Nie będzie tanga między nami

Rafał Sulikowski

Nie chcę przyłączać się do skandalicznego hejtu, jaki dotyka teraz TP, gdzie internauci grożą śmiercią aktorkom i aktorom, ale jest coś na rzeczy; artysta może wszystko, ale – pyta Jan Paweł II, który wyleczył moje oczy – czy wszystko wolno...?

Polska została rozdwojona, lecz nikt nie wie, dlaczego, po co i przez kogo, a także kiedy to nastąpiło. Polska jest podzielona, niczym jaźń schizofrenicza; Polska cierpi na rozdwojenie duszy, co widać w bieżącym sporze wokół spektaklu „Klątwa” w Teatrze Powszechnym w Warszawie. I wokół tego wydarzenia chciałbym wrzucić trzy grosze, nie mam zaś intencji wsadzania kija w mrowisko ani dolewania oliwy do ognia.

Tak więc, stało się – spektakl nie tylko został napisany, przygotowany, ale doprowadzono do premiery; przyznaję, sprawę znam z mediów, nie mam możliwości być na przedstawieniu, stąd może nieco uproszczę całą dyskusję. Można wypowiadać się o sztuce na podstawie recenzji i komentarzy, a tych wraz z nieprawdopodobnym hejtem, jaki runął na Teatr i aktorów (jakby to oni napisali!), było i będzie jeszcze niemało.

Tytuł nawiązuje oczywiście do Wyspiańskiego, który był artystą wybitym, genialnym, a pisząc swoje dramaty chciał pocieszyć Polaków żyjących wtedy pod trzema zaborami; wątki religijno-metafizyczne, obecne w najważniejszych dramatach „wawelskich” (Akropolis), a także słynnym „Weselu” i innych są wyraźne, ale nie natrętne, jak tu; artysta ten był wierzącym chrześcijaninem i swoje interpretacje wiary, jak na owe czasy, były odważne, nawiązujące go gnozy romantyków, systemu genezyjskiego Słowackiego i ogólnie do heterodoksyjnych bardziej niż zgodnych z linią kościelną tez, niemniej nigdy wprost nie wypowiadał się krytycznie o Kościele, a tym bardziej – o Bogu czy świętych; słynny witraż jego autorstwa „Bóg Ojciec – stań się!”, umieszczony w kościele franciszkanów w Krakowie był całkowicie pochodzenia ortodoksyjnego.

W modernizmie poszukiwano związków z innymi religiami, tradycjami wschodnimi, ale to wszystko było w pewnych granicach dobrego smaku i pewnej normy umownej; nie raziło takim naturalizmem, jak łamanie krzyża w „Klątwie” czy nawoływanie do nienawiści, a nawet zabójstwa żyjącego i ogólnie znanego polityka.

Problem tego spektaklu tkwi właśnie w pewnej ordynarności, wulgarności i zbytniej oraz zbytecznej bezpośredniości przekazu, który sam w sobie może zawiera ‚ziarna prawdy’, bo przecież rzeczywiście żyjemy w czasach wkraczania teologii do wszystkich dziedzin życia, także artystycznego; niemniej jednak można było stworzyć przepiękny spektakl zaowalowany, stonowany, nie krzykliwy, nie rażący wyraźnym brakiem jakiejkolwiek idei nadrzędnej, jakiegokolwiek leit-motiwu.

Rozumiem, że twórcy chcieli pewnie dorównać Mickiewiczowi, który ośmielił się nazwać Boga w Wielkiej Improwizacji III cz. Dziadów, tzw. „drezdeńskich”, a także „szatańską pieśnią”, w której nawoływał do walki (słynne: „zemsta, zemsta, zemsta na wroga/ z Bogiem i choćby – mimo Boga//”), ale z czym do gościa panowie? Mickiewicz był największym geniuszem nie tylko polskiego Romantyzmu, ale literatury polskiej obok Reja i Kochanowskiego i na tym tle spektakl „Klątwa” jest po prostu żałosny.

Słynne wystawienie „Dziadków” w reżyserii Świnarskiego w 1968, od którego zaczęły się zamieszki polityczne na skutek zdjęcia przedstawienia ze sceny przez komunistów, bije o trzy głowy żałosne podrygi aktorów, zresztą nie najlepszych, tonących w oparach absurdu; Gustaw Holoubek, odtwórca Konrada w 1968 w zestawieniu z aktorami dzisiejszej awantury, zdecydowanie obliczonej jako prowokacja, to słoń i mrówki.

Nie chcę przyłączać się do skandalicznego hejtu, jaki dotyka teraz TP, gdzie internauci grożą śmiercią aktorkom i aktorom, ale jest coś na rzeczy; artysta może wszystko, ale – pyta Jan Paweł II, który wyleczył moje oczy – czy wszystko wolno…? Istnieje obiektywny kanon tekstów wybitnych i nikt temu nie zaprzeczy.

Czytanie sztuki teatralnej przez pryzmat bieżącego podziału ideologicznego Polski i przez pryzmat bluźnierstwa jest oczywiście przesadą; odbrązowianie zbyt posągowych tradycji ma w Polsce tradycję Mrożka, Boya czy Skamandrytów, ale odbywało się to w sposób inteligentny, to znaczy adekwatny; może faktycznie religia wpycha się tam, gdzie nie powinna, ale obrażanie uczuć Polaków nie jest receptą na normalizację spraw Kościoła i państwa.

Może faktycznie religia nie powinna dyktować, co kto ma myśleć i czuć, ale tu nie chodzi o wiarę, tylko wywołanie kolejnego skandalu obyczajowego, o zrobienie czarnego PR na zasadzie, że zakazany owoc kusi i przede wszystkim „wiele hałasu o nic”.

Jeśli chodzi o obrażenie i profanację JPII, to ten z pewnością by zastosował się do zasady ‚zło dobrem zwyciężaj’ i przeszedłby nad tym do porządku dziennego, a prywatnie modlił się w intencji autorów, którym po prostu nie dostaje ani elementarnej kultury osobistej, ani kultury współczesnej, tej z wyższej półki, nie mówiąc już o zakorzenieniu w jakiejkolwiek, choćby wspomnianej, wielkiej tradycji teatru romantycznego czy awangardy spod znaku Cricot II Tadeusza Kantora, gdzie też były kontrowersyjne motywy, ale robione dla pewnego sensu artystycznego. Bo spektaklu „Klątwa” mogłoby nie być i nic by się strasznego nie stało.

A skoro mogło go nie być i polska sztuka nie odniosłaby żadnej straty, to spektakl ten jako pozbawiony istotnego sensu traci po prostu swoją rację bytu.