Mazolewski: nie lubię ściemy

Katarzyna Chudzik

Staram się zarówno w życiu, jak i w sztuce być honorowy i być w porządku. Być szczery sam ze sobą i z innymi ludźmi, z którymi się dzielę swoją energią. Nie rozgraniczam tego w żaden sposób. Sztuką po prostu udaje mi się powiedzieć więcej, udaje mi się złapać niuanse, które w życiu nie zawsze są odczytywalne.

Z Leopoldem Tyrmandem łączy go miłość do jazzu i oryginalny wygląd. O ile Leopold szokował czerwonymi skarpetkami i budził uznanie pisarską twórczością, o tyle Wojciech Mazolewski zawłaszcza otwarte umysły muzyką, ale swoimi futrami i kapeluszami z szerokim rondem wywołuje mimowolne, pogardliwe wydęcie ust wśród tych otwartych nieco mniej. Basista i kontrabasista jazzowy, lider zespołów Pink Freud, Bassisters Orchestra i Wojtek Mazolewski Quintet, przyczynił się do powstania yassu – fuzji współczesnej muzyki improwizowanej, jazzu, punk rocka i folku. Nam opowiada o tym, że mimo łatki kontestatora rzeczywistości, wcale nim nie jest. Ani w sztuce, ani w życiu.

Katarzyna Chudzik, Polska ma Sens: – Uznawany jest Pan za lansującego się buntownika. Artysta powinien być czerpiącym z komercji rewolucjonistą?

Wojciech Mazolewski: - Artysta przede wszystkim powinien być szczery, prawdziwy i powinien mówić o tym, co czuje i widzi w najlepszy sposób, w jaki potrafi. Nie może kłamać. Jeżeli to, co powie, innym wyda się rewolucyjne – trudno, musimy sobie z tym radzić. Ale nie ma takiej potrzeby, bo według mnie liczy się przekaz, wartości, które chcesz przekazać i to, co chcesz powiedzieć. Wydaje mi się, że sztuka lepiej tłumaczy niż słowa, które są określone i wszystko pokazują w bardzo konkretnych barwach. A przecież nasze życie takie nie jest! Jest wiele odcieni różnych sytuacji, które na nas wpływają. Muzyka, którą uprawiam potrafi czasem lepiej odzwierciedlić rzeczywistość niż słowo mówione.

Jest Pan przeciwko prowokacjom artystycznym?

Nie jestem przeciwko żadnej działalności artystycznej. Każdy powinien wyrażać się jak chce. Nie jestem specjalistą od skandali i prowokowania, koncentruję się na jakości, przekazie, sile tego, co wyrażam. Mnie do wyrażania siebie nie jest potrzebna prowokacja jako taka, ale w żaden sposób nie razi mnie, jeśli ktoś z niej korzysta w sposób autentyczny. Nie lubię ściemy, w której prowokacja ma nas zainteresować i sprowokować do sprawdzenia czegoś, a za tym kryje się już niewiele. Czuję wtedy, że zostałem oszukany i wciągnięty w jakąś grę.

W sztuce pozwala Pan sobie na więcej niż w tak zwanym życiu?

Staram się zarówno w życiu, jak i w sztuce być honorowy i być w porządku. Być szczery sam ze sobą i z innymi ludźmi, z którymi się dzielę swoją energią. Nie rozgraniczam tego w żaden sposób. Sztuką po prostu udaje mi się powiedzieć więcej, udaje mi się złapać niuanse, które w życiu nie zawsze są odczytywalne. Łapię rodzaj głębokiego przeżywania pewnych rozterek, całego romantyzmu, który ciężko wyrazić biegnąc z punktu A do punktu B. Kiedy gram, trzymam instrument, jestem z zespołem albo sam w domu – te emocje i myśli płyną przeze mnie jak rwąca rzeka.

I to oczyszcza.

Zdecydowanie. Uprawianie muzyki jest bardzo uwalniające i powoduje, że znajduję się tu i teraz, czyli dokładnie tam gdzie powinienem być. Chociaż żeby się życiowo uwalniać, sięgam też po sport czy medytację, żeby odczuwać rzeczy takimi jakimi są.

Czerpie Pan z buddyzmu albo stoicyzmu?

Nie jestem ani buddystą ani stoikiem. Po prostu chcę, żeby emocje i cały ten bałagan, który nas otacza, nie zacierał nam obrazu rzeczywistości. Często rzeczy z zewnątrz, niezwiązane z nami – na przykład to co się dzieje w mediach – potrafi na nas mocno wpływać. Od wielu lat sam sobie dawkuję informacje ze świata, żeby czasami nie wejść przez przypadek w coś, co nie dotyczy mojego życia. Zdążyłem się zorientować w rzeczywistości na tyle, że wiem, że należy dbać o tą, na którą ma się jakiś wpływ.

Ale jak się Pan o czymś nie dowie, to nawet się Pan nie zorientuje, że może mieć na to wpływ.

Zaskakująco wiele można nauczyć się od ludzi. Jeżeli otaczasz się wartościowymi ludźmi, już pierwszy przepływ informacji masz bardzo interesujący. To, czego się dowiadujesz, już przeszło selekcję, zostało odarte z nieprawdziwości, insynuacji. To jest bardzo ważne. Naprawdę wiele możemy nauczyć się od siebie.

Czyli pewnie przeszkadza Panu płytkość show biznesowego świata, w którym chcąc nie chcąc się Pan obraca?

Nie, nie przeszkadza mi. Staram się traktować każdą rzecz jako pewnego rodzaju dobrodziejstwo, show biznes też ma wiele ciekawych rzeczy do zaoferowania. Przede wszystkim ludzką energię, siłę ludzi, którzy go tworzą. Nie wszyscy są przecież płytcy i bezwartościowi.