Perspektywa mrówki. Rozmowy z reporterami świata

Anita Bugajska

„Warto mieć świadomość, że powody tego, że ktoś decyduje się być dziennikarzem wojennym to nie tylko misja czy chęć uratowania świata. Często decyduje o tym to, że z egzystencjalnego punktu widzenia na wojnie jest po prostu łatwiej. Żyje się z dnia na dzień, nie ma się problemów z lekarzem, dentystą, bankierem, urzędnikiem. To tak zwana ucieczka do przodu.”

Za każdą poruszającą historią stoi człowiek, który opowiada ją tak, że mamy dreszcze. Temat często pojawia się przypadkiem, ale od pomysłu do gotowego tekstu droga jest zazwyczaj długa . To miesiące, a czasami nawet lata, spędzone na rozmowach, badaniach i podróżach. Z reporterami świata rozmawiała Agnieszka Wójcińska, pytając o sens ich zawodu, o misję i rolę reportażu w dobie dominacji krótkich tabloidowych newsów,  ale też o to gdzie i kiedy piszą, dlaczego czują się samotni – a na ten aspekt swojej pracy zwrócili uwagę niemal wszyscy rozmówcy. Dowiemy się też dlaczego większość światowych reporterów za swój autorytet podaje Ryszarda Kapuścińskiego.

perspmrow
instagram: polskamasens

Podtytuł książki wcale nie jest przesadzony. Autorka włożyła ogromne starania w to, żeby porozmawiać z reporterami pochodzącymi z różnych zakątków świata, i to osobiście. Tylko jedna z rozmów odbyła się przez Skype’a. Dzisiaj bardzo łatwo skontaktować się niemal z każdą osobą na świecie przez Internet, więc starania o osobisty kontakt i rozmowę twarzą w twarz są godne podziwu. Chociaż przyczyniły się do tego, że praca nad książką trwała cztery lata. Autorka rozmawiała z dwunastoma reporterami i udało jej się w tych wywiadach pokazać osobowość każdego z nich. Po lekturze całej książki każdy może wybrać swoich ulubionych rozmówców, ale też z łatwością przygotować listę kolejnych lektur. „Perspektywę mrówki” polecić można z całą pewnością również tym, którzy nazwisk reporterów nie kojarzą…  Lektura rozbudza ciekawość na tyle, że po „Perspektywie” na liście książek do przeczytania przybywa co najmniej kilka pozycji autorstwa reportażystów, z którymi rozmawiała Wójcińska.

To też duża zasługa wydania książki. Każda rozmowa poprzedzona jest krótkim biogramem reportera z wymienionymi tytułami jego książek wydanych w Polsce – albo zaplanowanych do wydania w bieżącym roku. Przed każdym wywiadem zamieszczony jest krótki fragment z wybranego reportażu danego autora. Od razu pokazuje to jego styl pisania i wprowadza w tematy, którymi się zajmuje. Nie tylko jesteśmy wprowadzeni w klimat rozmowy, ale też wiemy, po jakie tytuły sięgnąć później.

perspektywa_mrowki

Każdy z bohaterów pisze swoje reportaże trochę inaczej, a nie chodzi tu tylko o sposób pracy, ale też podejście do swojego zawodu. Wszystkie rozmowy układają się w jedną dyskusję o tym, co to znaczy być reporterem i jak jednym tekstem można zmienić świat – jeśli w ogóle można.

Cykl otwiera rozmowa z Maciejem Zarembą Bielawskim, który wyjechał do Szwecji, gdy miał 18 lat. 10 lat później, w latach 90., trafił przypadkiem na wzmiankę o zabiegach przymusowej sterylizacji przeprowadzonych na tysiącach „niepożądanych” obywateli w Szwecji, w latach 1935-1976. Nie mógł uwierzyć, że w nowoczesnym, cywilizowanym państwie zachodnim miał miejsce tak niehumanitarny proceder. Napisał o tym reportaż. Sprawą zainteresowały się wszystkie największe telewizje i gazety nie tylko z Europy, ale i ze Stanów Zjednoczonych. Przymusowa sterylizacja odbywała się również w pozostałych krajach skandynawskich i była uważana za „stan historycznie normalny”. Ostatecznie oficjalnie uznano te działania za barbarzyństwo, a ofiarom wypłacono odszkodowanie.  Z rozmowy dowiemy się, jakim człowiekiem jest reporter, którego tekst otworzył oczy tak wielu ludziom.

