Polak, który boi się marzyć

Emilia Schwertner

Żeby być szczęśliwymi, musimy w pewnym momencie o szczęściu zamarzyć i bez wyrzutów sumienia, i z odwagą, to marzenie realizować.

Jeden z najbardziej cenionych antropologów Clifford Geertz powiedział kiedyś, że ,,nie ma czegoś takiego jak natura ludzka, która byłaby niezależna od kultury”. Kultura jest pewnego rodzaju filtrem, poprzez który człowiek spogląda na rzeczywistość.

Przebywając w określonym środowisku kulturowym człowiek przenika jego założeniami. W toku socjalizacji i edukacji mimowolnie przesiąka ukrytymi teoriami, których źródłem są przejawy kultury, takie jak literatura, sztuka, a nawet podręczniki szkolne. Kulturowym sankcjom podlega szeroki zakres zachowań człowieka, od reguł okazywania emocji po stosunek do zdawałoby się tak uniwersalnych pojęć, jak miłość. Wychowując się bowiem w jakiejś konkretnej kulturze, człowiek często nie zdaje sobie sprawy z jej wpływów.

joy-233380_1280

Dobrze oddaje to metafora oddychania: ludzie nie uświadamiają sobie istnienia powietrza, którym oddychają. W toku socjalizacji, pewne wyznaczniki postępowania przemycane przez literaturę, starsze pokolenia czy instytucje umykają naszej uwadze i mimowolnie stają się zasadami, którymi my również zaczynamy się kierować. Przenikamy więc pewnymi teoriami dotyczącymi świata, które następnie stają się niewidzialnymi okularami, przez które obserwujemy i oceniamy otaczającą nas rzeczywistość. Dlatego by w pełni zrozumieć zachowanie człowieka, należy poznać też jakie ukryte teorie nim kierują.

We Francji faworyzuje się realizowanie własnego szczęścia, natomiast za wartości centralne dla kultury amerykańskiej uznaje się friendliness, cheerfulness i happiness. A co w takim razie kieruje Polakami? Żeby odpowiedzieć na to pytanie trzeba cofnąć się kilka lat wstecz. Wydaje się, że długa i trudna historia narodu polskiego wywarła specyficzny odcisk na sposobie myślenia Polaków, prowadząc do pewnego rodzaju pesymizmu i fatalizmu.

W polskim modelu mocno zakorzeniona jest postawa oparta na cierpieniu. Wiele wskazuje na to, że taki kult martyrologii panuje w Polsce przynajmniej od czasów zaborów, swoje apogeum osiągnęło jednak za czasów romantyzmu. Za ojca polskiego mesjanizmu uważa się księdza Jana Pawła Woronina, który dopatrywał się przyczyn upadku Polski w woli Boga, z którym naród polski – nowy naród wybrany – od wieków zawarł przymierze i został przez niego skazany po to, by się odrodzić.

Woronin jednak wciąż uważał, że cierpienie jest karą za grzechy popełnione w przeszłości. To romantycy poszli krok dalej, stwierdzając, że Polska jest niewinną Chrystusową ofiarą za wolność świata. Romantyczne nastroje odżywały jeszcze kilkakrotnie – podczas upadku Powstania Styczniowego, okupacji (nowym symbolem stało się Powstanie Warszawskie), jak również w okresie powojennym, szczególnie w latach 80., kiedy przywołane zostały raz jeszcze wątki prometejskie, mesjanistyczne i martyrologiczne.

Przekonanie, że cierpienie uszlachetnia dodatkowo wzmacniane jest przez religię. Według wyznania katolickiego świat doczesny nie musi być sprawiedliwy, w przeciwieństwie na przykład do etyki protestanckiej, gdzie za ciężka pracę można oczekiwać odpowiednich gratyfikacji. Bez względu na to, czy deklarujemy się jako osoby wierzące, czy nie, każdy Polak jest mniej lub bardziej świadomie z katolicyzmem związany. Przebywając w tym samym środowisku społecznym podobnie konstruujmy rzeczywistość – mamy podobny system norm, wartości i symboli, na którym budujemy obraz świat. Przychodząc na świat dostajemy gotową porcję wiedzy na temat tego, jaki ten świat jest i jacy są ludzie.

Potoczne obserwacje, jak i badania psychologiczne wskazują, że w Polsce przekonanie, że cierpienie uszlachetnia jest wciąż obecne – obchodzimy przede wszystkim rocznice klęsk narodowych i budujemy pomniki męczennikom. Według Piotra Szaroty, przekonanie to – pociągając za sobą dowartościowanie smutku – wpływa na przykład na sposób funkcjonowania i rozumienia uśmiechu w naszym kraju. W podręcznikach do psychologii społecznej oczekiwania Polaków wobec przyszłości często opisuje się jako „życie bez zdarzeń” – o ile w narracjach osób innych narodowości słyszy się oprócz samej chęci uniknięcia nieszczęścia, także pragnienie sukcesu, to Polacy jakby zapominają o tej drugiej części, nie opisują swojej przyszłości jako pełnej sukcesów i przygód. Odnosi się nawet wrażenie, że Polacy boją się sukcesów, czy po prostu szczęścia, jakkolwiek rozumianego.

Nawet wśród młodych ludzi ciągle dominuje stereotyp, że osoba bogata, to osoba, która dorobiła się majątku drogą krętactw i oszustw. Dorastając w tak specyficznym klimacie, w którym sukces traktowany jest podejrzliwie, w sytuacji potencjalnego sukcesu ludzie mogą widzieć zagrożenie odrzuceniem. Osiągnięcie sukcesu łączyć się może więc z poczuciem winy i obawą przed zazdrością. Istnieje niewielka szansa, że młodzi ludzie – którzy nie tylko nie wierzą, że sukces osiągnąć mogą własną pracą, bo uważają go za coś niezależnego od własnych starań, ale także obawiają się zazdrości i niesprawiedliwych opinii innych – podejmą jakieś konkretne starania w celu jego zdobycia, i skoro tak, to prawdopodobnie, go nie osiągną.

I często tak właśnie się dzieje – młodzi ludzie niejednokrotnie wybierają studia przypadkowo, nie bardzo jeszcze wiedząc, w czym będą dobrzy w przyszłości i co tak naprawdę chcą w życiu robić. A potem… jest już tylko znudzone westchnięcie, bo „skoro już zacząłem, to skończę”. W efekcie  ani nie jesteśmy szczęśliwi, ani nieszczęśliwi, koło się zamyka, a wizja „życia bez zdarzeń” realizuje.

Sens naszemu życiu nadajemy poprzez historie, które na jego temat tworzymy. W tych historiach trochę jest nas, naszych rozczarowań i drobnych zwycięstw, ale też całkiem sporo doświadczeń i dzielonych poglądów naszych rodziców, dziadków i całej kultury. Jeśli chcemy coś zmienić, musimy najpierw uznać, że ta zmiana jest możliwa i uwzględnić ją w scenariuszu przyszłych zdarzeń. Innymi słowy, żeby być szczęśliwymi musimy w pewnym momencie o szczęściu zamarzyć i bez wyrzutów sumienia, i z odwagą, to marzenie realizować.