Ostatnie tchnienie Aleppo

Joanna Bąk

To już są zgliszcza. Przypominają Warszawę po powstaniu. Na waszą tragedię świat zamknął oczy. Teraz nikt nie kiwnął palcem, by pomóc Aleppo.

 

kurdish_refugees_aleppo_syria

 

Hiwa Abdullah miał 14 lat, gdy ojciec zaciągnął go do kurdyjskiej partyzantki. Walczyli o swoje państwo i własne szkolnictwo. Wtedy pierwszy raz trzymał w rękach broń. Mówi, że brzydził się na samą myśl, że miałby pociągnąć za spust.

Walka skończyła się niepowodzeniem. Przywódcę partyzantki skazano na śmierć, gdy udowodniono, że wojna domowa pociągnęła za sobą 30 tysięcy ofiar. Hiwa skończył ją ze swoim własnym sukcesem. Nie zabił nikogo. Wrócił cały i zdrowy. Z wojny ocalał także jego ojciec. Choć z ogromną raną postrzałową. Umierał przez kilka miesięcy, a Hiwa patrzył na jego cierpienie. Wył ze złości i z bólu. Był tylko biernym obserwatorem. Choć z perspektywy czasu docenia jedno. Zdążyli się pożegnać. Po pogrzebie taty, Hiwa wraz z mamą i dwoma siostrami wyjechali do Iranu.

Tam Hiwa mógł się rozwijać. Dostał się na studia i skończył medycynę. To, że został lekarzem, uratowało życie jego matce. Ucierpiała w  samobójczym zamachu na targowisku. Resztki śrub i metalowych części wbiły jej się w nogę. Hiwa rozciął skórę nożem kuchennym i precyzyjnie wyciągnął wszystkie odłamki. W jego głowie kotłowała się myśl, by zrobić coś więcej, by pomóc nie tylko najbliższym. Zatrudnił się w dziecięcym szpitalu onkologicznym. Leczył nowotwory i złamane serca. Bo większość dzieci, które już trafiały do szpitala, były sierotami.

Był dla nich ojcem, bratem i Aniołem Stróżem. Każdy dzień rozpoczynał tak samo – od zabawy, bo uważał, że bez uśmiechu nie jest się w stanie pokonać nawet przeziębienia. Nie załamywały go porażki. Był odporny na tragedię. Dlatego w 2013 roku dostał propozycję od Boga.

„Wyjedziesz do szpitalu dziecięcego w Aleppo” – powiedział jego przełożony. Hiwa nie odpowiedział od razu. Poszedł do meczetu i długo się modlił. Dopiero po kilku godzinach stwierdził, że da radę i wystarczy mu sił.

Wyzwanie od Boga

Aleppo nie było dla niego zadaniem. Było czymś więcej. „Wyzwaniem od Boga” – tak to nazwał. Uważał, że Bóg chciał mu pokazać jak wygląda piekło, by żył dobrze.
Szpital już na początku nie przypominał tego z Iranu. Jednak najtrudniej było się przyzwyczaić do nagłej śmierci. Na ratunek nie miał już kilku miesięcy, a czasem po prostu kilka minut. Tydzień czasu zajęło mu przyzwyczajenie się do strzałów i wybuchów. Do teraz ma łzy w oczach, gdy wspomina szpital.

Nie bał się o własne życie.  Chyba po raz pierwszy. Bał się, że nie wypełni misji Boga. Że zawiedzie zaufanie innych lekarzy, którzy pracowali tam znacznie dłużej i ciężej niż on. Chciał im dorównać. Pracowali ramię w ramię po kilkadziesiąt godzin bez przerwy. Kładli się spać na zmianę i znów wstawali prosto do pracy.  Nie mieli czasu na nic innego. Nie wychodzili na zewnątrz. Modlili się przy stole operacyjnym. Do różnych bogów i w różnych językach. Hiwa nie rozumiał czym jest to niezrozumienie dla Islamu. W obliczu tragedii wszyscy byli równi i wszyscy cierpieli tak samo.