„Reporter i tak jest hieną, ale są granice przyzwoitości. Jeśli przez tydzień namawiam kogoś, żeby ze mną porozmawiał i potem ta osoba wypruwa przede mną swoją duszę, a ja to wszystko chcę opisać, to muszę w jakiś sposób wziąć odpowiedzialność za konsekwencje tego.”

Bielawski jest jedynym Polakiem w zestawieniu reporterów, ale można powiedzieć, że swoją pracą reprezentuje Szwecję. Poza nim do rozmowy autorka zaprosiła twórców między innymi z Brazylii, Chin, Niemiec, Australii, Wielkiej Brytanii… Są to takie nazwiska jak dobrze znana Swietłana Aleksijewicz, nagrodzona w ubiegłym roku Nagrodą Nobla w dziedzinie literatury, ale też kubańska blogerka – Yoani Sanchez, której pisania raczej nie zalicza się do tradycyjnie pojmowanego reportażu, ale to rozmowa z nią jest jednym z najmocniejszych rozdziałów książki.

Yoani Sanchez (Kuba) prowadzi bloga w kraju, w którym dostęp do Internetu ma około 3 procent społeczeństwa (dane z 2013 roku). Przygotowuje wpisy wcześniej i z zapisanymi na pendrivie udaje się do kolegi, który ma połączenie z siecią albo do kafejki internetowej, choć cena za godzinę korzystania z Internetu jest horrendalnie wysoka. Jako że na Kubie nie ma wolnych mediów, nie ma wolności wypowiedzi, wszelkie niezależne informacje krążą na dyskach przenośnych między zainteresowanymi obywatelami. Jak podkreśla Yoani, są to już terabajty danych. Za zaangażowanie płaci strachem o przyszłość swoją i swojej rodziny, o czym mówi wprost, podając przykłady sytuacji, w których naprawdę robiło się niebezpiecznie.

„W klasycznym rozumieniu dziennikarz jest entomologiem, który obserwuje mrowisko z góry i stara się z zewnątrz opisać zwyczaje mrówek. Nasze zaangażowane dziennikarstwo to perspektywa mrówki. Piszemy w pierwszej osobie, opisujemy to, co widzimy wokół, i wyrażamy to, co czujemy (…)”

Blog Yoani Sanchez – Generacja Y – jest tłumaczony na język angielski, link tutaj. Jej praca to przykład, że zaangażowane dziennikarstwo obecnie działa w Internecie, korzystając z najnowszych technologii, by aktualne informacje rozchodzilły się jak najszybciej.

Natomiast „nienowocześnie” pracuje Swietlana Aleksiejewicz (Białoruś), od lat według sprawdzonej metody.  Bez pośpiechu, skupiona, w samotności. Swoje reportaże pisze ręcznie. Pomagają jej dwie starsze panie, maszynistki, które przepisują teksty, często kilkakrotnie po kolejnych poprawkach. Nad jedną ze swoich najbardziej znanych książek – „Czasy secondhand. Koniec czerwonego człowieka” – pracowała piętnaście lat. Zawsze zaprzyjaźnia się ze swoimi bohaterami, podchodzi do tego, co mówią ze zrozumieniem, nawet jeżeli nie zgadza się z ich poglądami.

„To, co piszę, to nie reportaż. Powiedzmy raczej, że znajduję sztukę w samym życiu. (…) Najbardziej ufam życiu, najciekawsze są dla mnie jego kawałki i układanie z nich witrażu, tworzenie symfonii, obrazu czasów.”

Ed Vulliamy (Wielka Brytania) dodaje, że w pracy reportera ważne są nadal – mimo epoki cyfrowej – materiały piśmiennicze działające trochę jak fetysz. „Sklepy handlujące piórami, notatnikami, papierem, działają na nas jak sex shopy.”

Każdy z bohaterów ma swoją odpowiedź na pytanie dlaczego w ogóle opowiada historie ludzi. Liao Yiwu (Chiny) – reporter znany m.in. ze zbioru rozmów z członkami niskich warstw społeczeństwa chińskiego mówi: „Dziennikarzy interesują najnowsze wiadomości. Ja stałem się wyrobnikiem pamięci. Interesuje mnie przeszłość. Gdy z kimś rozmawiam, nie proszę go, żeby powiedział mi, co się dzieje u niego teraz, tylko jak wyglądało jego dzieciństwo. To najbardziej mnie ciekawi.”

