Mróz może zabić. Nie bądź obojętny

Karolina Gawlik

Jeśli mamy pokazywać bezdomnym, że można żyć inaczej, to właśnie poprzez dobro. Wyciągnięcie do nich ręki. Ale najpierw muszą przetrwać te najtrudniejsze dni.

Kiedy leżymy pod ciepłym kocem, popijamy herbatę z miodem i imbirem,  martwimy się, że auto nie odpaliło, w naszej najbliższej okolicy inni walczą na ulicy o przeżycie. W czasie takich mrozów miejsca w noclegowniach i schroniskach są często wyczerpane.  Wiele placówek i tak przyjmuje bezdomnych ponad limit. W tej sytuacji bardzo ważna jest nasza czujność i oddolne inicjatywy.

Podczas groźnych mrozów musimy wykazać się empatią, uzbroić w cierpliwość. Wpuśćmy taką osobę do klatki. Nie zgłaszajmy motorniczemu, że psuje zapach w tramwaju. Weźmy do torby termos z ciepłym napojem. Miejmy w portfelu listę placówek ze swojego miasta przyjmujących bezdomnych – może akurat jeszcze są miejsca.

„Czasem musiałem o 2 rano szukać innej klatki, bo ktoś zadzwonił na straż miejską. Strażnicy mówili, że pozwoliliby mi zostać do rana, ale to nie od nich zależy” – żalił mi się jeden z bezdomnych, gdy w zeszłym roku odwiedzałam przepełnione schronisko. Akurat wtedy udało mu się znaleźć miejsce. Jeśli już dzwonimy na straż miejską to jednak róbmy to wtedy, gdy widzimy na ulicę osobę skrajnie wychłodzoną. Jeden taki telefon może ją uratować.

„Przecież to alkoholicy”, „nie chcą pracować” – czytam w niektórych komentarzach. Po pierwsze: podczas tak ekstremalnych warunków jak -20 na termometrze naprawdę nie ma to znaczenia, dlaczego ktoś na tej ulicy jest. Chodzi o ludzkie życie! Po drugie: nie ma takich osób, które dobrowolnie wybrały, żeby nie mieć dachu nad głową. Na ulicy lądują, bo nie poradzili sobie z rzeczywistością. Wyszli z zakładu karnego, szpitala, stracili kogoś, na kim polegali całe życie, nie mieli już dokąd wracać.

„Niektórzy dziękują za wyciągnięcie ręki w tragicznej sytuacji. Inni wychodzą z założenia, że od tego placówka jest, żeby udzielać pomocy. Nieważne. Często ci ludzie ledwo chodzą, jeżdżą na wózkach, są po ciężkich operacjach. Do jakiej pracy się nadają? Bywają bezdomni z wykształceniem, którzy wcześniej normalnie funkcjonowali. Nie można powiedzieć, że to ludzie marginesu, nic niewarci. Po prostu pobłądzili” – tłumaczył mi wtedy kierownik schroniska.

Tylko to temat na zupełnie inny tekst. Tymczasem chcę Wam pokazać kilka pięknych inicjatyw, które tej zimy uratują pewnie parę istnień. Przyniosą ulgę w walce o przetrwanie. Bierzmy z nich przykład.

Kraków. Zupa na Plantach
Dziennikarze „Tygodnika Powszechnego”, społeczność wspólnoty Sant’Egido i kolektyw „ŻyWa Pracownia” dwa razy w tygodniu spotykają się z bezdomnymi na krakowskich Plantach (częściej w czasie silnych mrozów); Podają im gorącą zupę, którą wcześniej sami ugotowali. Przynoszą też ciepłe rzeczy, herbatę, kanapki.

Częstochowa. Patrol z bigosem i stołówka 24H
Księża pallotyni wraz z członkami Fundacji Ufam Tobie odwiedzają miejsca, w których koczują osoby bezdomne. Do zelżenia mrozów stołówka dla osób bezdomnych działająca w częstochowskiej Dolinie Miłosierdzia czynna jest całą dobę. Można tam dostać ciepły bigos i gorącą herbatę.

Łódź. Autobus dla bezdomnych
Do połowy marca każdej nocy na łódzkich ulicach kursuje specjalny autobus, w którym bezdomni mogą zjeść ciepły posiłek, otrzymać ubranie i leki. Pojawia się o godz. 22 w kilku punktach miasta.

Opole. Zostaw ubranie za kawę
Jedna z opolskich kawiarni oferuje darmową kawę każdemu, kto zostawi ciepłe okrycie. Płaszcze, kurtki i szaliki mają trafić do potrzebujących. Dochodzą słuchy, że w ślad za nią poszły też inne bary.

Chętnie powiększymy tę listę – dajcie znać, jeśli taka akcja odbywa się w Waszym mieście.  Jeśli mamy pokazywać bezdomnym, że można żyć inaczej, to właśnie poprzez dobro. Wyciągnięcie do nich ręki. Ale najpierw muszą przetrwać te najtrudniejsze dni.