Hiwa nie chce opisywać, jak wyglądała walka o życie. Nie powiedział również, w jakich odbywała się warunkach. Gdy ktoś pyta go, jak tam jest i dlaczego pomaga w Syrii, każe sobie wyobrazić pewien obraz.

„Pomyślcie, że Wasze dziecko każdego dnia walczy o życie w ruletce. Wiecie, że i tak umrze od niewiarygodnego bólu. Bo tak umiera się od bomby. A jeśli przetrwa ostrzał, może się przez wiele godzin dusić pod gruzami. To, że przetrwa wojnę jest praktycznie nierealne. Czy teraz nie pomógłbyś?”.

zaatari_refugee_camp_jordan_3

Wojna ma dla Hiwy obraz dziecka. Choć jego wiara tego zabrania, Hiwa życzy wszystkim zmarłym dzieciom drugiego życia. By mogły obudzić się w ciepłym domu, gdzie mama poda im śniadanie, gdzie w ogóle maja mamę.  Podczas swojej misji w Aleppo Hiwa uratował około 80 dzieci. Uważał, że to za mało. Miał do siebie pretensje. Nie mógł wytrzymać psychicznie kolejnych dni. Wrócił do Iranu, gdzie wykłada na uczelni. Namawia do pomocy.

Jeszcze kilka miesięcy temu sposobów na pomoc było kilka. Można było ratować życie większości uciekinierów. Można było sprowadzić opiekę medyczną i niezbędne leki. Teraz szpital, w którym pracował nie istnieje. Część miasta, która byłą ostoją dla większości sierot została zburzona.  „Dzieci miały tam swój rewir. Starsze opiekowały się niemowlakami. Lekarze nazywali to miejsce wioską sierot i miejscem, które dodawało im sił. To tam tliła się nadzieja. Teraz zgasła, bo tego miejsca już nie ma” – mówi Hiwa.

Po ostatnich wydarzeniach to, co pozostało z Aleppo to już są zgliszcza. „Przypominają waszą Warszawę po powstaniu. Na waszą tragedię świat zamknął oczy. Teraz nikt nie kiwnął palcem, by pomóc Aleppo” – mówi.

To, że Aleppo wydobywa z siebie ostatnie tchnienie nie oznacza jednak, że nie potrzebuje pomocy. Hiwa podkreśla, że tam wciąż tli się życie o które warto walczyć.

TWÓJ GŁOS MA SENS!

Poniżej prezentujemy listę fundacji, które na co dzień wciąż pomagają mieszkańcom Aleppo:

http://www.pah.org.pl/nasze-dzialania/3/5523/nasze_dzialania_w_syrii

Polska Akcja Humanitarna – działa w 50 obozach dla uchodźców wewnętrznych w Syrii.

https://mydonate.bt.com/events/icu/337171

Zbiórka pieniędzy dla pracujących w Aleppo i okolicach lekarzy

https://peoplesmillion.whitehelmets.org/act/peoples-million/?source=whweb

Obrona cywilna – „Białe chełmy”. Organizacja tzw. Białe Hełmy to ratownicy, działający na rebelianckich terenach w Syrii.

http://www.ifrc.org/syria-crisis

Międzynarodowy Czerwony Krzyż i Czerwony Półksiężyc – organizują pomoc humanitarną dla Syrii

http://www.doctorswithoutborders.org/country-region/syria

Organizacja prowadzi i finansuje kilkadziesiąt szpitali w Syrii.

https://www.wfp.org/emergencies/syria

Światowy Program Żywnościowy

 https://www.rescue.org/country/syria

Międzynarodowy Komitet Ratunkowy zapewnia szeroką pomoc dla uchodźców.

 http://www.wolnasyria.org/

Polska fundacja „Wolna Syria”. Pomaga mieszkańcom Syrii.

http://www.caritas.pl/caritas-z-pomoca-aleppo/

Caritas wspiera 150 rodzin w Syrii.