O nas

Witold Bereś – redaktor naczelny

beres

Rocznik 1960. Pierwsza książka mego autorstwa (lat 5) nosiła tytuł „Kżyżacy zginoł” i niewątpliwie garściami czerpała z Sienkiewicza. Druga (lat 8) powstała już w trzech egzemplarzach przepisywanych przez kalkę na maszynie i zwała się „Inspektor Riisc prowadzi śledztwo”. Trzecia (lat 13) powstawała już tylko w rękopisie, ale miała najwięcej czytelników – opowiadała o życiu zwykłego obywatela, który nie je, nie pije, nie chodzi do pracy, lecz tylko uprawia seks.

Nie wiedzieć czemu, gdy dorosłem zarzuciłem tematykę literacką sensu stricte i wziąłem się za literaturę faktu, dziennikarstwo oraz produkcję filmów.

Ale nie opuszcza mnie marzenie, że kiedyś wrócę do źródeł : )

Janusz Schwertner – zastępca redaktora naczelnego

schplmsmale

Rocznik 1992. W przeciwieństwie do mojego szefa, na pierwszy tekst o seksie zdecydowałem się, gdy byłem już pełnoletni. Z intymnego wywiadu z moją bohaterką wyszedłem z życiową nauką: bardzo dużo można dowiedzieć się, gdy rozmówca ci ufa; ale jeszcze więcej – gdy zgadza się wypić z tobą dwie butelki wina. Wcześniej pisałem głównie o rycerzach i Indianach; redagowałem także gazetę domową,którą sprzedawałem rodzicom, bratu i siostrze. Informacje, jakie im dostarczałem, nie były wstrząsające. Pisałem np. o tym, że boli mnie głowa.

Gdy dorosnę, chciałbym nauczyć się pisać o pięknie i miłości. Na razie wolę o gangsterach, skazańcach i o tych, którym w życiu parę razy powinęła się noga.

 

Anita Bugajska – sekretarz redakcji 

anita

Rocznik 1992. Kiedyś na spotkaniu autorskim całowałam Sławomira Mrożka – za jego uprzednią zgodą, oczywiście. Miałam okazję być na najdziwniejszym festiwalu filmowym na świecie – na Białorusi, w Hlybokaje, kilka godzin drogi od Mińska. Kiedyś to opiszę. Gdy pracowałam w produkcji imprez kulturalnych, o 3 w nocy w Warszawie szukałam miejsca, w którym uda się włożyć w perłową (!) okładkę scenariusz dla Pawła Deląga. Bez wahania biorę się za rzeczy niemożliwe – ręka mi drżała tylko przy prasowaniu jedwabnej sukni Anny Dymnej. Zdarzyło mi się też oprowadzać po krakowskiej wystawie „Stanley Kubrick”, we własnoręcznie zrobionej koszuli z Mechanicznej pomarańczy i okularach z plakatu Lolity. Przez chwilę właściwie mieszkałam w muzeum. Spotyka mnie dużo różnych, ciekawych przypadków, choć tak naprawdę chciałabym mieć wszystko zaplanowane. Moja miłość: Piotr Fronczewski. Codziennie przed snem słucham jego głosu.

Daniel Olczykowski, redaktor prowadzący

Rocznik 1991. Przygodę z dziennikarstwem rozpocząłem w dniu, w którym tata wyciągnął z szafy plastikowe czerwone literki. Cały ciąg dalszy jest jedynie prostą konsekwencją. Mój pierwszy tekst traktował o tym, że gdyby na naszej planecie wylądował brzydki, niechciany przez nikogo kosmita, to bym go wziął i się z nim zaprzyjaźnił. Pani mówiła na wywiadówce, że się wzruszyła. To była najlepsza rzecz, jaką dotychczas napisałem.

Na konkursach recytatorskich nauczyłem się, że opinia innych na Twój temat nie jest czymś, przez co warto płakać. Parę lat później zrozumiałem, że prawda jest nie mniej ważna niż koledzy. Dzisiaj wiem, że miałem wtedy rację.

Chciałbym do końca zachować w sobie ciekawość dziecka. Teraz też zaprosiłbym tego brzydkiego kosmitę do siebie.

