Niebezpieczna wizja po wniosku do TK

Paulina Padzik

Gdyby Trybunał stwierdził, że wybór trójki sędziów z 2010 roku był niezgodny z prawem, pojawiłby się taki chaos prawny, że nie bylibyśmy tego w stanie ogarnąć. Nie ma praktyki, która mogłaby nam powiedzieć, jak zachować się w tej sytuacji.

Minister Zbigniew Ziobro złożył wniosek do Trybunału Konstytucyjnego w sprawie zbadania prawidłowości wyboru trzech sędziów TK. Swoją funkcję pełnią już od siedmiu lat. Dlaczego stało się to akurat teraz?

Wniosek dotyczy wybranych 26 listopada 2010 r. sędziów Piotra Tulei, Stanisława Rymara i Andrzeja Wróbla. Ich kadencja trwa do 2019 roku. Prokurator Generalny twierdzi, że zasady wyboru trzech sędziów były niejasne, ponieważ powołano ich za pomocą jednej uchwały. Według Zbigniewa Ziobry sędziowie zostali wybrani grupowo, a więc z naruszeniem zasady indywidualizmu.

Odmiennego zdania jest dr Ryszard Balicki, konstytucjonalista. – Każdy z sędziów został wybrany w głosowaniu i każdy z nich miał inne wyniki, co potwierdza, że były to indywidualne głosowania. Co więcej, do obsadzenia były wtedy cztery miejsca, a zostało wybranych tylko trzech sędziów, mimo że kandydatów było pięciu. Zarzut postawiony we wniosku ministra Ziobry wydaje się więc chybiony – ocenia Balicki.

Głosowanie na sędziów przedstawiało się następująco:

  • sędzia Tuleja zdobył 348 głosów (poparli go także posłowie PiS);
  • sędzia Rymar – 203 głosy;
  • sędzia Zubika – 200 głosów.

Do Trybunału nie została wybrana Krystyna Pawłowicz (160 głosów) oraz Andrzej Wróbel (35 głosów).

Być może minister Ziobro zapomniał, że w roku 2006, czyli za rządów Prawa i Sprawiedliwości, sędziowie Trybunały Konstytucyjnego zostali wybrani dokładnie w takim samym trybie, a więc za pomocą jednej uchwały.

Co dziwne, objaśnienie takiej procedury znajduje się w samym uzasadnieniu wniosku, który Ziobro złożył:

„O naruszeniu zasady indywidualnego wyboru nie można natomiast mówić, gdy Sejm na jednym posiedzeniu dokonuje obsadzenia kilku zwalniających się stanowisk sędziowskich, o ile nad każdą kandydaturą przeprowadzane jest odrębne glosowanie. Stanowisko sędziego obejmują zatem te osoby, które uzyskały ustawowo wymaganą większość głosów, a w razie gdyby w toku procedur wyborczych bezwzględną większość głosów uzyskało więcej kandydatów, niż istniało wolnych miejsc do obsadzenia, to sędziami zostają wybrane osoby, które uzyskały największą liczbę głosów.”

Przytoczone we wniosku wyjaśnienie jest autorstwa Andrzeja Mączyńskiego – sędziego Trybunału Konstytucyjnego w stanie spoczynku oraz Jana Podkowika, prawnika i konstytucjonalisty.

Zarzut stawiany przez ministra Ziobrę dotyczy także daty kadencji sędziów. Wniosek opisuje, że „data kadencji została wyznaczona wspólnie dla trzech sędziów, nie została więc zindywidualizowana.”

Co na to konstytucjonalista? – Kadencja całej trójki rozpoczynała się jednego dnia, bo wtedy kończyła się kadencja sędziów odchodzących. Nie ma tutaj żadnego naruszenia prawa. Gdyby uchwały były indywidualne, to ta sama data znalazłaby się w każdym z zapisów przy wybranym sędzi – mówi dr Balicki.

Trybunał nie orzeka w sprawie uchwał

Jeszcze rok temu Zbigniew Ziobro utrzymywał, że Trybunał nie zajmuje się uchwałami – w jego kompetencji nie leży orzekanie nad ich legalnością. Prokurator stwierdził wówczas, że „każdy student prawa wie, że Trybunał nie jest kompetentny, by orzekać w sprawie uchwał”.

