Kobiety chcą decydować same

Paulina Padzik

Społeczeństwo nie akceptuje ingerowania na siłę w ich życie. Każdy obywatel powinien mieć możliwość wyboru. Zadaniem polityków jest takie tworzenie prawa, aby obywatele mieli dostęp do różnych rozwiązań.

Minister zdrowia Konstanty Radziwiłł kilka dni temu powiedział, że konieczne jest ograniczenie liczby cięć cesarskich, bo wiele z obecnie przeprowadzanych zabiegów nie ma uzasadnienia medycznego. W planach jest “opracowanie rozwiązań systemowych”. O tym, co przyniesie taka zmiana, a także o konflikcie aborcyjnym oraz innych planach ministerstwa zdrowia opowiada  w rozmowie z Pauliną Padzik były minister zdrowia, Bartosz Arłukowicz.

Zgodnie z zapowiedzią ministra Radziwiłła powinniśmy spodziewać się kolejnej ustawy o cięciach cesarskich, według której to rząd będzie decydował o tym, co dla kobiety słuszne?
Wszystko zależy od tego, jakie zapisy znalazłyby się w takim dokumencie. Lekarze muszą kierować się swoją wiedzą. Opisywana ustawa cięć cesarskich nie uznaje za najlepszy pomysł. Najważniejsze dla każdego lekarza powinny być wskazania medyczne. Jeżeli są przesłanki ku temu, aby stosować cięcia cesarskie, to powinny być wykonane.

Dlaczego minister chce ograniczyć liczbę cięć cesarskich? Chodzi o zdrowie kobiet i ograniczenie ryzyka czy koszty zabiegów, jakie ponoszą szpitale?
Mam nadzieję, że w grę nie wchodzi wątek ideologiczny, zgodnie z którym kobiety powinny rodzić w sposób naturalny. Najważniejsze jest to, aby kobiety czuły się w szpitalach bezpiecznie, a na świat przychodziły zdrowe dzieci. Lekarze wiedzą najlepiej, w jaki sposób poród przeprowadzić.

Czy zamiast planować zmiany systemowe nie lepiej byłoby zacząć od edukacji pacjentek?
Oczywiście. Edukacja w każdym przypadku jest o wiele lepszym rozwiązaniem niż narzucane z góry nakazy i zakazy.

Co te zmiany oznaczają dla kobiet, które odczuwają lęk przed porodem? W czasie tak traumatycznego przeżycia, bardzo ważny jest przecież komfort psychiczny.
Tutaj olbrzymią rolę do odegrania ma personel medyczny, który opiekuje się kobietą przed, w trakcie i po porodzie. Nie da się zmusić przepisami personelu do tego, aby być miłym i uprzejmym w stosunku do pacjentki. Ważne jest też, aby kobieta została odpowiednio poinformowana o tym wszystkim, co ją czeka np. na sali porodowej.

Czy nakaz ograniczenia liczby cięć cesarskich nie doprowadzi do sytuacji, że dany szpital odmówi pacjentce cięcia cesarskiego, nawet jeśli będzie ono wymagane, ponieważ zrobił ich już za dużo?
Jeśli będzie z góry narzucony limit, to prędzej czy później dojdzie do sytuacji, o której pani mówi. Takie rozwiązanie z pewnością nie będzie korzystne dla kobiet, a przecież w interesie nas wszystkich jest, aby zachęcać kobiety do posiadania potomstwa.