Joanna Bąk  redaktor, dziennikarka

Rocznik 1993. Od malutkiego dziadzio czytał mi książki. Zaczynaliśmy na Disneyu, przeszliśmy przez każdą część „Ani z Zielonego Wzgórza”, a skończyliśmy na ambitnej literaturze faktu.  Miałam wtedy około 10 lat i stwierdziłam, że sama też potrafię taką książkę napisać. Zaczęłam jednak od pamiętnika, który w mojej szufladzie leży do dzisiaj.  Leży tam razem z każdym kolejnym opowiadaniem, reportażem, czy pierwszym wywiadem, który przeprowadziłam z dziadkiem właśnie. Nazbierało się tego sporo,  jednak razem z miejscem w szufladzie skończyła się też moja wena. Przestałam pisać i oddałam się tanecznej pasji, by po kilku latach zaangażować się w odważne, czyli „pozaszufladowe” dziennikarstwo.

Moim pierwszym opublikowanym tekstem było „Wspomnienie z Powstania”, czyli opowieść mojego dziadka o Powstaniu Warszawskim.  To wtedy zrozumiałam, że moje teksty będą opierać się na tym, czego nauczył mnie On-  na słuchaniu innych.  Od tamtej pory słucham ludzi i z czasem z lepszym, a czasem z gorszym skutkiem,  przelewam ich historie na papier. Na co dzień najbardziej na świecie kocham czytać o Himalajach, gubić się w różnych miejscach na całym świecie i udawać, że umiem gotować.

Szymon Piegza, redaktor, szef działu kultura

Rocznik 1992. Przedstawiciel pierwszego pokolenia urodzonego w wolnej Polsce.  Piszę odkąd skończyłem 5 lat, z różnymi skutkami. Publikowałem trochę tu i trochę tam. W międzyczasie wyprodukowałem kilka krótkometrażowych filmów dokumentalnych, które za głodową stawkę odsprzedałem TVP. Kocham polski rock&roll, dobre książki i piłkę nożną – z wypiekami oglądam każdy mecz polskiej reprezentacji, po czym gardzę sam sobą. Jako dziennikarz szukam człowieka w człowieku.

Karolina Gawlik, dziennikarka

12571294_1030955896960646_84184664_n

Rocznik 1992. Pierwszy w życiu wywiad przeprowadziłam w przedszkolu. Z plastikowym mikrofonem pytałam działkowców, jak w tym roku rośnie agrest. Chętnie mnie wpuszczali, częstowali ciastkiem i opowiadali – nie tylko o agreście. Już wtedy odkryłam, że jest taki zawód, który polega na słuchaniu ludzi i że jeśli go będę wykonywać, już nigdy w życiu nie będę musiała pracować.

Później chciałam być Haliną Poświatowską, czego owocem były piosenki o nieszczęśliwej miłości. Na drodze poetyckiej kariery stanęła mi nauczycielka geografii. Powiedziała, że jeśli ktoś z mojej klasy zostanie dziennikarzem, to urośnie jej kaktus na ręce. Wzięłam na siebie tę odpowiedzialność. Niedługo potem odkryłam, że dziennikarz musi być czasem wkurzony na świat.

Marzy mi się napisanie tekstu, który zmieni czyjeś życie o 180 stopni. Prywatnie ostatnie oszczędności wydaję na koncerty, kolekcjonuję pingwiny i lubię patrzeć w gwiazdy. Wszechświat jest super, że wybrał dla mnie Kraków.

 

*

Polska ma dla nas Sens, bo…

Iga Dzieciuchowicz: Polska ma sens? Czasem myślę, że to chwytliwy oksymoron, dzięki któremu szybko i łatwo można wyciągnąć pieniądze na różne dziwne projekty z wielu instytucji. Dopadają mnie w życiu całe okresy, podczas których z rozpaczą stwierdzam, że Polska nie ma sensu – w trakcie czytania artykułów w gazetach pierwszymi moimi słowami często są te, które jako ostatnie zapisały się na czarnych skrzynkach tupolewa. W Polska Ma Sens jestem po to, by przekonać się, że zwyczajnie po polsku – przesadzam.

Gaja Grzegorzewska: Polska nie byłaby taka fajna i nie miała by większego sensu gdyby nie ludzie którzy tu mieszkają. Nie znam innego narodu, który miałby takie fajne poczucie humoru często abstrakcyjne, czasami czarne i gorzkie, ale na pewno wyjątkowe.

