Na początku była chęć i chaos

FOCH w rozmowie z Izą Majochą i Patrycją Kotlarz

Gabriela, Sylwia, Basia i Żaneta grają w zespole, który dzięki wsparciu internautów wydał właśnie swoją debiutancką płytę. W sobotę grają koncert, którym promują swoje najnowsze dzieło.

Swoją muzykę określają jako „mieszankę rocka, elektroniki i psychodelii, podkreśloną mocnymi bitami i wielowarstwowymi tekstami”.

Z zespołem FOCH rozmawiały Iza Majocha i Patrycja Kotlarz.

 Iza Majocha, Polska ma Sens: Dwie magister sztuki, studentka rachunkowości i informatyk. Jak to się stało, że cztery dziewczyny z tak różnych światów spotkały się i założyły razem kapelę rockową?

Gabriela: Tak naprawdę to wygląda na to, że muzyka przyciąga osoby z różnych dziedzin. Nie ma jakichś specyficznych zawodów, które się pałają muzyką i to pewnie z tego powodu. My z Żanetą poznałyśmy się w klubie muzycznym w ramach wspólnego muzykowania, a dziewczyny poznałyśmy przez internet szukając muzyków do zespołu.

Patrycja Kotlarz, Polska ma Sens: Nie da się ukryć, że Kraków roi się od młodych zespołów próbujących się wybić. Wy gracie razem już od 2013 roku. Jak wyglądały początki Waszego zespołu, pierwsze koncerty i nagrania?

Gabriela: Na początku była chęć i chaos. Chciałyśmy sprawiać radość, to takie pierwsze skojarzenie, które przychodzi mi do głowy. Dawno był ten 2013 rok. Jednak pierwszy koncert zagrałyśmy 27 lutego 2014roku, bo dużą trudność sprawiało nam zebranie całej ekipy. Później było tworzenie utworów, bo same komponujemy swoją muzykę. Staramy się, żeby była ona jak najbardziej dopracowana no i żeby nam samym się podobała. Chwile to trwało zanim udało nam się zebrać materiał, na początku grała z nami jeszcze inna basistka, Marlena, która odeszła z powodów prywatnych. Potem znalazłyśmy Basię, która odpisała na posta na portalu społecznościowym na literkę F.

Nawiązując jeszcze do tego, jak tworzycie swoją muzykę. Mówisz, że tworzycie wszystko razem. Czy rzeczywiście tak to wygląda, czy czasem któraś z Was ma swoje własne pomysły, którymi dzieli się z innymi?

Żaneta: Jeżeli chodzi o pierwsze pomysły, a nawet dość konkretne zarysy to myślę, że najwięcej ma ich Gabi. Ona też pisze teksty. Potem spotykamy się na próbach i kształtujemy to w jakąś całość. Czasem okazuje się, że to, co Gabi ma w głowie niekoniecznie jest tym, co my byśmy słyszały, tym, w czym się odnajdujemy. Wtedy zmieniamy tak, żeby każda z nas była zadowolona i czuła tą muzykę. Więc główne pomysły zazwyczaj wychodzą od Gabi, a potem kształtujemy to wszystko wspólnie.

Gabriela: Chciałabym dodać, że czasem powstają takie muzyczne sytuacje, które nas same zaskakują i jesteśmy z nich zadowolone, więc zostają. Na bieżąco rzeźbimy.

13140571_1247654191930001_1990431179_nZespół FOCH w redakcji Polska ma Sens

 Co Was wyróżnia spośród tych wszystkich młodych zespołów, które grają w Krakowie?

Gabriela: Takie młode to mi się tak z nastkami kojarzy… (śmiech) A tutaj mamy taki skład, że są młode i troszkę starsze członkinie. Co nas wyróżnia… Ja powiem tak, przyjdźcie na koncert, posłuchajcie i usłyszycie sami, co nas wyróżnia. Zwłaszcza, że koncert jest darmowy. Będzie można kupić płytę i przekonać się na własnej skórze, czym różnimy się od innych zespołów.

