Paskudne białe święta

Beata Piskorz

Tamtego roku było mi bardzo żal cioci. Uznałam, że nie dostała żadnego prezentu, bo Aniołek na pewno nie zostawiłby niczego pod tak paskudnym drzewkiem. Skąd mogłam przypuszczać, że może być jeszcze gorzej.

Święta w moim domu pachną suszem, kiszoną kapustą i pomarańczami. Są też bardzo kolorowe. Od kiedy pamiętam choinka była centrum Bożego Narodzenia dla dzieci, wcale nie z powodu prezentów. Najmłodsi z rodzeństwa ubierali drzewko zaraz po tym, jak tato zawiesił na nim lampki. W różne bombki, bez ładu i składu; drewniane zabawki i koralikowe pajacyki, które pamiętają poprzedni system; papierowe łańcuchy i dekoracje zrobione z makaronu i masy solnej, a przede wszystkim – cukierki. Trufle, michaszki i galaretki w czekoladzie, zawsze ten sam zestaw. Taki cukierek skradziony ukradkiem z choinki to był cymes nad cymesy. Dlatego, choć od kilku lat nie mieszkam już z rodzicami, a sama nie mam dzieci, na moim własnym drzewku słodycze też można znaleźć.

Nie ma miejsca na misia z ubitym uchem

Nigdy nie zapomnę, jak ponad dziesięć lat temu, odwiedziłam z rodzicami „po kolędzie” moją chrzestną. Od razu pobiegłam zobaczyć, jak wygląda jej choinka. W rogu pokoju stało średniej wielkości drzewko, ubrane w złote bombki i czerwone łańcuchy. Wtedy jeszcze byłam za mała, żeby zrozumieć, że właśnie zaczyna się nowa epoka w dziedzinie dekorowania świątecznych drzewek. Dziś nikogo nie dziwi widok choinki, na której królują tylko dwa kolory i ozdoby jednakowej wielkości. Nie ma na nich miejsca na bombkę w kształcie misia, który ma ubite ucho, ale i tak zasługuje na honorowe miejsce z samego przodu, bo wszyscy kochają go najbardziej.

Tamtego roku było mi bardzo żal cioci. Uznałam, że nie dostała żadnego prezentu, bo Aniołek na pewno nie zostawiłby niczego pod tak paskudnym drzewkiem. Skąd mogłam przypuszczać, że może być jeszcze gorzej.

Świerk kontra plastik

Najbardziej wyraźne zestawienie nowoczesności i tradycji zobaczyłam w zeszłym roku. W kościele parafialnym w Bystrej, miejscowości z której pochodzę. Po dwóch stronach ołtarza stały dwie choinki. Jak na mieścinę w sercu Podbeskidzia przystało, jedna z nich była ogromna, żywa i zielona, przywieziona prosto z lasu. Dawniej dzieci wieszały na niej papierowe serduszka, na których wypisywały dobre uczynki w czasie adwentu. Druga zaś choinka sztuczna i biała. Kompletnie biała. Zrobiona z białego tworzywa, z białymi plastikowymi „gałązkami” i takimi też igłami.

Rozumiem, tęsknota za białymi świętami. Wielu ludzi twierdzi, że Boże Narodzenie bez śniegu nie jest prawdziwym Bożym Narodzeniem. Coś trzeba było zrobić, aby przybliżyć polskim góralom właściwą atmosferę. Stąd paskudna choinka. Zabawna rzecz, bo przecież w Izraelu o tej porze temperatura w ciągu dnia oscyluje w okolicach 15*C.

Nikt mnie nie przekona, że idealnie czyste i lśniące plastikowe drzewko jest ładniejsze niż krzywy świerk, na którym wiszą papierowe serduszka, ociekające klejem i ozdobione kulfonami. Pod taką choinką zawsze zatrzymywały się dzieciaki, które musiały się pochwalić wszystkim ciotkom, babkom i sąsiadkom, która ozdoba jest ich autorstwa. Cała rodzina skupiała się wokół drzewka, dzieci śmiały się, a znajomi wychodzący z kościoła składali sobie pod nią życzenia.

Do białej choinki nie podszedł nikt.

 

 Redakcja Polska Ma Sens życzy wszystkim Świąt pełnych zrozumienia!