Źle się dzieje w szkole polskiej

Karolina Gawlik

- Polska to nie jest kraj, w którym można coś zmieniać przez nakazy. Trzeba ludzi przekonywać, szanować indywidualizm.

* dr Jerzy Lackowski – fizyk, pedagog, ekspert edukacyjny. W latach 1990-2002 był wojewódzkim kuratorem oświaty w Krakowie, obecnie – nauczyciel akademicki na UJ, autor projektu „Szkoła obywateli”. Autor tekstów w dziale BLOGI RMF 24.

 

Byle jakoś zacząć, a potem? Jakoś pójdzie

- Główny problem jest taki, że zmiany w oświacie zaczyna się od reform strukturalnych. W Finlandii mają jeden z najlepszych systemów edukacji na świecie, a od kilkudziesięciu lat struktura szkolnictwa nie uległa tam zmianie – mówi dr Jerzy Lackowski*.

A to właśnie o strukturę głównie się tu rozchodzi – według minister Anny Zalewskiej zmiany w oświacie należy rozpocząć od likwidacji gimnazjów, bo te się nie sprawdziły. Gdy przeprowadzono reformę w 1999 roku, dr Lackowski pracował jako małopolski kurator oświaty i entuzjastą wprowadzenia gimnazjów rzeczywiście nie był. Ale później przeprowadził badania w 21 małopolskich gminach – okazało się, że gimnazja się sprawdziły. Poprawiły poziom edukacji, zwłaszcza na prowincji.

- To nie od reformy z 1999 roku zaczęły się problemy. Kompletnie zapominamy o jednej rzeczy: zmianie podstawy programowej minister Katarzyny Hall poprzez rozporządzenie z 23.12.2008 roku. Wtedy pojawiła się sytuacja, w której dwa ostatnie lata liceum stały się bardzo sprofilowane. 16-letni człowiek musiał w istocie decydować o swojej przyszłości. Ambitny projekt, ale ludzi trzeba oswoić, przygotować, w tym przypadku szczególnie zabrakło przygotowania nauczycieli. Tymczasem u nas robi się rzeczy natychmiast. Byle zacząć. A potem jakoś pójdzie – wspomina ekspert.

Zamiast pytań – zawierucha

Główny problem polskiej edukacji jest taki, że efekty nauczania są coraz niższe. Ale nikt nie pyta dlaczego. Największy problem stanowi nie struktura, nie podstawa programowa (choć oczywiście jest istotna), ale dramatyczne obniżenie wymagań. Zarówno względem uczniów, jak i nauczycieli. -  Licealista – od 2009 r. – może z oceną niedostateczną być promowany do kolejnej klasy. Wśród argumentów za takim rozwiązaniem pojawiają się takie, że uczeń niepromowany „może poczuć się wykluczony”. A to mity tzw. edukacji demokratycznej – zaznacza dr Lackowski.

Zmian się dokonuje po to, żeby było lepiej. U nas natomiast ludzie odpowiedzialni za oświatę chwytają się ciągle pewnych mitów, często mitów publicystycznych. Nie słuchają niezależnych ekspertów.

Dlaczego Finlandia odnosi takie sukcesy? Bo postawili na nauczycieli i ich kształcenie na wysokim poziomie. Tylko osiem uniwersytetów ma uprawnienia do ich przygotowywania. O jedno miejsce na studiach nauczycielskich stara się kilkunastu kandydatów, studia te są bardzo trudne. W Finlandii nie ma kuratoriów, bo uczeń nie potrzebuje nadzoru wizytatora, jeśli ma odpowiedniego nauczyciela.

protest nauczycieli

Jakiego chcemy mieć absolwenta? Jaki to ma być człowiek? Jak ma być wykształcony? Dopiero po odpowiedziach na te pytania powinniśmy zadawać kolejne – jak i czego go nauczyć. Ale tych pytań w Polsce także prawie nikt nie zadaje. – Czas, w którym mamy młodemu człowiekowi „wbijać” do głowy kwanty wiedzy się skończył. Żyjemy w społeczeństwie informacyjnym, społeczeństwie wiedzy, stąd też trzeba go nauczyć, jak poruszać się po tym świecie. Pokazać, jak się samemu uczyć, jak wykorzystywać wolny czas, wzbudzać zainteresowanie, rozwijać talenty – zaznacza dr Lackowski.

Zamiast stawiania fundamentalnych pytań, prawdopodobnie zacznie się zawierucha – armaty w jednym i drugim okopie po obu stronach sporu. – Wygenerujemy nieszczęście, a jak się zmieni władza, to będzie kolejna reforma. W końcu większość Polaków zacznie organizować edukację domową dla swoich dzieci. Na szczęście w tej materii, mamy bardzo dobre rozwiązania legislacyjne i mam nadzieję, że nie zostaną zmienione – mówi ekspert.

Zatrzymajmy się. Można inaczej

dr Jerzy Lackowski (mat. UJ)
dr Jerzy Lackowski (mat. UJ)

Można działać dla dobra oświaty inaczej. Roztropnie, spokojnie. Tylko pewne kwestie trzeba wyjąć z ram polityki. Eksperci są w stanie to robić bez względu na sympatie polityczne. Jak mówi dr Lackowski, ogromną szansą dla polskiej oświaty są prace nad nową koncepcją akademickiego kształcenia nauczycieli prowadzone pod egidą Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego, wicepremiera Jarosława Gowina. - Pokażmy, jakiego docelowo chcemy nauczyciela i zadajmy pytanie, czy takiego mamy. Obecnie można odnieść wrażenie, że najlepszy nauczyciel to taki, który nie sprawia „kłopotów” swoją zbyt wysokiej jakości pracą. To nie o to chodzi – zauważa ekspert.

- Protestów nie zabraknie. Dlatego kolejna potrzebna rzecz to mediator. Ktoś, kto powiedziałby: zatrzymajmy się na rok, niezależnie od poglądów na reformę. Zróbmy poważne, porządne badania. Zróbmy analizę mocnych i słabych stron, szans i zagrożeń. I razem podejmijmy decyzje. Nie można robić eksperymentów na żywym organizmie – apeluje dr Lackowski. – Polska to nie jest kraj, w którym można coś zmieniać przez nakazy. Trzeba ludzi przekonywać, szanować indywidualizm – dodaje.

Racjonalna rozmowa jest potrzebna. Tym bardziej że w reformie są ciekawe propozycje (niestety pojawiają się na jej obrzeżach), jak próg zdawalności na maturze rozszerzonej, czy 4 klasa szkoły podstawowej jako okres płynnego przejścia dziecka pomiędzy nauczaniem zintegrowanym a przedmiotowym. Ale o szczegółach w tych kwestiach na razie nic nie słychać. Na razie robi się gorąco, a jak rosną emocje, to efekty są, owszem. Negatywne, albo żadne.