Dzięki akcji na stronie wspieramkulture.pl, udało Wam się zebrać pieniądze na debiutancką płytę „Dziewczyna i Foch”. Spodziewałyście się takiego sukcesu zbiórki, czy było to dla Was zupełnym zaskoczeniem?

Gabriela: Ja się spodziewałam tego sukcesu. Brałam pod uwagę oczywiście to, że może się nie udać, ale jednak bardziej wierzyłam, że się uda, bo crowdfunding jeszcze tak naprawdę nie jest w Polsce zbyt popularny. I ludzie się tym dopiero zaczynają zachłystywać, dlatego chętnie dają pieniądze zwłaszcza, że tutaj chodzi o kulturę. Nie jakieś prywatne rzeczy, tylko o sztukę.

Wspierali Was głównie znajomi, rodzina, czy też zupełnie obcy ludzie z całej Polski, a nawet i całego świata?

Sylwia: Trudno powiedzieć, ponieważ większość wpłat była anonimowa, więc ciężko dotrzeć do tego, kto konkretnie nas wspomógł. Ale rzeczywiście nasza rodzina, przyjaciele, znajomi dali radę i nam pomogli.

Żaneta: Dla mnie zadziwiające było to, że na akcję pieniądze wpłacały osoby, z którymi gdzieś w życiu się spotkałam, ale nie utrzymujemy ze sobą stałego kontaktu. Ciężko ich nawet nazwać znajomymi, to były bardziej osoby, które gdzieś nas tam zobaczyły, chociażby na koncercie i zaufały nam, i temu, co robimy. Było to bardzo miłe, że wpłacali na nas pieniądze, bo to nie byli tylko nasi znajomi, których tam przycisnęłyśmy i mówiłyśmy „dawajcie tę kasę!”. Oczywiście wsparcie znajomych też jest bardzo ważne i bardzo im za nie dziękujemy, ale jednak wyjątkowo miło było dostać wsparcie też od osób, których nie widujemy, na co dzień.

Gabriela: Ja jeszcze chciałam zaznaczyć, jak fajnym portalem jest wspieramkulture.pl. Chodzi o to, że za pomocą naprawdę małych kosztów, można spełnić czyjeś bardzo drogocenne marzenie.

Sylwia: Dzięki wspieramkulture.pl pieniądze na płytę udało się zebrać na pewno dużoszybciej i przyjemniej, fajny był ten kontakt z fanami, który się wytworzył.

Gabriela: Koordynatorzy wspieramkulture.pl też byli bardzo sprawni w pomocy, świetnie się nam z nimi współpracowało.

 Poza płytą, w planach macie jeszcze teledysk do piosenki „Czarci Max”. Tekst piosenki w dość dosadny sposób opisuje codzienność pewnej pielęgniarki, spotkanej przez Was w jednej z świętokrzyskich wsi. Czy ruszyły już pierwsze zdjęcia do klipu i możecie zdradzić, jak on będzie wyglądał?

Gabriela: Nie, nic nie zdradzimy. (śmiech) Chciałabym przy tej okazji wspomnieć, że teledysk powstanie między innymi dzięki nagrodzie, którą zdobyłyśmy za zajęcie II miejsca w konkursie Piosenkarnia. Także są też inne drogi, którymi można sfinansować swoją twórczość. Bo już dwie osoby ze środowiska artystycznego pytały mnie, jak to się robi, jak zebrać pieniądze na własną płytę czy teledysk? Walczy się po prostu gdzie się da i się robi!

 

Sylwia i Basia, obie prowadzicie kanały na Youtube’ e, na których publikujecie swoje covery utworów takich zespołów, jak np. Pink Floyd. Czytając komentarze można zauważyć, że ich odbiór jest prawie w 100 procentach pozytywny. Co zyskałyście dzięki udostępnianiu swojej twórczości szerszej publiczności w Internecie?