Porozmawiajmy o prawie aborcyjnym, o którym głośno od kilku miesięcy. Spór przyjął już formę ataków – zarówno kobiet na polityków i media, zwłaszcza prawicowe, jak i samych polityków i dziennikarzy na kobiety. Czy jest jakiś sposób na rozwiązanie konfliktu pomiędzy rządem a protestującymi?
Najważniejszą kwestią, którą musi zrozumieć obecny obóz rządzący jest fakt, że kobiety same chcą decydować o tym, co jest dla nich dobre. Społeczeństwo nie akceptuje ingerowania na siłę w ich życie. Każdy obywatel powinien mieć możliwość wyboru. Zadaniem polityków jest takie tworzenie prawa, aby obywatele mieli dostęp do różnych rozwiązań. Nie można czegoś zabraniać drugiemu człowiekowi, zasłaniając się swoim sumieniem. Nikt przecież na siłę nie zmusza kobiet do dokonywania aborcji czy poddania się procedurze in vitro. Każdy powinien móc podjąć swoją własną, suwerenną decyzję, a państwo musi działać tak, aby umożliwić realizację tej decyzji.

Według różnych szacunków ponad 80 proc. społeczeństwa jest za utrzymaniem obecnego tzw. kompromisu aborcyjnego. Mimo to rząd nadal planuje zaostrzenie, pomijając tylko przepis mówiący o karaniu kobiet za aborcję. To uciszy falę protestów?
Nie sądzę. Działania obecnego rządu wyzwoliły w społeczeństwie niespotykaną do tej pory energię. Ludzie zobaczyli, że swoją aktywnością są w stanie wpływać na podejmowane decyzje. Jak Pani wspomniała, zdecydowana większość Polaków jest za utrzymaniem kompromisu aborcyjnego, a zatem jakakolwiek zmiana w tym zakresie spotka się z oporem.

Zaostrzenie prawa aborcyjnego ma zmniejszyć liczbę zabiegów. Czy taki będzie skutek, czy może odwrotny do zamierzanego?
Skutek będzie taki, że zwiększy się liczba wykonywanych aborcji w tzw. podziemiu. Nikt nie jest w stanie dokładnie określić, ile zabiegów rocznie wykonuje się w prywatnych gabinetach. Często w takich gabinetach kobiety są narażane na utratę własnego zdrowia. Ponadto z pewnością zwiększy się liczba wyjazdów do klinik poza granicami Polski.

Rząd utrzymuje, że pracuje nad przepisami, mającymi określać opiekę państwa nad matkami, które będą rodzić dzieci niepełnosprawne. Partia przewiduje także pomoc i opiekę dla samych takich dzieci. To kolejne obietnice czy realna propozycja? Czy rząd stać na taki wydatek?
Póki co słyszymy tylko zapowiedzi, a żadnych konkretów nie widać. Biorąc pod uwagę ogrom obietnic i zapowiedzi Prawa i Sprawiedliwości, można domniemywać, że planowane wsparcie będzie jedynie symboliczne i nie rozwiąże problemów osób, które będą musiały zmierzyć się np. z niepełnosprawnością.

Pojawiają się głosy, że mimo, iż obecnie obowiązuje kompromis aborcyjny i zabieg jest dopuszczany do 12 tyg. ciąży, to przepis jest w zasadzie martwy, bo wielu lekarzy zasłania się klauzulą sumienia. Dlaczego tak się dzieje?
W obecnych przepisach istnieje możliwość powołania się na klauzulę sumienia i każdy lekarz ma do tego prawo. Jednak warto dodać, że klauzula sumienia dotyczy lekarza, a nie np. dyrektora szpitala. Zatem jeśli lekarz odmówił wykonania zabiegu powołując się na klauzulę sumienia, to dyrektor placówki powinien wskazać innego lekarza, bądź szpital, w którym kobieta powinna otrzymać pomoc.

Może właśnie zaostrzenie przepisów ma uwolnić lekarzy od podejmowania trudnych dla nich decyzji?
Każdy lekarz wielokrotnie w swoim życiu zawodowym musi podejmować bardzo trudne decyzje, ale właśnie po to jest lekarzem, aby takie decyzje podejmować. Być może się powtarzam, ale zaostrzenie przepisów aborcyjnych jest wynikiem ideologii.

Jaki zatem jest cel rządu w zaostrzeniu przepisów aborcyjnych?
Wydaje mi się, że tutaj sytuacja jest dosyć prosta. Chodzi o zobowiązania, które w trakcie kampanii wyborczej powstały, a także o chęć przypodobania się radykalnie prawicowej części społeczeństwa.