Justyna Kopińska: … ponieważ wierzę, że istnieje scenariusz, który łączy wszystkie historie ludzi, a ja mogę próbować je zrozumieć i opisać. Świat ma także sens, bo jak mówił Kieślowski „od przypadku bardziej zależy to jaką drogą idziemy, niż kim jesteśmy”. Mamy nieskończoną ilość dróg i możliwości i tylko od nas zależy, jakich „siebie” na nich odnajdziemy.

Joanna Podsadecka: …bo są górale z tym ich głębokim przekonaniem, że „honor to jest ważna rzecz” :)

Marta Zielińska: Polska (świat) ma sens, bo: …możesz są kreować, zmieniać, realizować – tym samym siebie… jest niezależna = możesz być niezależny…jest wolna

Witold Bereś: Nie chodzi o to, że żyjemy w zachwycie i nieustannym optymizmie: mówię tak nawet wtedy, jak coś się nie udaje. Nie odliczam złych chwil, tylko z zachwytem konstatuję: Boże, dobry Boże, ile mam dobrych dni. Szklankę zawsze mam aż w połowie pełną, a nie narzekam, że znowu ktoś nam aż połowę wypił.

Krzysztof Burnetko: … tu się urodziłem ja (i mój syn), tu przeżyłem kilka dziesiątków lat (w tym pięknych chwil), tu wciąż mieszkam; … mimo trudnej historii i wielu niemądrych rodaków, czasem się tu coś niektórym udaje; … paru mądrych – i ważnych dla mnie – ludzie starało się, by miała sens

Andrzej Duda: Po powrocie do rodzinnego Londynu po kilku latach spędzonych w Polsce, pewien znajomy Brytyjczyk, rzucił swoim przyjaciołom (podróżnikom!) ni mniej, ni więcej:
„Jeśli nie byliście w Polsce – nie byliście nigdzie!”. I choć powtarzane przez owego Brytyjczyka hasło, że „nigdzie indziej na świecie nie użyjesz słowa <unbelievable> tak często, jak w Polsce”, może być przez niektórych traktowane jako nie najlepsze świadectwo, ja wiem, że jest inaczej.

Tomasz Janowski: Podobno Polska zmienia się szybciej niż inne kraje. U nas stale jest napięcie i ferment, dyskusje i emocje. Szukamy i błądzimy, próbujemy i zmieniamy, często chaotycznie, bez głowy. Zawsze z sercem.

Kuba Olech: … gdy nie tłucze się ludziom do głowy zdań i postaw, których oni nie wyznają, tudzież je olewają; … gdy jak coś zrobią to im za to za to uczciwie zapłacą, a oni niejednokrotnie nawet coś odłożą;…gdy częściej z natury i przekonania wierzą, że faktycznie MA SENS.

Tomasz Schimscheiner: Świat ma sens? Kiedy patrzę na moje córki, kiedy wychodzę z teatru i czuję z widownią rodzaj jedności, kiedy w malinach przytulam się do brzucha kobiety, kiedy w ogóle przytulam się do brzucha kobiety, kiedy mam wrażenie, że jestem o krok od poznania prawdy, kiedy w meczu z 18 metrów strzelam w „okienko”, kiedy pomagam obcemu znaleźć drogę do domu, kiedy obcy pomaga mi znaleźć drogę do domu, kiedy widzę Sharon Stone w „Nagim instynkcie”, kiedy jem karmelowy baton „Pawełek”, kiedy mam pełno w portfelu, kiedy mam pusto w portfelu, kiedy tęsknię, kiedy kocham, kiedy nienawidzę, kiedy słucham oddechu śpiącego dziecka, kiedy słucham oddechu śpiącej kobiety, kiedy przypomina mi się pewien wiersz Borgesa: „…za sztukę przyjaźni, / …za słowa, które pewnego zmierzchu wypowiedziano / z jednego krzyża do drugiego krzyża, / …za pręgi tygrysa, / …za mowę, która jest w stanie udawać mądrość…”.
I tak dalej…

Artur Więcek: To bardziej hasło-marzenie niż opis rzeczywistości. Pragnienie i cel, do którego dążymy. Hasło to odsłania nasz stan ducha, oddaje sposób i charakter myślenia, określa typ wrażliwości. Jest krótkim sygnałem, kodem, skierowanym do podobnych nam ludzi, którzy chcieliby i mogli się z nim utożsamić. Wokół tego hasła-kodu powinni się więc grupować ludzie aktywni, twórczy, pozytywnie myślący i kreatywni, ludzie wolni.