Sylwia: Ja nagrywam filmy na Youtube’ e już od kilku lat i dało mi to przede wszystkim to, że łatwiej jest mi znieść krytykę. Chociaż wiadomo, dobrą, konstruktywną krytykę się znosi raczej fajnie.Także dzięki kanałowi na Youtube łatwiej jest mi wyjść z tym, co robię do ludzi i ochronić się jakoś przed niektórymi negatywnymi słowami.

Basia: Myślałam już od dłuższego czasu o tym, żeby założyć swój własny kanał, ale to tak naprawdę dopiero Sylwia pomogła mi podjąć tę decyzję. Foch jest pierwszym zespołem, w którym w ogóle kiedykolwiek grałam, dlatego nie ukrywam, że zdarzało mi się trochę stresować na koncertach, zwłaszcza tych pierwszych. Doszłam do wniosku, że publikowaniu filmów na Youtube może mi pomóc oswoić się z publicznością. Już nie jest tak, że wychodzę do ludzi tylko raz na jakiś czas, gdy gramy koncert, ale tak naprawdę mogą mnie oni zobaczyć w internecie cały czas. Gdy mam tę świadomość, że ktoś tam gdzieś tam może cały czas mnie oglądać, cały stres się ulatnia.

Patrycja: Gdybyście miały się porównać do jakiegoś sławnego zespołu, to kto by to był?

Gabriela: Zespół FOCH. (śmiech)

Sylwia: Chciałam powiedzieć coś podobnego jak Gabi. Gdyby był taki zespół, to pewnie byśmy już gdzieś o tym pisały, do kogo jesteśmy podobne. Pytają się nas o to ludzie, ale nam jest na tyle ciężko określić, że mówimy im, żeby po prostu przyszli na koncert i może wtedy jakieś skojarzenia im się nasuną. Ale tak, brzmimy po prostu jak zespół FOCH.

 To może łatwiej będzie z powiedzeniem, kto jest dla każdej Was największą muzyczną inspiracją?

 Gabriela: Dla mnie, jako wokalistki Nina Hagen.

 Sylwia: Ja nie mam jednego. Wśród moich idoli jest Steven Wilson, zespoły Muse i Pink Floyd.

Basia: U mnie podobnie jak u Sylwii Muse i Pink Floyd.

Żaneta: To u mnie, jeżeli chodzi o perkusje, niezmiennie od paru lat Jojo Mayer.

 Gabriela: To ja jeszcze dodam, bo tak wszyscy anglojęzycznych wymienili, że moją ulubioną polską wokalistką jest pani Joanna Kołaczkowska!

 Już w tę sobotę premiera Waszej płyty w Krakowie. Jak zachęcicie ludzi do tego, by przyszli, posłuchali Was, a najlepiej jeszcze kupili płytę?

Żaneta: Nasze marzenia o płycie się spełniły, udało nam się ją wydać i jechałyśmy z olbrzymimi uśmiechami na twarzach ją odebrać.Jak jechała do nas na takim wózku widłowym, czułyśmy ogromną radość. Jesteśmy bardzo szczęśliwe, nie możemy się doczekać tego koncertu ibardzo długo się do niego przygotowywałyśmy. I chciałybyśmy tą naszą pozytywną energię przekazać jak największej ilości ludzi.Dlatego gorąco zapraszamy wszystkich po odbiór tej energii, po prostu.

Gabriela: Koncert będzie 7 maja o godzinie 21.00 w klubie Steamland, na ulicy Dietla 64. Będą balony, fajne gadżety z naszym logo, a być może też i inne niespodzianki.

 W takim razie nie pozostaje nam nic innego, jak życzyć wypełnionej po brzegi sali koncertowej i udanego występu. Wielkie dzięki za rozmowę!

FOCH: Również dziękujemy!