Minister wyśmiewał wówczas podobne wnioski, które do TK składali inni posłowie. Sam zresztą wspomniał we wniosku, że „w swoim dotychczasowym orzecznictwie Trybunał dopuszczał kontrolę niektórych uchwał Sejmu pod kątem ich zgodności z Konstytucją RP.”

Zwracam uwagę, że w 2015 roku sprawa była trochę bardziej skomplikowana, bo ówczesne wnioski, które zostały złożone, obejmowały dwa pakiety uchwał: zarówno o wyborze, jak i też uchwały na mocy której Sejm stwierdzał nieważność wyboru dokonanego przez Sejm poprzedniej kadencji – mówi dr Balicki. – Wtedy w doktrynie pojawiały się głosy, że być może te uchwały stwierdzające wygaśnięcie mandatów poprzednich sędziów, powinny zostać rozpatrzone przez TK. I nawet wtedy, pomimo tych zgłaszanych wątpliwości, TK uznał, że z Konstytucji nie wynika podstawa do tego, żeby kontrolował uchwały – dodaje.

Skoro więc TK całkiem niedawno orzekł, że w jego kompetencji nie leży orzekanie nad uchwałami, a minister Ziobro doskonale o tym wie, to po co złożył wniosek?

Cel: usunąć trzech sędziów TK?

W tym momencie w Trybunale zasiada dziewięciu sędziów wybranych za kadencji PO. Pełny skład liczy 15 sędziów, a więc sześciu z nich pochodzi z ramienia PiS. Ewentualne usunięcie tych trzech sędziów, którzy znaleźli się we wniosku, przeważyłoby szalę na korzyść partii rządzącej. Sejm musiałby bowiem powołać nowych sędziów. Nie ma wątpliwości, że pochodziliby oni z ramienia PiS.

Czy ministrowi chodzi o usunięcie trzech, jego zdaniem, nielegalnie wybranych sędziów Trybunału Konstytucyjnego? – Trudno mi to oceniać, natomiast efekty złożenia tego wniosku mogą być dwojakie: z jednej strony efekt mrożący, czyli żeby ci sędziowie, co do których wniosek został złożony, nie byli powoływani w składzie orzekającym, a z drugiej – zalegalizowanie tzw. sędziów dublerów, czyli formuła legalizacyjna obecnego składu konstytucyjnego – twierdzi konstytucjonalista.

W kwestii usunięcia sędziów ze swoich stanowisk, automatycznie nasuwa się kolejne pytanie – czy ich orzeczenia stałyby się nieważne? We wniosku zostało wyraźnie zaznaczone, że „(…) dyskusyjna jest więc legitymacja wymienionych osób do zasiadania w składzie Trybunału Konstytucyjnego, a składy orzekające z ich udziałem można uznać za niezgodne z prawem. W konsekwencji, orzeczenia wydane przez takie składy mogą być uznane za wadliwe, a takie nie powinny funkcjonować w polskim porządku prawnym. (…)”

- Gdyby TK stwierdził, że wybór trójki sędziów z 2010 roku był niezgodny z prawem, pojawiłby się taki chaos prawny, że nie bylibyśmy tego w stanie ogarnąć. Nie ma praktyki, która mogłaby nam powiedzieć, jak zachować się w tej sytuacji – twierdzi dr Balicki.

 Niebezpieczna wizja

Co ciekawe, wątpliwości co do wniosku wyraził sam prezes Kaczyński. Mocniej na ten temat wypowiadają się posłowie opozycji, którzy twierdzą, że działanie ministra Ziobry jest pokazaniem zakresu „władzy” oraz kompromitacją.

Kreśląc czarny scenariusz, można dojść do wniosku, że przejęty Trybunał Konstytucyjny, z p.o. prezes Julią Przyłębską na czele, uzna, iż sędziowie rzeczywiście nie powinni być uznani za sędziów TK. Stąd już tylko jeden krok do unieważniania kolejnych uchwał, przyjętych przez Sejm. Byłaby to wizja niebezpieczna dla Polski, ponieważ uchwałami powoływani są chociażby Rzecznik Praw Obywatelskich czy prezes NIK.

Trybunał Konstytucyjny mógłby zatem zostać wykorzystany do „pozbycia się” niewygodnych urzędników, którzy pełnią swoje kadencje przez kilka kolejnych lat. Oznacza to, że mogą kontrolować partię rządzącą. Gdyby jednak TK orzekł, że procedura powołania prezesa NIK czy RPO była nieprawidłowa, te instytucje kontrole znikną.