Nieznośny ciężar kaca

Andrzej Drobik

Płakać mi się chce, bo zrozumiałem, że Polska podzielona jest znacznie głębiej niż myślałem. Że to nie tylko gierki polityków, że faktycznie jesteśmy rozdarci. Na patriotów i zdrajców. Na media reżimowe i te wolnego słowa. Na krótkowzrocznych idiotów omamionych ideą humanitaryzmu i na ludzi roztropnych, którzy wiedzą do czego to prowadzi.

Smuci mnie dzisiaj świat, Polska, miasteczko w którym żyję, bo przestaję czuć się tu dobrze. Depresji być może nie mam, ale poczucie permanentnego kaca moralnego nie opuszcza mnie od dłuższego czasu.

Smuci mnie to, że z kraju rozkradzionego przez polityków, Brukselę i wielkie korporacje, znowu przekształcamy się w Mesjasza Narodów. A pomiędzy tym nie ma nic, albo jest niewiele.

Martwią mnie słowa o Przedmurzu Chrześcijaństwa, kiedy słowa te mówią ludzie dla których historia zaczyna się i kończy na potędze Polski, zdradach zachodu i tym czy ktoś, kiedyś, był Bolkiem, czy nie.

Wkurza mnie spotykana na ulicy kobieta, która od lat powtarza mi, żebym wrócił do Wspólnoty, bo nawet dla takich jak ja jest tam miejsce. Teraz mówi, że dla Nich ta Wspólnota jest zamknięta. Amen.

Męczą mnie polscy emigranci, którzy gdzieś z Londynu głośno krzyczą, że trzeba Ich zatrzymać, bo nic dobrego z tego nie wyniknie. Bo getta, asymilacja, bo gospodarka i kultura. To męczy mnie szczególnie, bo sam kiedyś byłem na zmywaku, sam byłem w tysiącach przybywających gdzieś tam na wyspy i mimo tego, że kolor skóry miałem ten sam, to i tak byłem inny. Też wtedy żyłem w polskich gettach, które nie były w stanie się zasymilować i w dużej mierze nie są w stanie do dzisiaj, choć minęła już dekada.

Dziwię się, bo myślałem, że otwarcie na świat, jakieś tam egzotyczne wakacje i tanie loty pozwoliły nam dostrzec Innego z ludzką twarzą, a nie tylko barbarzyńcę, który uporczywie stara się wedrzeć do lepszego świata i zniszczyć tysiącletnie państwo Polskie i najwspanialszą w dziejach europejską cywilizację opartą na chrześcijańskich fundamentach.

Śmieszy mnie trochę (choć przez łzy), wyedukowane społeczeństwo, które bez żadnych wątpliwości udostępnia na swoich profilach informacje o znalezionych w tłumie terrorystach, o rzucających kałem w autobusy dzikusach, o ojcu, który dla zębów poświęcił syna. Bo przecież udostępnić jest tak łatwo.

Płakać mi się chce, bo zrozumiałem, że Polska podzielona jest znacznie głębiej niż myślałem. Że to nie tylko gierki polityków, że faktycznie jesteśmy rozdarci. Na patriotów i zdrajców. Na media reżimowe (które manipulują, bo pokazują zdjęcia małych dzieci) i te wolnego słowa. (Oczywiście to, jakie media czytamy, łatwo szufladkuje nas wśród Patriotów bądź zdrajców/lewaków/lemingów/pedałów itp.) Na krótkowzrocznych idiotów omamionych ideą humanitaryzmu i na ludzi roztropnych, którzy wiedzą do czego to prowadzi.

Od dłuższego czasu jestem na kacu. To jakby się rano budzić i zorientować się, że na tej imprezie coś poszło nie tak. Problem w tym, że ta impreza to mój kraj. Mam kaca, zwyczajnie – rzygać mi się chce.

Śledź Andrzeja Drobika na Facebooku!