Najpiękniejszy dzień w roku

czyli 26 maja - Dzień Matki

"Mama nigdy nie ujęła tego może w jakieś słowa, ale tak dało się zrozumieć przesłanie. Czyli: znać swoją wartość, rozwijać się, nie dawać sobie w kaszę dmuchać, nie obawiać się wchodzić w polemikę, jeśli ma ona sens - ale w tym wszystkim być fajnym, uśmiechniętym człowiekiem, który nie chce do niczego dojść po trupach, nie wywyższa się niepotrzebnie."

 

Jeden z członków redakcji, lata temu, jeszcze w drugiej klasie szkoły podstawowej, napisał wierszyk, którym wygrał klasowy konkurs. Wychowawczyni kazała poetycko uczcić Dzień Matki, a ten, kto stworzy najlepsze dzieło, miał dostać możliwość wygłoszenia go na szkolnej akademii. Udało się. Gdy dziś stara sobie przypomnieć mozolnie układane wówczas linijki tekstu, to zadanie staje się już niewykonalne. Ale w głowie pozostał początek: 26 maja – to najpiękniejszy dzień w roku – Dzień Matki. Później było coś o tym,  że na kogo jak na kogo, ale na mamę liczyć można zawsze. Nawet, gdy trzeba zanieść jej do podpisu kolejną uwagę od nauczycielki za uporczywe przedrzeźnianie koleżanek w klasie…

No, to mamy najpiękniejszy dzień w roku. Z tej okazji członkowie redakcji Polska ma Sens opowiadają o swoich Mamach. A na koniec też kilka słów od Anny Dymnej i prof. Mikołaja Spodaryka, którzy o swoich mamach potrafią pięknie mówić.

*

Janusz Schwertner, wicenaczelny portalu, z podobnym zadaniem zmierzył się całkiem niedawno, pisząc o swoich autorytetach w akcji „Taka Polska Ma Sens”. Janusz mówi, że najważniejsze, co wyniósł od swojej mamy, to przeświadczenie, że trzeba być równocześnie pewnym siebie i pokornym. Mama nigdy nie ujęła tego może w jakieś słowa, ale tak dało się zrozumieć przesłanie. Czyli: znać swoją wartość, rozwijać się, nie dawać sobie w kaszę dmuchać, nie obawiać się wchodzić w polemikę, jeśli ma ona sens – ale w tym wszystkim być fajnym, uśmiechniętym człowiekiem, który nie chce do niczego dojść po trupach, nie wywyższa się niepotrzebnie. I przy tym: nie bać się zmian, bo każda odważna zmiana może przynieść owoce. A – i to, żeby bez kompleksów zdobyć, odkrywać, smakować świat, bez żadnych ograniczeń.

100_6703
Janusz z mamą w Chinach, 5 lat temu

Joanna Bąk pamięta, jak miała 5 lat i szła z mamą na spacer. Żaliła się, że nie ma koleżanek. „Mama stwierdziła, że może zostać moją najlepszą przyjaciółką i tak zostało do dziś. Przez kolejne lata stała się nie tylko koleżanką, ale i wzorem do naśladowania.  Wszystkimi swoimi życiowymi zakrętami nauczyła, że nigdy nie można się poddawać. Pokazała jak słuchać ze zrozumieniem, jak zrobić pierwszy makijaż i cierpliwie tłumaczyła każdy chemiczny błąd.” Asia  dziękuje jej przede wszystkim za każde „Córcia, to nie tak, daj, ja to zrobię”, gdy starała się zostać domowym masterchefem i za „jestem dumna”, które znaczy  najwięcej na świecie. Dziękuje też za to, że ciągle jest dla największym autorytetem i za czekoladowe brownie – lepsze niż w Atelier Amaro.

Asia z mamą
Asia z mamą

*

Bo mamy już tak chyba mają, że zawsze w nas wierzą. Nasza dziennikarka Karolina Gawlik wspomina, jak w zeszłym roku zrobiła prawdziwy obciach na lotnisku,  po czym wykręciła wiadomy numer telefonu i powiedziała załamanym głosem: „mamo, wszyscy się tu na mnie patrzą”. W słuchawce usłyszała: „patrzą się na ciebie, bo jesteś taka fajna”. A to właśnie mama nauczyła, że najfajniejszym jest się wtedy, gdy zawsze walczy się o uśmiech – na twarzy swojej i drugiego człowieka.

Karolina z mamą

*

Mama zawsze mówiła, że rodzina jest najważniejsza. Szymon Piegza nigdy nie zapomni obrazu sprzed kilkunastu lat, kiedy powrócił do ojczyzny ze swojej pierwszej zagranicznej wycieczki. Dziecko mogło zapamiętać wtedy wiele: wielkie lotnisko, piekielne zamieszanie, tysiące kolorowo ubranych ludzi, przenikające się, zagraniczne dialekty, metalowe maszyny, które fruwają to w jedno, to w drugą stronę. Jednak w pamięci utkwił tylko jeden obraz: łzy radości w oczach mamy, która czekała na ten moment od kilku tygodni. To jest chyba najpiękniejsza rzecz, która przydarzyła się w życiu.

dzień matki_sp
Szymon z mamą

*

Moja mama życzy mi, żebym miała taką córkę, jaką sama jestem. Ale to tylko w złości. Kiedy ma dobry humor powtarza, że chciałaby być taka, jak ja i wymienia: silna, niezależna, mądra, oczytana, ładna etc… A ja chciałabym umieć patrzeć na siebie jej oczami – mówi Anita Bugajska, sekretarz redakcji.  – Wymyśliłam sobie w dzień studniówki, żeby mieć pióra we włosach. Niestety w sobotę po południu, w naszej małej miejscowości, trudno o takie ozdoby. Już prawie odpuściłam, ale… Mama po 10 minutach pojawiła się w salonie fryzjerskim z trzema plastikowymi ptaszkami. Kupiła je w jedynej otwartej kwiaciarni i po drodze wyrwała im piórka. Miałam świetną fryzurę, dzięki!  Motto mojej mamy to: wszystko będzie dobrze i nie ma się co martwić. A najważniejsze w życiu, to się dobrze bawić. Przy niej czuję się staro.

