Polska bez sensu

Wojciech Sawiński

Dlaczego szczere wyznanie patriotyzmu jest dla mnie tak trudne? Przecież chyba każdy patriota powiedziałby bez wahania, że Polska sens oczywiście ma. A patriotą po prostu być trzeba. Chyba.

Nie wiem czy to narodowa skłonność do malkontenctwa, czy może pierwsze objawy zatrucia krakowskim smogiem, ale wypowiadając hasło „Polska ma sens”, czuję się jak… wariat.

Stoję przed lustrem w łazience. Bardziej od swojego odbicia, doceniam wyjątkowy moment dnia, w którym mogę bez wyrzutów sumienia zatrzymać się i pokusić o życiowe przemyślenia. Sprzyja temu pora, bo to w końcu zimna listopadowa noc. I nie, nie myślę o zbliżającej się rocznicy powstania – choć epoka romantyzmu jest mi bardzo bliska, nie jestem z tego pokolenia, co Polskę postrzega jako mesjasza narodów. Ale mniejsza o to. Wracając do wieczornego rytuału, wpatruję się w lekko zaparowaną szybę, próbując wypowiedzieć na głos hasło naszego portalu. Co właściwie w tej Polsce ma sens?

Pytać, czy Polska ma sens jest chyba jeszcze bardziej naiwnym, niż żądać odpowiedzi na pytanie o sens życia. Jest jednak coś, co nakazuje mi przyjąć to za dogmat. Mimo wszystko, to poczucie mi nie wystarcza – przecież sens w Polsce wręcz wypada dostrzec. Próbuję więc znowu, z pewną dozą nieśmiałości, po prostu wypowiedzieć to hasło na głos. „Polska ma sens”. Tak sobie myślę, że w mojej małej łazience powinno znaleźć się miejsce dla księdza egzorcysty albo lekarza psychiatry – właściwie, to najlepiej byłoby mieć ich tu obu. Dobra akustyka pomieszczenia nie tuszuje niepewności słyszalnej w moich pomrukach. Przypominają mi się amerykańskie komedie romantyczne, w których główna bohaterka – zgodnie z zaleceniami swojego psychoterapeuty – musi powtarzać po stokroć do swojego odbicia: „jesteś piękna!”.

Kiedy wypowiadam „Polska ma sens” czuję się trochę jak szaleniec, trochę jak internetowy coach z kultowego już filmiku „Jesteś zwycięzcą”. Dlaczego szczere wyznanie patriotyzmu jest dla mnie tak trudne? Przecież chyba każdy patriota powiedziałby bez wahania, że Polska sens oczywiście ma. A patriotą po prostu być trzeba. Chyba.

Może tylko wariat jest zdolny kochać ten kraj? A jeśli już w końcu przyjmiemy, że Polska ma sens – to która właściwie? Polska A czy Polska B? Polska lemingów czy Polska „prawdziwych Polaków”? Polska biało-czerwona czy tęczowa? Ciemnogród czy Mordor? Polskę możemy dzielić na wielorakie sposoby. Tej wątpliwej sztuki nauczyli nas przede wszystkim politycy i publicyści, ci pokorni mniej lub bardziej. O podziałach słyszeliśmy już tyle, że uwierzyliśmy, że one naprawdę istnieją. Tym razem z pełnym przekonaniem dochodzę do wniosku – Polska, jako kukułcze jajo podrzucane sobie wzajemnie przez różne przeciwstawne ugrupowania, jako pole nieustannej ideologicznej bitwy, nie ma najmniejszego sensu.

Nie sposób doszukać się piękna, a tym bardziej głębszego sensu, w zero-jedynkowym świecie kontrastów i skrajności. Obraz takiego świata niestety ukazywany jest nam poprzez wszystkie środki masowego przekazu. W tym świecie patriotyzm to produkt, który datę przydatności stracił najpóźniej w 1989 roku. Odgrzewany niczym niedzielny kotlet, powielany taśmowo nadruk na chińskich T-shirtach i ortalionowych dresach, noszonych najczęściej przez ludzi, dostrzegających w Polsce tego sensu najmniej. Pensja jest zdecydowanie za mała, kolejki do lekarza długie, a i pani w urzędzie ciągle niemiła. Jedyną wartością jaką niesie za sobą patriotyzm w tym świecie jest pieniądz. Czasem bardziej opłaca się sprzedać go tłumowi jako różową maskotkę, częściej jako uzasadnienie dla banalnej nienawiści. Co naprawdę kryje się za patriotyzmem w rozumieniu tzw. statystycznego Polaka? Czy w słownikach zbyt wielu ludzi, nie stał się on synonimem terminów takich jak nacjonalizm? Czy nie nazbyt treściowo pokrywa się z ksenofobią, rasizmem czy homofobią? Czy jego prawdziwa wartość nie została już całkowicie zawłaszczona przez coraz liczniejsze skrajne środowiska? Czy w zgliszczach da się odszukać pozostałości jakiegokolwiek sensu i czy ja, jako obywatel nowoczesnego i demokratycznego kraju, mogę się jeszcze z nim utożsamiać?

