Koniec początku

Kaczyński musi odejść. Do Chin jak Dyzma, albo na świętą Helenę jak Napoleon. Albo sam, albo z pomocą swoich komilitonów, którzy w końcu go zdradzą.

Witold Bereś

Teraz to nie jest koniec, to nie jest nawet początek końca. Ale to jest, być może, koniec początku” – tak Winston Churchill 10 listopada 1942 podsumował bitwę pod El-Alamein, pierwszą zwycięską bitwę Albionu z Rzeszą.

Pierwsza reakcja po decyzji prezydenta Dudy?

https://www.youtube.com/watch?v=wV2mfoBRWJk&app=desktop

Pytań jest mnóstwo. O przyczyny decyzji prezydenta, o możliwe scenariusze i o ciąg dalszy walki o sądownictwo. I możliwych odpowiedzi jeszcze więcej.

Tak. Fajnie jest. Bo w życiu nie uwierzę, że to manipulacja Dudy w łapę z Kaczyńskim – za dużo prezes PiS traci, a jego elektorat głupieje. Więc może cieszmy się, że Kaczyński został upokorzony? Nie. Nie radziłbym paść emocji upokorzeniami przeciwników. Że pokojowe marsze potrafiły odnieść sukces? To ważne, ale gdyby prezydent się zaparł, nic byśmy na to nie poradzili. Wreszcie: czy cieszyć się trzeba, że nie doszło do przemocy na ulicy i prezydent namawia do uspokojenia nastrojów? To wspaniałe, ale nie chwalmy Dudy przez zachodem Kaczyńskiego: wszystkie te niebezpieczeństwa jeszcze nam grożą.

Więc to fajnie, że prezydent stał się obrońcą demokracji? Też nie przesadzałbym z zachwytami – nie sposób oprzeć się wrażeniu, że zachorowało ego prezydenta, a nie – że widzi chorobę obozu władzy. Nawet argumenty, że odrzuca ustawę o SN bo nie uwzględniono jego oczekiwania co do liczby 3/5 posłów, czy wskazanie, że prokurator nie może mieć większej władzy niż prezydent, pokazują osobistą urazę jako czynnik ważniejszy.

Ale w sumie – efekt polityczny jest potężny, bez gadania. Tak, dla Polski korzyść to wielka – nic już nie będzie takie jak było. Niespodzianie ruszył początek dekompozycji obozu władzy. Wydawało się PiSowszczyźnie, jak III Rzeszy pod Moskwą, że zwycięstwo jest tuż-tuż. A tu bach – Stalingrad. Owszem, marszałek Guderian jeszcze będzie gryzł, ale zęby już nie te…

W pewnym sensie to zabawne: zadecydował czynnik ludzki, zwykle tak wyśmiewany przez politologów. Oto nawet kołek drewna ma prawo się wkur… słysząc kolejne chamskie upokorzenia płynące ze strony swoich rzekomych zwolenników. Wystarczyło więc pewnie być średnio wychowanym, i rzecz by się nie stała. Ale jakby Kaczyński umiał rządzić bez plucia, byłby Dziadkiem Mrozem: wszak rozdaje prezenty, za które ktoś inny płaci.

Tak, prezydent wykazał się odwagą. Zapewne nie pokazał by jej, gdyby nie setki tysięcy na ulicach (opowieść o pani Romaszewskiej wkładam do teczki z napisem „bajkopisanie spindoktorów Dużego Pałacu”). Może zrobiłby to przy innej okazji… Więc odwagę pokazał, choć przecież doskonale wie, że podpisał na siebie wyrok – Kaczyński mu nie daruje. I oby skończyło się tylko na braku PiSowskiego poparcia w wyborach prezydenckich w roku 2020.

Jego ruch musiał być zatem przemyślany. Zapewne liczy na to, że uda mu się wyrwać z obozu PiS / Kukiz tyle, aby powstał wokół niego nowy ruch. Tylko się cieszyć, bo to oznacza, że będzie musiał schodzić do centrum. A przypominam, jego postawa będzie kluczowa dla demokracji, jeśliby opozycja wygrała wybory 2019 roku – przez co najmniej rok jeszcze będzie musiała się z nim układać. Tak: Duda może stać się Jaruzelskim IV RP. W tym sensie, jeśli wyciągnie rękę do społeczeństwa, może być mu darowane łamanie konstytucji. Wszak taka jest polityka.

Ale najbardziej cieszy co innego – nareszcie po stronie PiS zaczną się pojawiać ludzie zadający sobie pytanie: – A co mnie, kur…, łączy z tym psychopatą zapluwającym się w Sejmie? Poszukam sobie innego lidera.

W sumie o to chodzi. Trzeba uświadamiać wyborcom PiS, że możemy się różnić, wygrywać lub przegrywać wybory i rządzić po swojemu. Nie wolno nam tylko po zwycięstwie – tak jak wielokrotnie robił  to Kaczyński, kiedy tylko dochodził do władzy – faulować pokonanych, upokarzać ich i pluć na nich. My tego nie będziemy robić.

A Kaczyński musi odejść. Do Chin jak wróg Dyzmy, albo na świętą Helenę jak Napoleon. Albo sam, albo z pomocą swoich komilitonów, którzy w końcu go zdradzą.

Inaczej Polski nie będzie.