Pogoda nie tylko dla bogaczy

Karolina Ludwikowska

Jaki był ten ustrój, taki był. Ale jeśli jakiś wyrostek zrzucił milicjantowi czapkę z głowy, to za obrazę państwa szedł od razu do więzienia. Porządek był.

Mówią, że to nie tylko nostalgia za przeszłością. Że to coś więcej, niż sentymentalna podróż do czasów dzieciństwa. Oczywiście, były prześladowania, trzeba było też zapomnieć o podróżach, nie było ani grama z wolności, jaka panuje teraz. To te złe aspekty, o których też trzeba pamiętać, od których nie można uciec. Ale dla wielu Polaków jedna rzecz jest pewna (choć niektórzy przyznają to głośno, a inni zupełnie po cichutku). Mianowicie: pod wieloma względami w PRL-u było lepiej niż teraz.

Wystarczy rozglądnąć się wokół siebie. Warszawa stała się miastem krat. Są białe, czarne, metalowe. Proste albo ze wzorkami w romby. Wszystkie przeszkadzają w otwieraniu okna, balkony przemieniają w klatki. Człowiek wychodzi na papierosa, a czuje się, jakby był w więzieniu. Opalać się też można tylko w paski. Zabezpieczenia ma jednak lwia część mieszkań na parterze, niezależnie od dzielnicy. Ludzie montują je wbrew przepisom spółdzielni mieszkaniowych, byle tylko czuć się bezpiecznie. A jeśli kratę ma sąsiad na parterze, to ten z pierwszego piętra boi się, że złodziej wejdzie po prętach do niego. Więc też zakłada. Kraty w mieszkaniach prywatnych na masową skalę zaczęły pojawiać się w Polsce w latach 80. Trochę później w blokach zainstalowano domofony. Proces izolowania się ukoronowało tworzenie zamkniętych osiedli, strzeżonych i ogrodzonych od reszty ulicy.

Stąd też może nie dziwić fakt, że co trzeci Polak chciałby przenieść się do okresu PRL-u*. Czasy komunizmu utożsamiane są z bezpieczeństwem i porządkiem. Klucz na szyję, ewentualnie zostawiony pod wycieraczką, brama do bloku otwarta, znani sąsiedzi. Nie kradło się, bo każdy miał to samo. Meblościanka, tapczan, później telewizor kineskopowy. Po co komu dwa? Gdzie to trzymać? Rok 1950 był rokiem, w którym odnotowano najmniejszą liczbę przestępstw w historii Polski. W 1964 liczba zabójstw była najniższa, zaledwie 371 w porównaniu z 1325 z roku 2001. Jest tylko jeden haczyk – trzeba zaufać milicyjnym statystykom.

Zaczęło się dziać źle, kiedy na scenę dumnie wkroczyły kolorowe telewizory, radzieckie złoto, polskie kryształy i bony dewizowe. Koncept równości społecznej gdzieś się rozpłynął. Ślusarze zaczęli mieć więcej pracy.

Pani Beata, sześćdziesięciolatka, jest PRL-ową blogerką. To znaczy: zamiast zdjęć burgerów z warszawskich knajp, prezentuje przepisy na dania z tamtej epoki, spisuje tradycje i zachowania, z pamięci wydobywa relikty przeszłości. Jest tam miejsce i na wstążki do włosów, które usztywniało się wodą z cukrem, i trumniaki, i na krakowski Bar Kawowy Rio. Tworzy słowniczek wyrazów zapomnianych, dodaje zdjęcia ze szkolnych czasów. Wytacza wojnę przekonaniu, że Polska Ludowa była szara i smutna. Mówi o sylwestrowym brokacie na włosy, robionym z tłuczonych bombek, rajstopach w prążki i wysokich podkolanówkach. To wszystko – podobnie jak kilkoro jej znajomych, gromadzi na blogu o czasach PRL-u. Tworzą własny mikrokosmos wspomnień. Reanimują świat, który już przebrzmiał.

Przepis z bloga Pani Beaty (polecamy: polska-peerelu.blog.onet.pl)
Przepis z bloga Pani Beaty (polecamy: polska-peerelu.blog.onet.pl)

Wśród wszystkich blogerów oraz komentujących ich wpisy czytelników, najżywiej i najchętniej wspominane są przyjazne relacje międzyludzkie, które panowały wśród obywateli, a potem, jak za dotknięciem różdżki złej czarownicy, rozpłynęły się. Powszechne przekonanie mówi, że ludzie byli życzliwsi i potrafili sobie pomagać. Były wspólne biesiady w ogródkach działkowych, wyjazdy nad wodę, działalność w klubach przyzakładowych, sadzenie drzewek i coroczne wiosenne wysiewanie kwiatów wokół budynków mieszkalnych. „Miło, bezpiecznie, zwyczajnie” – podsumowuje Ela, także blogująca o czasach PRL-u. –  „A jak trwoga, to biegło się do sekretarza, bez względu na przynależność partyjną. Poskarżyć się na jakąkolwiek krzywdę, wypłakać, czemu nie? Zawsze pomagał. Dzielnicowy – znany wszystkim na osiedlu. Rozrabiających chłopaków targał za uszy albo groził palcem. Wielki autorytet. Szanowany i lubiany. Lekarz leczył babcię i dziadziusia. Leczył mamę i ojca. Leczył mnie i moje dziecko. Przez lata ten sam, w tej samej przychodni przyzakładowej „pod schodkami”. Po godzinach przychodził z wizytą o każdej porze dnia i nocy. Nie potrzebował kartoteki ani wywiadu.

