Mędrzec-biskup

Witold Bereś

felietonzyczliwy

- Nie mam jednego wielkiego krzyża. Mam natomiast codzienną porcję krzyżyków, kiedy trzeba podejmować trudne decyzje, które mogą zranić człowieka. Nie mniej realna od nich jest jednak radość, którą mogę dzielić z bliskimi. Czymś zaś najważniejszym jest poczucie sensu tego, co robię. Cieszę się z niego zarówno jako filozof, jak i ksiądz - powiedział kiedyś biskup Józef Życiński, jeden z najmędrszych purpuratów.

Życzliwość jest cechą ludzką, ale wszak nie każdy ją posiada. Miałem to szczęście, że w redakcji „Tygodnika Powszechnego” poznałem wielu bardzo życzliwych ludzi.

*

Z Życińskim (1948-2011), duchownym, filozofem, teologiem, publicystą, biskupem diecezjalnym w Tarnowie, a wreszcie – arcybiskupem lubelskim, sprawa jest prosta.
Ten otwarty umysł pochodzi z łódzkiego, ale studiuje w seminarium krakowskim i tutaj też robi doktorat na Papieskiej Akademii Teologicznej, gdzie jest potem dziekanem filozofii. Na Wiślną ma parę kroków i bywa tu niejednokrotnie. Nic dziwnego, że staje się tego pisma częścią.

Od początku jawi się jako znawca teologicznych aspektów nauki (nie przez przypadek pisze ważne książki z ks. prof. Michałem Hellerem (Drogi myślących –1983 i Dylematy ewolucji – 1990), z drugiej strony – jego pasja to media. Walczy zażarcie o otwarte, światłe, ale i katolickie. Jest mu zatem od zawsze daleko do środowiska Radia Maryja, a blisko do Tygodnika. Współzakłada radiowe rozgłośnie katolickie, typu Radio Plus czy Radio Józef. Liberalne media go doceniają – otrzyma m.in. nagrody „Przekroju”. Jest też laureatem Medalu św. Jerzego oraz tytułu Człowieka Roku przyznawanego przez „Gazetę Wyborczą”.

Arcybiskup jest człowiekiem nad wyraz pracowitym – autorem ponad pięćdziesięciu książek. Od wspomnianej teologicznych (jak np. W kręgu nauki i wiary – 1989, Bóg i ewolucja – 2002) poprzez publicystykę polityczną (jak np. Listy do Nikodema – 1985 czy Samotność wśród liberałów – 2004) po popularyzatorstwo teologii (Elementarz księdza Życińskiego dla biskupa i świeckiego – 2005). Już po jego śmierci ukaże się ważny zapis rozmów prowadzonych przez Aleksandrę Klich z „Gazety Wyborczej”, czującą Kościół dokładnie w duchu „tygodnikowym”: Świat musi mieć sens.

Ale na łamach Tygodnika najmocniej chyba przebiła się jego gorąca polemika ze Stanisławem Lemem po jego tekście „Sex Wars”. Lem pisał tam:
„ (…)rozpocznie się wśród całej ludzkości rozprzestrzeniać taki wirus, który przynosi 100 procent śmiertelności (ale dopiero po okresie „wylęgu” do 10 lat od zakażenia), przeciw któremu szczepionki sporządzić się nie da, a rzymski Kościół zrzeszający miliard ludzi na Ziemi, będzie de facto działał jako sojusznik tego śmiercionośnego w 100 procentach wirusa, a to uznając za grzeszne stosowanie prezerwatyw, jedynego jak dotąd sposobu zmniejszania ryzyka zarażenia przy kopulacji i żadne argumenty nie zdołają go z aliansu tego wyleczyć”.

Życiński ostro odpowiada Lemowi:
„Autor Summa technologiae proponuje stworzenie nowej nauki zwanej globalistyką. Miałaby ona przy zastosowaniu środków biotechnicznych stworzyć możliwość ograniczenia w sposób radykalny przyrostu demograficznego. W wersji sugerowanej przez Lema, dzięki wykorzystaniu wniosków globalistyki »strona zdolna biotechnicznie« mogłaby podjąć działania zmierzające do obniżenia płodności ludzkiej. (…)
Oddając Lemowi to, co Lemowskie, pozwolę sobie obecnie wyrazić zastrzeżenia co do samej wizji »globalistyków« chroniących przyszłość ludzkości przy wykorzystaniu manipulacji genetycznych podejmowanych wielkoskalowo przez stronę zdolną biotechnicznie. (…)

Obawiam się, że gdyby usiłowano zrealizować propozycję Lema, doszlibyśmy ostatecznie do genetycznego wariantu konferencji w Jałcie. Rozstrzygnięcie, w jakim stopniu ingerować w ludzki genotyp w poszczególnych rejonach świata, dokonywałoby się znowu przy zastosowaniu kompromisów i dyplomacji. Razem z tymi, którzy twierdzą, że gatunek nasz miał już o jedną Jałtę za dużo, śmiem oceniać krytycznie propozycję zorganizowania nowej, genetycznej Jałty. (…)
Problem ochrony ludzkich wartości pojawia się jeszcze wyraziściej, kiedy Lem podejmuje kwestię profilaktyki AIDS. Pod jego piórem zjawia się mocny zarzut, iż Kościół działa »jako sojusznik« wirusa HIV, gdyż odrzuca stosowanie prezerwatyw, »jedynego jak dotąd sposobu zmniejszenia ryzyka zarażenia«. (…) Wyrażam kategoryczny sprzeciw wobec popularnych nie tylko u Lema prób traktowania całej ludzkości jako smarkaczy, wobec których jedyną szansą uniknięcia AIDS pozostaje zastosowanie prezerwatywy”.

Niespodziewane odejście Życińskiego to wielka strata nie tylko Kościoła, ale i całej Polski.

w ramach projektu „Życzliwa Polska ma Sens” – sfinansowano ze środków Fundacji PZU/Partner Fundacja PZU

logo-pzu