Przedstawiciele Polskiej Federacji Ruchów Ochrony Życia skierowali do sejmu projekt, który ma na celu zakazać sprzedaży pigułki „po” oraz niektórych tabletek antykoncepcyjnych. Co to oznacza dla kobiet?
Takie przepisy skarzą kobiety na niepotrzebny stres i cierpienie. Oznacza to kolejne ograniczenia w świadomym planowaniu rodziny. Po to kobiety stosują antykoncepcję, aby mogły same decydować o tym czy chcą mieć dziecko, kiedy chcą mieć dziecko i ile dzieci chcą mieć. W wielu przypadkach kobiety stosują antykoncepcję jako lek na różne choroby. Jeżeli rząd zabroni antykoncepcji, to de facto w wielu przypadkach zabroni również leczenia. Trudno mi sobie wyobrazić, że w XXI wieku, w środku Europy takie prawo mogłoby obowiązywać.

A może społeczeństwo ocenia to prawo pochopnie, a rząd ma ukryty, głębszy sens takich działań?
Naprawdę nie potrafię znaleźć innego logicznego, sensownego argumentu w takich działaniach. Na myśl przychodzi mi tylko ideologia i przekonania wąskiej grupy społeczeństwa.

Jakie będą długofalowe skutki ustaw, mówiących o zakazie antykoncepcji, braku finansowania metody in-vitro czy zakazie aborcji Za kilka lat możemy być krajem pełnym nieszczęśliwych kobiet?
Obawiam się tego. Nietrudno odnieść wrażenie, że zmiany są wprowadzane tylko w imię ideologii i  interesów wąskiej grupy społeczeństwa. Zapomina się o tym, że rodziny powinny mieć prawo do posiadania potomstwa, dużo mówi się o potrzebie rodzenia dzieci i o problemach demograficznych, a jednocześnie wprowadza się przepisy ograniczające np. in vitro. Ciężko mi zrozumieć taki sposób postępowania. Jestem zdania, że rząd powinien robić wszystko, aby umożliwić obywatelom komfortowe życie, a tymczasem obserwuję na co dzień działania, które odbiją się negatywnie na społeczeństwie.

Ministerstwo zdrowia zajmuje się w dużej mierze przepisami dot. kobiet. Czy to są najważniejsze problemy, które trzeba teraz rozwiązać w resorcie zdrowia?
Oczywiście, że nie. Każdy minister zdrowia ma w głównej mierze kilka głównych zadań – skrócić kolejki, ulepszyć opiekę nad pacjentem i zapewnić bezpieczeństwo zdrowotne obywateli. Działania skierowane w stronę kobiet z pewnością nie powinny być teraz najważniejszą kwestią, którą zajmuje się obecne kierownictwo resortu zdrowia.

Jak pan ocenia pracę ministra Radziwiłła?
Zawsze powtarzam, że każdy minister zdrowia obejmując stanowisko musi odpowiedzieć sobie na jedno kluczowe pytanie. Czy chce być przedstawicielem pacjentów i rządu w środowisku lekarskim, czy też przedstawicielem lekarzy w rządzie? Dla mnie od pierwszego dnia urzędowania było jasne, że muszę być przedstawicielem pacjentów. Życzyłbym sobie, aby minister Radziwiłł również nim był. Mam wrażenie, że niektóre jego decyzje były podyktowane tylko i wyłącznie wygodąi opiniami lekarzy. Lekarze nie chcieli konsyliów, to padła propozycja ich likwidacji. Lekarze rodzinni nie chcieli wskaźników wykrywalności nowotworów, to minister Radziwiłł zlikwidował te wskaźniki. To tylko pokazuje, że przynajmniej w niektórych sytuacjach, ważniejszy jest komfort lekarzy niż zdrowie i bezpieczeństwo pacjentów.