Koszmarna syrenka Doris

W ramach cyklu "Wyciągnięte z zakurzonego regału" pisze Magdalena Janicka

Jeśli więc za dużo czasu spędzasz oglądając w telewizorze duże twarze jeszcze większych polityków, weź odtrutkę na ten cały realizm i przeczytaj Masłowską.

Masłowska, pisarka czasów współczesnych, obnażająca nasze najwstydliwsze sekrety bez mrugnięcia okiem. Wielu smakoszy literatury rozwodzi się nad jej niesamowitym stylem pisania, plastycznością czy poetyckością języka. Wielu także równa z ziemią jej domniemany talent pisarski, określając go raczej jako grafomanię, pustosłowie czy bełkot. Jedno jest pewne, od czasów debiutu w 2002 roku, Masłowska wstrząsnęła polską literaturą i skierowała swój pisarski ster w kierunku, w którym do tej pory nikt nie płynął.

Dziesięć lat później, 2012 ukazała się trzecia powieść autorki, Kochanie zabiłam nasze koty. Bez wątpienia była to jedna z głośniejszych i promowanych na szeroką skalę nowości wydawniczych 2012 roku. „Nowa Masłowska” razem z Kotami przeszła pod skrzydła nowego wydawnictwa Noir Sur Blanc (a raczej oficyny literackiej, bo tak o sobie piszą). Czy warto zapoznawać się z owocem tej współpracy?

Jeśli chodzi o mnie, połykam jej twórczość z wielkim entuzjazmem, ale niekoniecznie zawsze wiem, o co tak naprawdę mogło chodzić. Trudno mi logicznie zinterpretować wymiotowanie kamieniami, gdy odkładam książkę na bok. Zadziwiające jest jednak to, że kiedy mam tekst przed oczami, każde zdarzenie wydaje się całkiem naturalne, a ten psychodeliczny klimat pasuje na swój pokręcony sposób do mojego umysłu. Co być może nie świadczy dobrze o mojej ewentualnej poczytalności, bo przez Masłowską przegryźć się nie mogło wielu ludzi, którzy się trochę na literaturze znają (i tych, którzy niekoniecznie). Ale wróćmy do Kotów, a raczej zacznijmy cokolwiek o nich.

Mówi się, że coś tak małego jak trzepot skrzydeł motyla, może spowodować tajfun na połowie świata – te słowa natrętnie pływały w moim umyśle podczas czytania, bo książka z powodzeniem powywracała na wszystkie strony rzeczywistość. Zaczęłam obawiać się, że gdy wyciągnę korek z wanny, oceany na kuli ziemskiej wyparują. Niestety, jedyne co w jakiejś części wyparowało, to charyzma autorki. W którymś z wywiadów przyznała, że napisała Koty precyzyjnie, że była to praca matematyczna, że nigdy wcześniej nie stworzyła czegoś tak przemyślanego. Gatunkowo określano książkę rozmaicie, od apokaliptycznej groteski do gawędy o mieście, odbierano ją jako przedstawienie kompleksu Polaków, którzy od lat chcą doścignąć Amerykanów w głupocie, zarzucano brak głębszego przesłania.

Akcja powieści rozgrywa się w fantazji o jakimś wielkim i kolorowym amerykańskim mieście i realnie w komercyjnym śmietniku, w którym ludzie zatracili indywidualność, a potem znowu w fantazji, w przerażająco rzeczywistych koszmarach sennych o oceanie straconych pragnień, wyhodowanych złudzeń i o beznadziejnym kierunku sensu życia współczesnego mieszczucha. Bohaterkami są właściwie postaci, które nigdy nie powinny zostać bohaterami jakiegokolwiek utworu literackiego. Anty-bohaterki, Farah i Jo, które w świecie pozbawionym wartości próbują stworzyć namiastkę przyjaźni, niczym dwie dobre kumpelki z amerykańskiej komedii romantycznej, chcą spotykać się i robić fajne rzeczy, bywać w modnych klubach i czytać magazyny, dzięki którym nie zagubisz się na krętych życiowych drogach. Ale kiedy jedną z nich na białego konia zabiera anty-książę i porywa w niedostępne dla drugiej rejony, zaczyna się prawdziwe piekło. Zastanawiałam się nad ewentualną homoseksualnością Fary. Obsesyjna chęć wzbudzenia zazdrości w Jo i nienawiść do jej chłopaka, być może są sygnałami ku temu. O tym zresztą powstało już kilka dłuższych tekstów.

W którymś momencie poznajemy bohaterkę, w którą ubrała się sama autorka. Tą bohaterką jest neurotyczna pisarka przeżywająca męki twórcze, bo nie może wykrzesać z siebie ani odrobiny pomysłu na powieść i robi wszystko, by nie zacząć pisania. A wydawcy naciskają… Dlatego ja odczytałam Koty przede wszystkim jako powieść o trudzie procesu pisania. Ciemniejsza strona tworzenia, kiedy czujesz, że to już czas, a inspiracja nie przychodzi. Pokazanie siebie „od kuchni”, tak jak może czuć się pisarz, który jest zmuszony do napisania czegoś nowego, a wymagania wobec niego są mocno zawyżone. Może dlatego jej bohaterkom śnią się tak dziwaczne rzeczy. A może to tylko sennik (albo raczej: koszmarnik) Masłowskiej?

Jeśli więc za dużo czasu spędzasz oglądając w telewizorze duże twarze jeszcze większych polityków, weź odtrutkę na ten cały realizm i przeczytaj Masłowską.
Tytuł:  Kochanie, zabiłam nasze koty
Autor:  Masłowska Dorota
Wydawnictwo:  Oficyna Literacka Noir sur Blanc
Ilość stron:  160    
Rok wydania:  2012

kochaniezabilam