Mieszane uczucia

Marek Jastrząb

Żadna z nich nie bierze pod uwagę, że kryzysowa sytuacja, nieustanna bijatyka na nierozważne słowa, zaostrzanie wzajemnej wymiany oskarżeń, może przybrać postać niekontrolowanego wybuchu, którego już nikt nie powstrzyma.

Jak wielu obywateli, jestem w kropce. Nie wiem, co sądzić. Zachodzę w głowę, kto tu kogo prowokuje i czym się ten bałagan skończy. Zwłaszcza, że przed świętami słychać było polityków przemawiających ludzkim głosem.

Przyjąłem aliści, że tak opozycja, jak i rząd mniejszej większości robią dym z ochotą. Z lubością wykorzystują każdą okazję, każdy pretekst, czy nieszczęsne sformułowanie, by podnieść się na duchu i pogrążyć rywala. Natomiast określenie, które ugrupowania bardziej przykładają się do jątrzenia, zostawiłbym historykom.

Fakt ten jednak nie uwalnia mnie od pro­testu; w imię czego mam udawać zadowolenie, skoro trafia mnie szlag? Choć grzeczne sposoby traktowania bliźniego poszły spać, to nie pojmuję zgody na groteskową rzeczywistość; entuzjastycznego przyzwolenia na moralną prostytucję.

A jeżeli czegoś nie rozumiem, to chcę zrozumieć. Mogę wtedy dyskutować, bo znam argumenty przeciwnika. Lecz jeśli nic nie jest w stanie wpłynąć na zmianę moich przekonań, to na taką przypadłość nie pomoże jakakolwiek mediacja.

*

Niektóre posunięcia PiS-u są dobre i z punkt widzenia zwykłego śmiertelnika, potrzebne (np. obniżanie emerytur esbekom, 500+, tańsze mieszkania), jednak inne, np. nocne, pospieszne działania likwidujące jakąkolwiek poselską debatę, są niedopuszczalne i nie dadzą się usprawiedliwić. Choćby uchwalenie budżetu: poza sejmową salą i na chybcika. Lub powszechnie krytykowanego programu szkolnego. Czy rozpaczliwe trzymanie się błędu z wykluczaniem posła.

Przypuszczam, że arogancja, pycha i pogarda wzięły się stąd, że zwycięzcy zaskoczeni zostali własnym zwycięstwem. Jego rozmiarami. Stąd poczucie bezkarności. Dokąd wydawało się im, że nie mają za dużych szans na wygranie wyborów, mogli w kampanii obiecywać, ile wlezie. Wymachiwać atrapami programów i twierdzić, iż je wdrożą. Ale kiedy odnieśli sukces i trzeba było je wprowadzić w czyn, wpadli w popłoch, gdyż okazało się, że ich nie ma. Są tyko ogólne zarysy. Zamiary. Słuszne, lecz nie do końca przemyślane koncepcje.

Następnym błędem PiS-u było niefortunne otoczenie się takimi ludźmi, jak Misiewicz, Macierewicz, Pawłowicz, Mazurek, Piotrowicz. Mówię o pierwszoplanowych postaciach. O twarzach firmujących obiecane zmiany na lepsze. W prawie, rozumieniu demokracji, wolności wypowiedzi, w obyczajach.

I znowu mogliśmy się przekonać, że nie wszystko, co świeci, jest złotem. Że zamieniamy złoto na tombak: na czele walki z komuną pojawia się prokurator ze stanu wojennego, odmierzana pipetką wolność przeradza się we własną karykaturę, prawo, w martwą, bezduszną literę, a obyczajowe standardy – sięgają bruku.

I oto mamy w jednym kraju dwie skonfliktowane nacje. Obie, zacietrzewione, zwalczają się obraźliwym słowem. Na razie: groźbami, podstępnymi pomówieniami z pogranicza histerii. Pierwsza, konserwatywna, oczyszczona z komunistycznych naleciałości, wierna bogoojczyźnianym tradycjom, dążąca do ich zachowania i utrwalenia, przeciwstawiona jest drugiej, okrągłostołowej. Pierwsza optuje za rozdzieleniem Kościoła od Państwa, druga pragnie zacieśnić z nim więzi. Pierwsza nie chce Europy  w obecnym kształcie, ale chętnie wyciąga rękę po brukselskie pieniądze.

To tylko niektóre z różnic. Różnic powiedziałbym – wspólnych. Ponieważ łączy je licytacja przewin. Wyścig na oskarżenia. Brak wyobraźni i prywata. Traktowanie całej Polski jak własnej zagrody. Gospodarstwa wypełnionego zbędnym, wielomilionowym narodem poddanych i garsteczką politykierów przehukujących się opowieściami: WY sięgaliście po cudze przez osiem lat, a My dopiero od roku!

*

Nie od dziś wiadomo, że pobieranie mojej, twojej, naszej forsy i wydawanie jej bez sensu, jest głównym obowiązkiem obecnych partii. Oczywiście, oprócz pilnowania krzeseł i zwoływania telewizyjnych konferencji po to, by mogły oznajmić, że nie mają nic do powiedzenia. Zaś cała ta ideologiczna otoczka, hurrapatriotyzm,  ojczyźniane frazesy i etosy, to jest fasada, humbug, mydlenie oczu.

I tu rodzi się pytanie: dlaczego nie mogą się porozumieć? Odpowiadam: gdyż istnieje polskie piekiełko, wesoły kociołek do tarzania się w smole; obyczajowy śmietnik stał się ich naturalnym środowiskiem.

Żadna ze stron nie rozumie tej podstawowej idei, że służy narodowi, a nie sobie. Nie została powołana do obrony swoich interesów, ale uzasadnieniem jej bytu jest dbanie o kraj. Żadna z nich nie bierze pod uwagę, że kryzysowa sytuacja, nieustanna bijatyka na nierozważne słowa, zaostrzanie  wzajemnej wymiany oskarżeń, może przybrać postać niekontrolowanego wybuchu, którego już nikt nie powstrzyma. 

Marek Jastrząb

Marek Jastrząb – felietonista portalu Polska ma Sens, autor cyklów „Obserwacje Marka Jastrzębia” i „Polska na tle”. Debiutował w 1971 roku na łamach „Faktów i Myśli”, drukował także w „Odrze”,  „Nowym Wyrazie” „Nowej Okolicy Poetów”, Miesięczniku Literackim”, „Faktach”, „Promocjach”, „Przekroju”, „Nowej Gazecie Literackiej”,”Poboczach”, „Kwartalniku Artystycznym” „Akancie”, „Migotaniach”, „Tyglu”, „Gazecie kulturalnej”, „BIK-u”,trzech antologiach „Ogrodu ciszy”, w e-tygodniku literacko-artystycznym pisarze.pl, oraz w „Polsce Ma Sens” i prasie lokalnej. Zamieszczał w tych pismach opowiadania, felietony, eseje, recenzje teatralne i oceny książek.  Jego prozatorskie miniatury były wielokrotnie emitowane w Polskim Radiu w Bydgoszczy.