Polaku, zrób to sam!

Piotr Gabrysz

Jeżeli stoisz przed kalendarzem i raz jeszcze postanawiasz wykrzesać z siebie ostatnie resztki romantycznej kreatywności, ten poradnik jest dla ciebie.

 

Od kilku dni nie śpisz, a jak zaśniesz, to budzisz się z krzykiem w środku nocy. Zbliżają się Walentynki. Znowu. Miesiąc temu były. Aha, to była rocznica ślubu. Patrzysz w kalendarz i dociera do ciebie, że to kolejny rok, kolejny luty i kolejne Walentynki.

Oryginalnym w Walentynki można być na dwa sposoby:

1. Masz cały czas ten sam pomysł (kino, kolacja, świece, kartka z serduszkiem i Adele w odtwarzaczu), tylko odbiorca się zmienia, dzięki czemu jesteś kochany i fantastyczny, a za rok się zobaczy.
2. Odbiorca się nie zmienia od lat, zmieniają się za to twoje pomysły. Gorzej, jeżeli się nie zmieniają.
Zwolennikom sposobu pierwszego mogę tylko powiedzieć, że prawdopodobnie cierpią na syndrom Piotrusia Pana z dużym deficytem emocjonalnym i obawą przed trwałym związkiem. Miłośnikom sytuacji drugiej współczuję i rozumiem ich rozdarcie oraz niepozbawione zawiści spojrzenia w kierunku kumpli w towarzystwie coraz to młodszych koleżanek.

Jeżeli więc stoisz przed kalendarzem i raz jeszcze postanawiasz wykrzesać z siebie ostatnie resztki romantycznej kreatywności, ten poradnik jest dla ciebie.

Święty Walenty, który jest patronem chorych na epilepsję, w tym zakochanych, nie miał łatwego życia. Ten lekarz i duchowny został wtrącony do więzienia za nielegalne udzielanie ślubów. Zakochał się tam w niewidomej córce strażnika (co w więzieniu robiła córka strażnika legenda milczy). Z tej miłości córka odzyskała wzrok, a Walenty stracił życie. Dzień przed egzekucją napisał do dziewczyny list i podpisał go „Twój Walenty”, bo niby jak miał go podpisać, „Twój Heniek”? Wszystko to działo się w III wieku. Potem  Walenty został świętym, nieco później powstały Stany Zjednoczone Ameryki Północnej i chwilę później Walentynki, dzięki którym z kolei powstało imperium gospodarcze Chin. Tyle historia. Nie zmienia w żaden sposób twojej trudnej sytuacji. Pomyśl jednak, że Walenty miał gorzej.

Zamiast narzekać, zrób swojej miłej dzień z afrodyzjakami. I wcale nie chodzi mi o to, o czym myślisz, że ja myślę. Żadnych hiszpańskich much i sproszkowanych nosorożców. Wypełnij kuchnię aromatami i smakami, o których wiadomo, że rozgrzewają krew i myśli. Na śniadanie na przykład delikatny waniliowy serek z kubkiem herbaty po indyjsku. Herbatę taką robi się bardzo prosto: wrzucasz do mleka z wodą goździki, kardamon, imbir i herbatę i gotujesz kilka minut. Słodzisz wedle uznania. Po wypiciu szklanki, możesz góry przenosić. Do popołudniowej kawy podajesz czekoladę z chili i półprzezroczyste płatki kandyzowanego imbiru w zalewie z octu ryżowego. Płatki imbiru możesz podawać palcami, co dodatkowo podgrzewa atmosferę. Powstrzymaj się w ten jeden dzień od oglądania kanałów sportowych, chyba że twoja dziewczyna przypadkowo gra w pierwszoligowej drużynie siatkówki, a transmisja jest na żywo. Wtedy oczywiście możesz sobie darować aromatyczne kuchenne wygibasy, kupić piwo i chipsy, zaprosić kumpli (jak będą mieli odwagę wyjść z domu) i jej wiernie kibicować, a po meczu wysłać SMS: „ Byłaś cudowna, przegrana to nie twoja wina. Twój Walenty”. Ponieważ jednak polskie siatkarki nie grają czternastego lutego, a jeżeli nawet grają, to nie jesteś chłopakiem żadnej z tych pięknych dziewczyn, wracamy do kuchni rozgrzewać krew.

Co powiesz na cieniutkie paski kurczaka w zalewie z chili i miodu? Chrupiące i zniewalające miodową ostrością, którą kieliszek czerwonego wina łagodnie rozpuszcza w twoim i jej żołądku. Taki kurczak świetnie się sprawdzi z sałatką z selera z rodzynkami. Jeżeli Walentynka lubi owoce morza, to zapunktujesz prostą sałatką z krewetek i paluszków krabowych. Oliwa, cytryna, sól, pieprz i gotowe. To na kolację. Tuż przed pokazem ekskluzywnej bielizny, która służy do ściągania, a nie noszenia, na który to pokaz od kilku lat masz nadzieję. Wszystko przygotowane. Cynamonowe świece, najlepsze love songi ścielą się po sypialnianej podłodze, a ona delikatnie ziewając mówi: „A co ty taki miły dzisiaj, co? Pewnie znowu chcesz w sobotę pójść na brydża, zamiast jechać do cioci Zosi?”. Krab staje ci w gardle, popijasz drinkiem z sokiem z granatu, co tylko pogarsza sprawę. Wybałuszasz oczy i szepczesz: „Kochanie, przecież Walentynki…”.

Cóż. Za rok po prostu wymyśl coś bardziej oryginalnego.

(materiał ukazał się w portalu Polska ma Sens 14 lutego 2012 roku)