Ksiądz góral

Witold Bereś

felietonzyczliwy

- Dobra nie można zabić. Dobro zabite w piątek, w niedzielę z martwych powstanie – mawiał ks. Józef Tischner (1931-2000). Jeden z symboli Tygodnika epoki solidarnościowej i pierwszych lat wolnej Polski, uważany za kapelana „Solidarności”.  Życzliwość jest cechą ludzką, ale wszak nie każdy ją posiada. Miałem to szczęście, że w redakcji „Tygodnika Powszechnego” poznałem wielu bardzo życzliwych ludzi.
*
W latach 80. prowadzi na PWST seminaria z filozofii dramatu. Spędza długie godziny na dyskutowaniu ze studentami o tym, jak daleko aktor czy reżyser może pójść za swoim bohaterem, jakie koszty wcielenia się w postać ponosi.
Zostaje wybrany kapelanem Związku Podhalan. Nie może odmówić – przecież zawsze jest postrzegany jako ambasador kultury góralskiej. Wprowadza tradycję corocznych sierpniowych mszy na Turbaczu, nazywanych „mszami ludzi gór”. Wie, że nawet tam chodzą za nim funkcjonariusze SB. Raz więc rozpoczyna tak: „Witam wszystkich tych, którzy tu przyszli się pomodlić oraz tych, którzy przyszli tutaj służbowo”.
Skąd u Tischnera to umiłowanie góralszczyzny? Z szumu Dunajca, z fascynacji „ludźmi prostymi, ale niekłamliwymi”, z dzieciństwa spędzonego w Łopusznej. „Myślenie nigdy nie może przekroczyć granic pewnego krajobrazu, który nosi człowiek pod powiekami – twierdzi. – Zawdzięcza go człowiek domowi, z którego wyrosła jego dusza, oraz przeszłości, która podsuwała mu obrazy bohaterów. Człowiek buduje dom i wybiera sobie bohaterów. W ten sposób kształtuje siebie”.

Gdy zarzucają Tischnerowi, że idealizuje górali, odpowiada, że nigdzie tak nisko nie zdejmuje się kapelusza przed wiernością na dobre i złe. I nigdzie nie czuje się aż tak, że „honor to jest ważna rzecz”. Raz, gdy Wielebny (tak się o nim mówi w redakcji Tygodnika) wie, że nie zdąży z Warszawy do Łopusznej na ślub córki sąsiada, wynajmuje awionetkę. Dzięki temu jest na czas. Pytany potem, czy to aby nie rozrzutność, odpowiada: „Honor kostuje piniądze, ale wto mo honor, to dlo niego pieniądz to jest nic”.

Ks. Tischner zwierzał się, że jest człowiekiem, który szuka siebie całe życie. Pewnie stąd tyle zrozumienia dla cudzych poszukiwań i cudzego błądzenia. Przekonać Pana Boga, Miłość niemiłowana czy Filozofia dramatu to bezustanne przyglądanie się tym, którzy mierzą się ze swoimi pragnieniami, z poczuciem niespełnienia, którzy się boją, wątpią, nie mogą przestać za czymś tęsknić. Tischner nie udaje, że zna recepty na wszystkie życiowe niepowodzenia. Jako spowiednik doskonale zdaje sobie sprawę z tego, jak często człowiek wybiera „miłości, które wiodą na zatracenie”. Na stawiane mu zarzuty, że zbytnio interesują go bezdroża, na których, bywa, szukamy spełnienia, odpowiada, iż nie może ich omijać, bo kto wyjdzie po tych, którzy nie wiedzą jak wrócić?

„To był człowiek, który wiedział, co w Kościele jest skuteczne, a co przeciwskuteczne” – mówił prof. Leszek Kołakowski. Biskup Tadeusz Pieronek dodaje: „był dla tych, którym inni nie umieli służyć albo źle służyli”.
Powodzeniem cieszą się niedzielne msze z kazaniami Tischnera: ta dla intelektualistów – o 13 u św. Anny i dla przedszkolaków – o 10 u św. Marka. Te dla dzieci prowadzi wraz z pluszowym misiem – Bartkiem. Dzieci czasem się przekrzykują, czasem są najbardziej zainteresowane Bartkiem, ale wcale nierzadko swoim rozumowaniem zachwycają ks. Tischnera. „Gdy zapytałem dzieci, dlaczego Pan Jezus przychodzi do nas przez wino i przez chleb, jeden z chłopców odpowiedział: »bo tam jest zaczarowana ludzka praca«. Siadłem z wrażenia. Potem rozwinąłem to w czasie pierwszego zjazdu »Solidarności«” – wspomni po latach.

Drzwi jego mieszkania, które przez wiele lat mieści się przy ul. św. Marka, a pod koniec życia przy Kanonicznej, jak również drzwi bacówki w Łopusznej, gdzie lubi pracować – zawsze stoją otworem dla tych, którzy się mierzą – często z samymi sobą. Mimo że studenci zazwyczaj przeszkadzają w pisaniu czy studiowaniu Husserla, Ricoeura, Heideggera, Hegla – cieszy się, że przychodzą. W Myśleniu według wartości zauważy:
„Uparcie twierdzi, że wyzwolenie człowieka nie zacznie się, jeśli nie spotka on obok siebie wolności innego i się nią nie zachłyśnie”.

Lubi powtarzać, że konsekwencją wyboru powinna być wierność pierwotnemu zachwytowi, bo tylko człowiek jest zdolny dać słowo i go dotrzymać – to znaczy podjąć ryzyko wierności. O tym wyzwaniu niejednokrotnie mówi swoim studentom:
„Człowiek nie ma władzy nad nicością. Nie potrafi z niczego zrobić coś. Ale potrafi dokonać większego cudu: ze zła wyprowadzić dobro. Potrafi w świecie kłamstwa stworzyć prawdę, w świecie zabijania zasiać życie, w świecie zdrady powołać do istnienia wierność”.

Krótko przed śmiercią, ks. Tischner pisze:
„Na końcu naszego rozumienia świata, rozumienia dramatów ludzkich, a także własnego dramatu, patrzysz na samego siebie, coś przeżył, coś przecierpiał, ile rzeczy przegrałeś, widzisz to wszystko, coś wygrał, i nagle – może pod koniec życia – oświeca cię ta świadomość, że »dobre było«. Wtedy dochodzisz właśnie do sedna całej naszej wiary (…). Powtarzasz słowa Boga, mówisz »dobre było«. Może właśnie o to naprawdę chodzi, może jesteśmy na tym świecie po to, żeby na końcu powtórzyć najpiękniejsze słowa, jakie Pan Bóg wypowiedział w dniu naszego stworzenia: »Dobre było«. I niech tak zostanie”.

w ramach projektu „Życzliwa Polska ma Sens” – sfinansowano ze środków Fundacji PZU/Partner Fundacja PZU

logo-pzu