Mędrzec nie fantasta

Witold Bereś

felietonzyczliwy

- Ateistą jestem z powodów moralnych. Uważam, że twórcę rozpoznajemy poprzez jego dzieło. W moim odczuciu świat jest skonstruowany tak fatalnie, że wolę wierzyć, iż nikt go nie stworzył! – powiedział kiedyś Stanisław Lem, pisarz, ale bardziej myśliciel. I niezwykły człowiek.

Życzliwość jest cechą ludzką, ale wszak nie każdy ją posiada. Miałem to szczęście, że w redakcji „Tygodnika Powszechnego” poznałem wielu bardzo życzliwych ludzi.
*
Skąd Lem agnostyk na Wiślnej?

Stanisław Lem (1921-2006) urodził się we Lwowie w rodzinie o korzeniach żydowskich, tam przeżył wojnę, a do Krakowa dotarł wraz z rodzicami w ramach akcji repatriacyjnej, nie chcąc przyjąć sowieckiego obywatelstwa.

Tu zapisuje się na medycynę na UJ (egzaminów końcowych nie zda i dyplomu nie zdobędzie celowo, by uniknąć nakazu pracy), tu zaczyna pisywać drobne teksty literackie. Publikuje m.in. w „Kuźnicy” i „Żołnierzu Polskim”. Szybko jednak – już w październiku 1946 – również w Tygodniku. Jego pierwszy tekst to opowiadanie filozoficzne z elementami fantastyki Obcy. Potem jest Lema coraz więcej – i opowiadania, i recenzje, i – przede wszystkim – poezje.

Nadchodzi jednak moment, kiedy chce się skoncentrować na karierze pisarskiej, co oznacza przerwanie współpracy z TP. Najpierw siada do Szpitala Przemienienia (ukaże się dopiero na fali odwilży, w roku 1955, jako Czas nieutracony, a w wersji niewymuszonej przez cenzurę – pod pierwotnym tytułem dopiero w roku 1975). Ale oto w 1950 przypadkiem poznaje w Zakopanem (ze względu na swe zdrowie – uczulenie! – będzie tam regularnie bywał do końca życia, a w Domu Literatów „Astoria” powstaną jego najsłynniejsze dzieła) ówczesnego prezesa wydawnictwa Czytelnik. Ponoć zgadali się o braku powieści fantastyczno-naukowej, która zdobyłaby Zachód… Młody, podówczas 29-letni twórca, szybko pisze Astronautów – fantastyczną opowieść o losie wyprawy na Wenus. Książka już w następnym roku okaże się bestsellerem, przynosząc Lemowi ogromną sławę. (W Tygodniku powieść docenia Zofia Starowieyska-Morstinowa, która dostrzega w niej „ślad lwiego pazura”).

I tak to się już jego kariera – krajowa, a potem światowa – toczy…

W ten sposób pisarz na 40 lat praktycznie zniknie z łamów Tygodnika – a gdy w roku 1968 będzie chciał zamieścić tu esej o powieści Andrzeja Kijowskiego Dziecko przez ptaka przyniesione, cenzura usunie tekst w całości.

Jednak nie zaniecha przyjacielskich kontaktów z pismem. Będzie wpadał, by porozmawiać z Turowiczem. Jego najbliższym przyjacielem jest Jan Józef Szczepański (przy okazji ojciec chrzestny syna Tomasza), a częstym gościem w domu Lemów bywają krytyk Jan Błoński i Władysław Bartoszewski.
O Lemie wiadomo tak wiele, że warto tylko podkreślić, iż choć właściwie każdy jego tekst literacki pozwala na wielowarstwową interpretację, to przez lata krajowi krytycy traktowali go w najlepszym razie jako autora literatury banalnej, wręcz młodzieżowej, jak sam ironicznie powie „jednego z krakowskiej trójcy Bunsch-Lem-Meissner”.

Inaczej jest poza Polską. Sławna jest anegdota o Philipie K. Dicku, który uznał, że Lem to musi być zbiorowy pseudonim, bo jeden człowiek nie mógłby napisać tylu tak różnorodnych dzieł. Z kolei, jak zauważy Tomasz Fiałkowski, redaktor Tygodnika i jeden z najbardziej kompetentnych „lemologów”: „Rosjanie wcześnie zaczęli dostrzegać w polskim pisarzu nieledwie proroka; czytali go rosyjscy kosmonauci i uczeni, wielu też szukało w prozie tego agnostyka i racjonalisty lekarstwa na głód metafizyki”. Dziś skala pisarstwa Lema jest niekwestionowana, a Solaris, Powrót z gwiazd, Cyberiada czy Pamiętnik znaleziony w wannie przez wielu krytyków traktowane są niemal jak traktaty filozoficzne.

Związki pisarza z Tygodnikiem nasilają się po jego powrocie z emigracji w Wiedniu w roku 1988. Wówczas podejmuje nieodwołalną decyzję: przestaje pisać powieści. W ten sposób cykl felietonów Świat według Lema, który uruchamia na łamach Tygodnika pod koniec roku 1991, pokazuje Lema innego – głęboko naukowego, bardzo poważnego, filozoficznego wręcz.

Niewielu jednak wie, że Lem to również błyskotliwy analityk polityczny: w latach 70. współzakłada tajne Polskie Porozumienie Niepodległościowe, sporządzające raporty o sytuacji w kraju, publikuje jako P. Znawca w paryskiej „Kulturze”, podpisuje protest przeciwko wprowadzeniu w konstytucję zapisów o „wiodącej roli PZPR” oraz „przyjaźni z ZSRR”.
*
Pozostaje pytanie – jak to się stało, że Lem do końca swych dni pozostał „tygodnikowcem” do szpiku kości, choć jako agnostykowi mogłoby być mu do linii pisma daleko?
Oto Lem-agnostyk doskonale pasował do Tygodnika jako myślący i nieustanny poszukiwacz Wielkiej Tajemnicy, a może i Wielkiego Sprawcy.

w ramach projektu „Życzliwa Polska ma Sens” – sfinansowano ze środków Fundacji PZU/Partner Fundacja PZU

logo-pzu