Moje pierwsze samobójstwo

BARON. Czytam (to) i chce mi się żyć, cz. VII

Mamy to przekleństwo i ten los fatalny, że na widok obnażonych ramion w letniej sukience, brawurowego dekoltu w wieczorowej sukni, ciemnych włosów odgarnianych z czoła i tysiąca innych scen i ujęć zawsze będziemy tracić przytomność. Będziemy się dusić z braku, będziemy gotowi zedrzeć z siebie własną skórę, by móc dotykać.

 

Moje pierwsze samobójstwo

Jerzy Pilch

Ktoś nieludzko zmęczony i ciężko ranny w serce biegnie tysiąc kilometrów z przeszkodami. Nad pomarańczową bieżnią zapadają lodowate noce. Potem niekończąca się zima stulecia. Kobiety leżące w śniegu, w lodzie, w oszronionej trawie; na brzegach i na poboczach. Ich wzorzyste suknie, granatowe szale i okulary przeciwsłoneczne. Dużo kobiet. Nie ma co ukrywać: na liście osób, które chętnie bym zabił, jest dużo, bardzo dużo kobiet. Jakbym zabił choć połowę z mojej listy, miałbym spore szanse zostać serial kilerem tysiąclecia.

Głód. Głód i jeszcze raz głód. Głód nienasycony. Głód, który jest przez całe życie. Głód ciała. Wieczór. Wakacje po maturze. Krótkie, gwałtowne, północne lato. Duszny pokój na drewnianym strychu. Ból opalenizny. Łoskot rzeki. Głód. Wszystkie kobiety świata. Wszystkie od początku dziejów. Wszystkie, co zmarły przed nami. Ich zakopane szkielety i wyjedzone przez glinę ciała, które powlekała kiedyś, dla naszego dotyku stworzona, skóra. Wszystkie. Wymyślone. Niestworzone. Do końca życia będziesz żałował, że nie dotykałeś opisywanej przez Saula Belowa kobiety o imieniu Renata, że kochanica Francuza nie była twoja kochanicą, że nie odbiłeś Lewinowi Kitty, że nie rozbierałeś zmysłowych Żydówek Singera, ekscentrycznych Czeszek Kundery, wychudzonych jak modelki łagierniczek Sołżenicyna, złocistoskórych Mulatek Marqueza, zbiedniałych ziemianek Bunina, odzianych w białe bluzki biuralistek Kafki.

Osobiście – muszę wyznać – mam czułość nawet do najbardziej przechodzonych dup literackich: Anny Kareniny, madame Bovary i Kławdii Chauchat. Żal mi, że pierwszej nie rozpinałem gorsetu: drugiej nie potraktowałem z całą, na jaka zasługuje brutalnością; że trzecia w sylwestrową noc nie do mojego pokoju przyszła. Dobrze, powiem wprost i dosadnie, choć zarazem na wskroś metaforycznie: żałuje, że nie obciągnęła mi Izolda, że nie miałem seksu analnego z szekspirowską Julią. A nawet żałuję, że to nie mnie, a Leverkuhna mityczna kurwa zaraziła syfilisem.

Mamy to przekleństwo i ten los fatalny, że na widok obnażonych ramion w letniej sukience, brawurowego dekoltu w wieczorowej sukni, ciemnych włosów odgarnianych z czoła i tysiąca innych scen i ujęć zawsze będziemy tracić przytomność. Będziemy się dusić z braku, będziemy gotowi zedrzeć z siebie własną skórę, by móc dotykać. Bez dotyku – śmierć w męczarniach. Chęć zabijania jest głęboko w tym kontekście uzasadniona. Jak się miewa ochotę na dymanie bytów idealnych, to nie dziwota, że byty z krwi i kości miewa się chęć zabić.

*

W ramach cyklu „BARON. Czytam (to) i chce mi się żyć”, Artur „Baron” Więcek prezentuje wybrane fragmenty tekstów, które sprawiają, że z powrotem chcemy budzić się do życia.

zdjęcie Reżyser Artur Więcek Baron

 
 
 
 

w ramach projektu „Życzliwa Polska ma Sens” – sfinansowano ze środków Fundacji PZU/Partner Fundacja PZU

logo-pzu