Jeszcze bardziej w przeszłość cofa się Martin Pollack (Austria), który pracuje nad reportażem historycznym, odkrywając na przykład mechanizmy XIX-wiecznej emigracji ludności z Galicji do Stanów Zjednoczonych. Za nią kryli się między innymi nieuczciwi pośrednicy, którzy by zachęcić do wyjazdu przedstawiali zagubionym bogobojnym Polakom Statuę Wolności jako Matkę Boską czekająca z otwartymu ramionami, a przy ukraińskich chłopach konsultowali się z wymyślonym „Cesarzem Ameryki”, wykorzystując do tego… budzik. Żeby odkryć takie niezwykłe historie Pollack zamyka się w swoim 50-metrowym gabinecie, w którym stoi stół, a na nim porozrzucane wszystkie niezbędne archiwalne dokumenty czy historyczne księgi. Nie ma tam nic więcej.

Inaczej pracuje słynny ze swojej metody Gunter Wallraff (Niemcy), autor tak zwanego reportażu uczestniczącego. Wciela się w przeróżne role, żeby być jak najbliżej opisywanej historii. Raz przemienił się w czarnoskórego Niemca. Dzięki pomocy perukarza i charakteryzatorki, która natryskowo zmieniła mu kolor skóry, nie miał problemu z zamieszkaniem wśród prawdziwych czarnoskórych. Zresztą oni brali go za Somalijczyka. Był też telemarketerem albo pracownikiem fabryki. W programie telewizyjnym uczy młodych adeptów dziennikarstwa swojego sposobu pracy (Team Wallraff w RTL). Mówi: „Mam subiektywne spojrzenie na świat i przyznaję się do tego. Nie można wszystkim równocześnie dogodzić. A ja wybrałem, że stoję po stronie tych słabszych”.

Nie zabrakło też rozmowy z korespondentem wojennym, Jeanem Hatzfeldem (Francja), który pisał między innymi o wojnie w Jugosławii czy ludobójstwie w Rwandzie. O swoim zawodzie mówi z gorzką szczerością:

 „Warto mieć świadomość, że powody tego, że ktoś decyduje się być dziennikarzem wojennym to nie tylko misja czy chęć uratowania świata. Często decyduje o tym to, że z egzystencjalnego punktu widzenia na wojnie jest po prostu łatwiej. Żyje się z dnia na dzień, nie ma się problemów z lekarzem, dentystą, bankierem, urzędnikiem. To tak zwana ucieczka do przodu.”

Mark Danner (Stany Zjednoczone) z kolei czuje się po prostu „opowiadaczem historii, które zdarzyły się naprawdę”, a Chloe Hooper (Australia), która oprócz reportażu pisze też powieści fikcyjne, zgrabnie zauważa:

 „Problemem w literaturze non fiction jest też to, że nie możesz zmienić zakończenia, jeśli ci się nie podoba.”

Reportaż nie umiera, choć tę śmierć zapowiada się często, a niektórzy może jej wyczekują. Jego forma się zmienia, unowocześnia, ale czytelnicy nadal chcą poznawać dobrze opowiedziane historie innych ludzi. Świetnych „opowiadaczy” na szczęście nie brakuje – w „Perspektywie mrówki” poznajemy dwunastu z nich. Każdy ma coś ciekawego do powiedzenia o sobie i o otaczającym go świecie. Nie sposób wymienić wszystkich godnych uwagi myśli, jakie padają w rozmowach z reporterami. Warto samemu sięgnąć po „Perspektywę mrówki”, ale – jak już wspominałam – trzeba mieć na uwadze, że to lektura na długo zapychająca listę książek do przeczytania. Samą czyta się szybko, jednak od razu chce się przeczytać książki rozmówców, których się nie znało, albo wcześniej brakowało czasu, by poznać. To świetne, że udało się w jednej publikacji zebrać moc inspirujących rozmów z tak różnorodnymi ludźmi i udowodnić, że są jeszcze reportażyści czujący swoją misję i wierzący w sens swojej pracy.  Aż chce się spojrzeć na świat ich oczami.

„Przeciętny człowiek nie jest specjalnie ciekaw świata. Ot, żyje, musi jakoś się z tym faktem uporać, im będzie go to kosztowało mniej wysiłku- tym lepiej. A przecież poznawanie świata zakłada wysiłek, i to wielki, pochłaniający człowieka. Większość ludzi raczej rozwija w sobie zdolności przeciwne, zdolność, aby patrząc- nie widzieć, aby słuchając- nie słyszeć.”
Ryszard Kapuściński, Podróże z Herodotem

 

 

Polecamy: Agnieszka Wójcińska, „Perspektywa mrówki. Rozmowy z reporterami świata”, Wydawnictwo Czarne, 2015.