Mądra książka górą!

Witold Bereś

I zaraz, w nocy Mikołajewskiego kupiłem – ach, ta technologia, Internet i Kindle! – i … do rana całość pochłonąłem jak moją ukochaną, dziesięcioletnią whisky Ardbeg z wyspy Islay: krzywi kubki smakowe aż do bólu, ale zostawia osad doświadczenia i – jednak – daje przyjemność.

 

„Wielki przypływ” to niby literatura faktu, bo i faktów ci tu nie brakuje, ale jednak jest to jednak przede wszystkim literatura, by nie rzec: wielka proza poetycka. Bo buduje emocje. I łez nie trzeba się wstydzić.

Przeczytaj wybrane fragmenty książki – tutaj

 

Mikołajewski (współ)dostał nagrodę Beaty Pawlak! Jego „Wielki przypływ” (wydawnictwo „Dowody na Istnienie”) to książka warta wszystkich nagród literackich, z najbardziej szczytnymi na czele. (Wspólnie z nią dostał nagrodę Dariusz Rosiak za „Ziarno i krew. Podróż śladami bliskowschodnich chrześcijan”, wydawnictwo Czarne). Wiadomość o tym, że Jarek, przyjaciel Polski co ma Sens i mój również, został nią wyróżniony złapałem w środku nocy, przypadkiem. I zaraz, w nocy Mikołajewskiego kupiłem – ach, ta technologia, Internet i Kindle! – i … do rana całość pochłonąłem jak moją ukochaną, dziesięcioletnią whisky Ardbeg z wyspy Islay: krzywi kubki smakowe aż do bólu, ale zostawia osad doświadczenia i – jednak – daje przyjemność.

*

Mikołajewski pojechał na Lampedusę, małą wyspę włoską, choć to do Afryki jest stąd rzut patelnią.  Zwierzyna to żółwie, króliki oraz koty i psy. Oraz mieszkańców 6400. I dwadzieścia kilometrów kwadratowych kamienia. Wyspa nie kusi zabytkami, plażami i wypoczynkowymi resortami. A jednak tutaj rocznie stara się zjawić milion ludzi. Wielu nie dociera. Morze wyrzuca na brzeg zabawki potopionych dzieci, puszki z jedzeniem zdesperowanych ojców i buty zaduszonych matek. Wszyscy uciekają z piekła do lepszego, jak sądzą, świata. A Mikołajewski opowiada o tych, którzy robią wszystko, aby Europa mogła włożyć choć fartuszek przyzwoitości na dupę bezduszności.

Już nie wiem, kurwa, co mam mówić, już nie mam siły, gdy spotykam kolejnego wykształconego, inteligentnego młodego człowieka, nażartego i oczywiście zamożnego, który mówi z troską pochylając głowę modulując głos niczym minister Błaszczak: „Ale ci uchodźcy z trzeciego świata… Jest się czego bać, prawda? Bo osaczają nas z wszystkich stron, prawda? Nawet przez Norwegię przechodzą północnym przejściem z Rosji i zostawiają tam rowery, a kogo stać na rower.

Tak, kurwa, jest się czego bać, bo oni płyną na tych pontonach dla frajdy, dzieci narażają dla przyjemności, a żony dlatego, że te lubią pływać.

To książka z gatunku must-read, i nie dlatego, że czyta się szybko, a jest objętości skromnej. Jeśli uznać, że to poetycki reportaż, gatunek nieznany, to ważniejsze jest prawość autora. On nie włącza się w dialog głuchych i durnych toczący się nad Wisłą, on chce ratować ludzi.

A czymże jest poezja, która nie ocala Narodów ani ludzi? Mikołajewskiemu pewnie nie uda się uratować narodów, ale na pewno uratuje nasze dusze. A to już byłby sukces ogromny. Platon kazał poetów „wyświecić z Miasta, w którym Mądrość rządzi”. Z miasta idealnego. Jestem pewien, że Mikołajewskiego by u siebie zostawił. Ale czy ten chciałby tam zostać?

Wątpię.

z-plms-05-mikolajewski-03-ilustr

*Jarosław Mikołajewski (ur. w 1960 w Warszawie) – polski poeta, pisarz i tłumacz z języka włoskiego; jest również autorem książek dla dziecieseistą i publicystą.

materiał powstał w ramach projektu Życzliwa Polska ma Sens, sponsorowanego przez Fundację PZU

logo-PZU