polska flaga

 

Nie będzie nadużyciem, jeśli napiszę, że istnieje taka Polska, która nie ma sensu. Przyzna to każdy, kto choć raz w życiu obejrzał jakikolwiek serwis informacyjny. Porównując jednak to co oglądane, czytane i słuchane, do tego, co każdy z nas na co dzień doświadcza, ile w naszym prywatnym życiu jest politycznych wojenek, mowy nienawiści, dyskryminacji i uprzedzeń, a ile radości, marzeń, sukcesów i zadowolenia? Spotkałem już naprawdę wielu ludzi, u których szala zdecydowanie przechyla się na tę pozytywną stronę i wierzę, że nie stanowią oni mniejszości w społeczeństwie.

Słuchając niektórych polityków, kościelnych hierarchów i innych telewizyjnych mędrców, można dojść do przekonania, że w opozycji do zepsutego świata Zachodu i „lewackiej propagandy”, Polska to kraj pokornych i dobrotliwych ludzi hołdujących tradycyjnym wartościom. Jadąc tramwajem, czy biegając wzdłuż krakowskich bulwarów wiślanych w piątkowy wieczór, widzę że świat jest zupełnie inny. Polska jest zbyt różnorodna, by postrzegać ją tylko z jednego okna – nawet o przekątnej 40-stu cali i jakości HD.

W tym – nie ich, waszym czy moim, ale – naszym prawdziwym świecie, z pewnością kryje się sens, choć dla każdego rozumiany inaczej. Niezależnie od wyznawanych przekonań, wszyscy powinniśmy tego sensu poszukiwać i nad tym sensem pracować – nawet jeśli ta czasami żmudna praca ograniczy się tylko do naszego podwórka. W końcu ilu z Was w pełni utożsamia się z nazwą naszego portalu? Modnie jest dziś ponarzekać i mówić, że wszystko jest bez sensu..

Narzekanie to mało dochodowy, ale już narodowy sport. Oswoiliśmy go na tyle, że jego igrzyska możemy oglądać całą dobę. Nie mam jednak zamiaru oszukiwać siebie i kogokolwiek innego, że polskie piekiełko nie istnieje. Każdy z nas codziennie spotyka się z ułomnościami tego społeczeństwa. Zamiast jednak celebrować nasz ból istnienia, szukać czarnych dziur, by nad nimi ubolewać, zacznijmy je łatać. Nie dajmy wmówić sobie, że Polska jest ruiną albo przeciwnie – krainą mlekiem i miodem płynącą. Nie ufajmy jednak, że tak pożądane zmiany dokonają się same, bez naszego udziału. Idealnym ich początkiem są zmiany w nas samych. Jeśli tylko nasza działalność w przestrzeni publicznej, będzie po pierwsze istniała, a po drugie będzie miała sens, sama Polska też go zyska.

Otwórzmy oczy, by zobaczyć, że polski koloryt nie ogranicza się do bieli i czerwieni, a tym bardziej szarości. Nie bez powodu stojąc wieczorem przed lustrem, czułem się jak wariat. Tym powodem, wbrew wszelkim pozorom, nie była moja aparycja. Po prostu przyzwyczailiśmy się do naszego dystansu do szeroko rozumianego entuzjazmu, postawy pozwalającej docenić wszystko, co mamy. Dziś powiedzenie „Polska ma sens” jest kredytem zaufania, bo sens jest ciągle „w budowie”. Przyspieszmy razem ten moment, w którym to hasło stanie się poważnym wyrazem uznania. Dla nas wszystkich.

 

 

wojciech sawiński (Copy)

Wojciech Sawiński – student prawa na Uniwersytecie Jagiellońskim, bloger, oporny biegacz amator.