino wykrzyczał ponoć: „Pan jest moim mistrzem! Na ‘Krótkim filmie o zabijaniu’ uczyłem się kina!”. Druga – Kieślowski opowiadający o ambicji, która pchnęła go, by trzykrotnie zdawać do szkoły filmowej. „Jak mnie skurwysyny nie chcą, to ja tam się właśnie dostanę”. I trzecia – batalia, jaką toczył Kieślowski z dziennikarzami w ramach telewizyjnych programów z lat 90. Jeden z krytyków zapytał reżysera, czy ma „kompleks Machulskiego”. Kieślowski zadziwił się i poprosił o rozwinięcie pytania. „Kompleks Machulskiego odczuwa reżyser ambitnego kina, które nie zapełnia sal – wobec tych, których produkcje biją rekordy popularności” – tłumaczył dziennikarz. „Ach, czyli to rodzaj kompleksu, jak Bergman powinien czuć do Spielberga?” – ripostował z uśmiechem twórca „Dekalogu”.

Kieślowski nauczył mnie myśleć i czuć. Wierzyć, że choć czasami życiem rządzi przypadek, to sam mam niezwykłą moc sprawczą, żeby świetnie decydować o swoim losie pomiędzy przypadkami, na które nie mam żadnego wpływu.

w ramach projektu „Życzliwa Polska ma Sens” – sfinansowano ze środków Fundacji PZU/Partner Fundacja PZU

logo-pzu