Relacje? Ludzkie. Chuligani pilnują psa dzielnicowemu, gdy ten w godzinach służbowych odwozi matkę do szpitala w innym mieście, dzielnicowy chuliganom pomaga wyrastać na porządnych ludzi. Pielęgniarka pani Jasia bezinteresownie robi zastrzyki wszystkim potrzebującym na osiedlu, a chłopaki idą z szuflami jej pomagać, gdy widzą, że krucha kobieta zrzuca węgiel do piwnicy przez okienko. Ksiądz chrzci dziecko sekretarza, sekretarz załatwia cement na remont kościoła. Ksiądz dziękuje sekretarzowi z ambony, sekretarza wyrzucają z pracy. Cała bezpartyjna społeczność parafialna manifestuje w jego obronie”.

Ustrój komunistyczny był gwarantem bezpieczeństwa także z innego powodu – dawał pracę.  Powszechne zatrudnienie oznaczało, że konkretne wykształcenie zapewnia odpowiednie stanowisko. Przewidywalne grupy płacowe, stałość zatrudnienia, znani współpracownicy – wszystko to powodowało, że wiele osób przepracowało w jednym miejscu całe życie. Zresztą, zakład pracy to nie tylko praca. O tym, jak świętowało się PRL-owskie, pracownicze imieniny, najlepiej opowiadają zdjęcia. Mężczyzna w garniturze, cienki krawat, obok blondynka z włosami w kok, oboje dzierżą szklanki, koło kobiety wielki bukiet. Czyli – chata i szkło zorganizowane, przerwa w pracy, można zaczynać świętowanie. Zdjęcie drugie: ten sam mężczyzna w otoczeniu solenizantki i dwóch innych pań, dłoń położona na ramieniu jednej, głowa wtulona w policzek drugiej. Na parapecie dwie butelki. Pod parapetem rząd paprotek. Kolejne: solenizantka unosi kieliszek, za nią mężczyzna w ciemnych okularach, który kładzie rękę na jej piersi. W tle półki zapełnione segregatorami. Później, kiedy już się ściemni, następuje punkt przełomowy – wizyta toastowo-poczęstunkowa kierownictwa, czyli dyrektora, przewodniczącego rady zakładowej, personalnego i lokalnego opiekuna SB. Uśmiechnięci, obejmując swoje pracownice, patrzą prosto w obiektyw.

Teraz Polacy się boją. Boją się zwolnienia, boją się sąsiada, boją się złodziei. Tym bardziej, że nie wierzą, że policja ich ochroni. „Jaki był ten ustrój, taki był. Ale jeśli jakiś wyrostek zrzucił milicjantowi czapkę z głowy, to za obrazę państwa szedł od razu do więzienia. Porządek był”. – mówi mieszkaniec Saskiej Kępy. – „A teraz to policja może i złapie, ale prokurator wypuści”.

Składzik wspomnień, idealizujących rzeczywistość czy racjonalna i wytłumaczalna tęsknota za czasami, które przez wiele lat uznawane były za przegrane? Jak pisze profesor Jan Hartman, „Ćwierć wieku upartej nieobecności codzienności PRL w debacie publicznej doprowadziło do podwójnej mitologizacji tego czasu. Z jednej strony mit zniewolonego narodu walczącego z sowieckim okupantem, a z drugiej – mit złotych czasów szczęścia w nieco przaśnych, lecz w sumie przyzwoitych i sprawiedliwie rozstawionych dekoracjach demoludowej prosperity”. PRL odbija się teraz podwójnie – reprezentowany przez wspominających swoją młodość dzisiejszych 60-latków, ale i młodzież, którą kuszą kultowe filmy Barei, buty relaksy i balonówki z Kaczorem Donaldem. Legenda PRL-u zaczyna żyć na nowo, podsycana przez obie strony. Wygląda na to, że ustrój Polski Ludowej, pomimo olbrzymiej liczby negatywnych elementów, zawierał także dużą liczbę rozwiązań, które odpowiadały – i nadal odpowiadają Polakom. Począwszy od braku plastikowych siatek i niepasteryzowane mleko, przez respekt do władzy, aż do poczucia wspólnotowości z innymi ludźmi. „Zawsze byli równi i równiejsi, to pewne” – kończy mieszkaniec Saskiej Kępy. – „Ale przynajmniej wtedy pogoda była dla wszystkich, a nie tylko dla bogaczy”.

*badanie wykonane przez TNS Polska na zlecenie serwisu Tablica.pl, 2013 r.

Tekst Karoliny Ludwikowskiej może być początkiem ciekawej dyskusji. Czy naprawdę tęsknimy za PRL-em? Czy wtedy ludzie byli dla siebie bardziej życzliwi? Piszcie: info@polskamasens.pl