 

13122894_10208086074421536_6952608648599216382_o
Anita z mamą

*

Dajmy na to 1999 rok –  równie dobrze mógł to być 2001, ale lata dziewięćdziesiąte wydają się mieć w sobie romantyzm, którego dziś tak brak. Z pracy do domu wraca mama 8-letniego wówczas Daniela Olczykowskiego. Nie wiedziała jeszcze, że tego dnia pozna jego pierwszą dziewczynę. Kiedy Daniel z dumą przedstawił siedzącą obok Olę, jego mama z pełną powagą – jak się mu wówczas wydawało, naturalną – przywitała dziewczynkę i zaproponowała sok, ciastka i coś ekstra. Minęło kilkanaście lat i dziś zapewne Daniel miałby problem z rozpoznaniem Oli, ale pamięta szacunek, z jakim została potraktowana jego DZIEWCZYNA, bo to przecież najpoważniejszy związek na świecie był i miłość, która miała być tą ostatnią.

Daniel dodaje: „Nawet opowiadając o najbardziej szalonych planach i nierealnych na pozór marzeniach wiem, że jest ktoś, kto potraktuje mnie poważnie. Tak naprawdę mama i tata zawsze staną obok i z pełnym przekonaniem powiedzą, że mogę na nich liczyć i wierzą, że uda się zrealizować to, co zamierzam. Wiele lat temu mama poznała Olę, później poznawała kolejne dziewczyny i stopniowo wszystkie moje szalone marzenia. Zawsze jednak z powagą wychodziła im naprzeciw i wiem, że tak będzie zawsze. Jeśli któregoś dnia wrócę do rodzinnego domu i powiem, że lecę na księżyc, z ust mamy usłyszę zapewne: „wejdź i opowiedz mi wszystko od początku”. A potem zaczniemy kombinować, jakby na ten księżyc faktycznie polecieć.”

*

Kuba Stolarczyk – nasz dziennikarz – w wieku 4 lat nie lubił mięsa, ale mógł zostawić tylko ziemniaczki. Dwa lata później wstydził się dziewczynek, ale został posłany do zerówki. Gdy na liczniku pojawiła się druga cyfra, to Kuba wolał popularny polski serial o 20, zamiast książek, ale musiał czytać kilkanaście stron dziennie. Dziś Kuba pisze – czasem lepiej, a czasem źle, lecz już wie, że każdy błąd można naprawić. Wie, że można polubić to, czego wcześniej się nie lubiło. Wie, że może przestać się bać kogoś, kto kiedyś był za wysoki. W końcu dowiedział się, że gdy za oknem jest brzydko, to na dwudziestej szóstej stronie książki Stephena Kinga świeci słońce. Kuba już wie, że gdy czegoś nie wie, to jest ONA, a przecież ona zawsze wie. I za to, ten już nieco wyrośnięty chłopiec, chce jej podziękować. 

dzienmamy_ks
Kuba z mamą

*

Z kolei Anna Dymna, wybitna polska aktorka i szefowa fundacji „Mimo wszystko”, opowiadała nam niedawno, że mama nauczyła ją, że zawsze najważniejsze jest, żeby komuś pomóc. Jak szła z nią ulicą i leżał pijany człowiek na śmietniku, to nigdy nie mówiła: „Fuj, jaki brzydki”, tylko: „Małgosiu, zobacz – bo zwracała się do niej Małgosiu – zobacz, ten pan jest taki biedny”. I pytała, jak mu może pomóc, czego potrzebuje. Ona nie dzieliła ludzi na brzydkich, ładnych, bogatych, biednych. Jak człowiek leży, to może trzeba go podnieść. Jak jest głodny, to trzeba go nakarmić. Po prostu. I już!

*

Natomiast prof. Mikołaj Spodaryk, znany krakowski pediatra, najbardziej jest wdzięczny za to, że jego mama potrafiła być jednocześnie tatą, gdy ojciec spędzał całe dnie w szpitalu. To ona nauczyła go gwizdać na palcach, pluć na odległość, strzelać z procy i jeździć na rowerze. A potem, już jako babcia, pomagała w tym wszystkim żonie profesora, gdy ta również musiała niemal sama wychowywać synów. – Poza tym, pomimo wszystkich moich wad, w dalszym ciągu jest we mnie zakochana. A ja w niej. Zawsze wszystko tolerowała. I nigdy nie zmuszała mnie do dokonywania wyboru, bo dobrze wie, że tego nie potrafię – zdradza Spodaryk.

 

Dla wszystkich Mam – dziękujemy, że jesteście! Wszystkiego najlepszego!

 

 

 

w ramach projektu „Życzliwa Polska ma Sens” – sfinansowano ze środków Fundacji PZU/Partner Fundacja PZU

logo-pzu