Odejście Krzyśka Millera

Witold Bereś

Krzysztof Miller zmarł tragicznie 9 września 2016 roku

… na pewno nie ma sensu.

I nie pomoże powtarzanie mantry, że wszystko ma jakiś boski plan.
Krzysiek był przyjacielem mnóstwa ludzi, na pewno – przyjacielem naszej grupki skupionej wokół portalu Polska ma Sens. Zresztą – myślę, że mogę powiedzieć, że i mnie uważał za swego przyjaciela.
Ja na pewno tak o nim myślałem.
Każde odejście boli, zbyt wczesne – zwłaszcza, a odejście przyjaciela – boli do potęgi.
W dodatku Krzysiek był z innej epoki. Z czasów dziennikarstwa zasad, a nie kasy. Dziennikarstwa wierności ideałom, a nie słupkom oglądalności. Solidarności ze słabszymi, a nie sitwy z kumplami.
I takie też dziennikarstwo uprawiał.
I, poza jego chorobą, tak – chorobą, to właśnie go dręczyło najbardziej: nieprzystawalność dzisiejszego świata kliknięć i plotka, to świata prawdziwych ludzi.
Rozumiem więc jego wnerw na te czasy, rozumiem.
Ale nie rozumiem dlaczego nie umieliśmy mu pomóc.
A gdy wściekam się, że coraz mniej ludzi, z którymi mogę pogadać o miałkości mediów dzisiejszych, najbardziej mnie wkurza, że go nie usłyszę – żartobliwego i mądrego – w telefonie.
– Bereś? Co ty tam… kurna… robisz?
Krzychu, zadzwoń.