Lech Wałęsa ma Sens

Witold Bereś

Jasne, że demokracja to wielość głosów. Jasne, że nie musimy wszyscy lubić wszystkich. Jasne, że przeciwko niektórym decydujemy się występować głośno i wyraźnie. Ale niszczenie wspólnego dorobku z powodu niejasnych dokumentów zdobytych w wątpliwych okolicznościach – dla uzyskania doraźnych korzyści politycznych – jest po prostu grzebaniem wolnej Polski.

Często nas irytował, ale zawsze był naszym bohaterem. A już jego postawa w stanie wojennym – była dla nas oparciem. Szliśmy wtedy na manifestacje krzycząc: „Lech Wa-łę-sa!”. I za to zbieraliśmy pały od ZOMO.

Inne skandowane hasło brzmiało: „Chcemy Lecha, nie Wojciecha” (a propos generała Wojciecha Jaruzelskiego). Ale nie chodziło wtedy o Lecha Kaczyńskiego. A już na pewno nikt wtedy nie krzyczał „Jaro-sław Polskę-zbaw”. Bo było jak w tym dowcipie o nieznanych żołnierzach: bracia Kaczyńscy, zwłaszcza Jarosław, to może byli i żołnierze, ale jako bohaterowie to byli tacy bardziej nieznani. By nie powiedzieć ostrzej…

Budowana dziś ze strony prawicowych mediów fala nienawiści nie przyczyni się do wyjaśnienia historycznej sprawy „Bolka”. Ale i nie o to tutaj komukolwiek chodzi.Dzisiaj wielu z tych, którzy wtedy się tchórzliwie chowali (albo są odważni, bo urodzili się za późno), używa odgrzewanej sprawy agenta TW „Bolek” nie tyle do walki z Lechem Wałęsą (choć i tu bezinteresowną mściwością zalatuje na kilometr), ile do oplucia wolnej Polski i wszystkich tych, którzy w jej budowę  się zaangażowali.

Banałem jest mówienie o nierozsądnym budowaniu czegokolwiek w oparciu o szafę gen. Kiszczaka. O jej wątpliwej zawartości niżej podpisany (jako współautor książki o Kiszczaku jeszcze z początku lat 90.) mógłby powiedzieć więcej, ale czas po temu nie w tej chwili. Ciekawi natomiast jedno: czy rzeczywiście błąd Lecha Wałęsy – o ile i w jakim zakresie się zdarzył – wart jest tego, by splunąć na jasną część naszej historii.

Spotkanie ówczesnej redakcji podziemnego dwutygodnika „Promieniści” w redakcji „Tygodnika Powszechnego”, styczeń 1989. Od lewej Witold Bereś, Jerzy Skoczylas, Lech Wałęsa, Krzysztof Burnetko

Nie, nie proponuję, by cokolwiek chować pod dywan i by zrezygnować z krytycyzmu.

Jasne, że demokracja to wielość głosów. Jasne, że nie musimy wszyscy lubić wszystkich. Jasne, że przeciwko niektórym decydujemy się występować głośno i wyraźnie. Ale niszczenie wspólnego dorobku z powodu niejasnych dokumentów zdobytych w wątpliwych okolicznościach – dla uzyskania doraźnych korzyści politycznych – jest po prostu grzebaniem wolnej Polski.

Szokujące jest to, że dzieje się to w asyście Pana Prezydenta RP. Dziś jego słowa, obwiniające za sprawę Wałęsy całą III RP, są kolejnym jego wkładem do dzielenia Polski i do bezpowrotnego skłócenia Polaków.

Panie Prezydencie, czy to Pan w kampanii wyborczej mówił tak pięknie o potrzebie odbudowania wspólnoty?

Na szczęście: jakby nie było – to Lech Wałęsa wejdzie na zawsze do jasnej historii Polski.