Orły 2016 wylądowały!

Dominik Jedliński (autor bloga filmbuk.weebly.com)

Nie bez echa przeszły także ostatnie zawirowania z upolitycznieniem audycji „Idy”. Małgorzata Szumowska przekonywała, że „kino było zawsze i jest przestrzenią wolności”. Słowa te miały jeszcze większe znaczenie, ponieważ na widowni był obecny minister kultury i dziedzictwa narodowego Piotr Gliński.

 

Najlepszym filmem według Polskiej Akademii Filmowej zostało uznane „Body/Ciało”. Film Małgorzaty Szumowskiej triumfował również w trzech innych kategoriach. Podczas gali nie zabrakło także politycznych akcentów.

Tegoroczna, osiemnasta już gala wręczenia Polskich Nagród Filmowych Orły pokazała, że jej organizacja pozostawia wiele do życzenia. Po raz kolejny utwierdziła także w przekonaniu, że oprócz Macieja Stuhra nie ma godnego następcy do prowadzenia tej imprezy. Imprezy, która ze względu na swoją powagę i dostojność, powinna być prowadzona przez osobę, która wyczuje atmosferę na sali i wtedy, kiedy trzeba ją albo rozluźni, albo zażegna realizacyjny kryzys tak, że nikt nie będzie sobie zdawał z tego sprawy. Zresztą balansująca na granicy poprawności politycznej zapowiedź laureatki Orła za najlepszą drugoplanową rolę kobiecą, którą wygłosił Stuhr, jest idealnym przykładem tego, że bez jego magnetyzmu ceremonii brakuje po prostu charakteru i stylu.

Co prawda niewybredne, nieco wulgarne żarty i dowcipy z konkretnych osób i sytuacji to stały punkt programu na wielkich galach w Stanach Zjednoczonych (wystarczy wspomnieć tutaj Setha MacFarlane’a na Oscarachc zy Ricky’ego Gervaisa podczas Złotych Globów), ale trzeba przyznać, że występ MichałaSufina, na co dzień satyryka i scenarzysty znanego z „Klubu Komediowego”, a ostatnio – z „Komediowej Sceny Dwójki”, zamiast wnieść nieco świeżości i pazura, okazał się kompletnym niewypałem.Suche żarty wywoływały na twarzach zgromadzonej publiki nie tylko grymasy konsternacji i zażenowania, ale także doprowadziły do pomruków niezadowolenia i salw gwizdów.

Na taki, a nie inny odbiór gali wpływają także małe szczególiki. Jak chociażby ilość przygotowanych dla zwycięzców statuetek. Najlepiej widać to było w momencie, kiedy 85-letni Andrzej Szenajch wraz z Dorotą Roqueploodbierał nagrodę za kostiumy do „Hiszpanki”. Duet kostiumologów otrzymał tylko jedną statuetkę, co Roqueplo sprytnie wytknęła organizatorom,stwierdzając, że podzielą się Orłem na pół. Rok rocznie brakuje mi także paru żartobliwych zdań od zapowiadających wyniki poszczególnych kategorii. Większość gwiazd po prostu podchodzi do mikrofonu, otwiera koperty i prezentuje laureatów, przyczyniając się do wizerunku gali jako prostego, nic nie wnoszącego odczytu zwycięzców i przegranych. No i była jeszcze ta okropna muzyka, która miała ukryć krępującą ciszę, którą powodowały nieudane żarty prowadzącego.

Podczas wręczenia Orłów 2016 nie zabrakło również bardzo ważnych gestów. Filmowcy i zgromadzona na sali publiczność zaapelowała o uwolnienie ukraińskiego reżysera Olega Sencowa, skazanego na 20 lat pod zarzutem planowania działań terrorystycznych. „Dorosłość to odpowiedzialność. Polskie środowisko jest odpowiedzialne za wolność słowa – powiedział Dariusz Jabłoński” – pomysłodawca i Prezydent Polskiej Akademii Filmowej.

Kiedy więc zebrani na widowni goście gali podnieśli kartki z napisem „Jestem Oleg Sencow”, w powietrzu dało się poczuć duch solidarności i niezwykła moc, która wzywała do zaakceptowania, że sztuka tylko wtedy jest sztuką, kiedy jest wolna, niezależna i nieograniczana cenzurą.

Nie bez echa przeszły także ostatnie zawirowania z upolitycznieniem audycji „Idy”. Małgorzata Szumowska przekonywała, że „kino było zawsze i jest przestrzenią wolności”. Słowa te miały jeszcze większe znaczenie, ponieważ na widowni był obecny minister kultury i dziedzictwa narodowego Piotr Gliński.

Co do werdyktów. Największym triumfatorem „polskich Oscarów” okazał się film „Body/Ciało”, który nie tylko uznano najlepszym filmem, ale wyróżniono również za reżyserię, główną rolę kobiecą (Maja Ostaszewska) i główną rolę męską (Janusz Gajos). Cała gala potwierdziła natomiast, że istnieje jeden fakt, którego Hollywood powinno uczyć się od nas. Ten rok w polskiej kinematografii okazał się bowiem wielkim triumfem kina kobiecego. Ze statuetkami do domu wróciły m.in. Agnieszka Smoczyńska (odkrycie roku– Córki dancingu) czy Kinga Dębska (trzy nagrody: najlepszy scenariusz i nagroda publiczności dla„Moich córek krów oraz najlepszy film dokumentalny za „Aktorkę”). No i oczywiście Małgorzata Szumowska, która swoim Body/Ciało zrobiła szum nie tylko w Polsce, ale również zagranicą, a ostatnio była członkinią jury na festiwalu w Berlinie, które przyznało statuetkę między innymi Tomaszowi Wasilewskiemu.