Przeskoczyć lata 90., czyli trudne początki młodej polskiej animacji

Magdalena Krzosek

Aby filmoplastyka mogła odgrywać właściwą rolę społeczną, musi ona oderwać się od ekranu kinowego i stać się rzeczywiście masową, codzienną formą obcowania człowieka ze sztuką. Jej miejsce powinno być wszędzie tam, gdzie istnieje możliwość stałego kontaktu, a więc oddziaływania na ludzi. Na przykład – wielka międzynarodowa ekspozycja przemysłowa, handlowa, rolnicza, gdzie ruchomy obraz – komponent wizualny całości zajmuje wielometrową płaszczyznę ściany; albo różne miejsca publiczne od gmachów ministerialnych i hal dworców lotniczych po ekrany uliczne i w parkach miejskich. Można filmoplastykę włączać jako element uzupełniający do ekspozycji plastyki statycznej, może ona być zdynamizowaną dekoracją teatralną. Można wreszcie wyobrazić sobie małe projektory w prywatnych mieszkaniach i miłośników tej sztuki, którzy niedrogo kupują doskonałe technicznie kopie ulubionych dzieł, aby wzbogacać wnętrze swego domu i zapewnić sobie specyficzne przeżycia estetyczne, intelektualne i emocjonalne. Obok tradycyjnych projektorów miałaby tu zastosowanie telewizja kasetowa, odtwarzająca obraz w ruchu i dźwięk z zapisu na małym plastikowym krążku. Oczywiście, barwna telewizja byłaby też znakomitym środkiem masowego przekazu. Wejście wartościowej filmoplastyki do codziennej rzeczywistości społeczeństwa doby wzrastającej technizacji mogłoby być celem wartym szczególnego zastanowienia i odpowiednich decyzji.
(Andrzej Kossakowski, Polski film animowany 1945-74, 1977, s. 167-168).

Snępowina (2011, reż. Marta Pajek)
Snępowina (2011, reż. Marta Pajek)

Do niedawna polska animacja kojarzona była na świecie jedynie dzięki dorobkowi lat 60., 70. czy 80. Tak zwana polska szkoła animacji ukształtowała nasze spojrzenie na autorski film animowany na długie dekady. Od tego czasu minęło już jednak ponad dwadzieścia pięć lat i pora przyjrzeć się, co przyniosły polskiej animacji trudne lata 90. i współczesna era nowych mediów.

Wielu krytyków, ale i samych twórców, mówiło o latach 90. jako okresie kryzysu polskiego filmu animowanego. Niektórzy przewidywali nawet koniec polskiej animacji autorskiej. Z perspektywy ponad dwudziestu pięciu lat, które minęły od symbolicznego 1989 roku, możemy stwierdzić, że był to czas przede wszystkim transformacji systemu produkcji. Nie była to narodowa katastrofa artystyczna, ale okres, w którym zarysowały się podstawowe problemy i antagonizmy między ukształtowaną sytuacją PRL-owskiej produkcji filmowej a wyzwaniami nowego systemu, odmiennych estetyk, nowoczesnych środków plastycznych i technologii.

Nowe drogi

Proces transformacji polskiego filmu animowanego odbywał się na kilku podstawowych płaszczyznach. Jedną z najważniejszych zmian był upadek systemu produkcji państwowej, który pozbawił pracy i środków na produkcję filmów ogromne grono twórców – etatowych animatorów wytwórni filmowych. Musieli oni zrezygnować z działalności artystycznej albo dostosować się do rynku prywatnej produkcji filmów oraz myślenia o filmie jako o produkcie, który podlega sprzedaży i marketingowi, i który może być finansowany ze źródeł innych niż budżet państwa czy instytucji kultury. W latach 90. trudno było o pozyskanie sponsorów dla filmów animowanych, a sami uznani twórcy nie potrafili zaakceptować wymogów wolnego rynku, w którym kultura staje się przedmiotem handlu i reklamy. Bardzo powoli powstawały zatem prywatne studia animacji oraz firmy specjalizujące się w dystrybucji takich filmów.

Rudy’s Blue Boogie (2015, reż. Janek Koza)
Rudy’s Blue Boogie (2015, reż. Janek Koza)

Równocześnie następowało upowszechnianie się nowych technologii: animacji komputerowej, montażu nieliniowego oraz aparatów i kamer cyfrowych, a co za tym idzie – cyfrowych nośników danych. Skutkowało to rezygnacją z tradycyjnej, kosztownej taśmy filmowej. Okres przejścia z domeny analogowej do cyfrowej przerósł wielu. Jest to bowiem nie tylko problem formalny (techniczny), ale także estetyczny – znaczna część twórców i odbiorców nadal zwraca uwagę na zasadniczą różnicę w jakości i odbiorze filmów realizowanych na taśmie w opozycji do filmów zapisywanych na dyskach w postaci cyfrowej.

W latach 90. mamy do czynienia także ze stopniowym zacieraniem się ścisłej granicy między animacją profesjonalną a nieprofesjonalną. Tendencję tę umożliwiło upowszechnianie się komputerów oraz kompaktowych aparatów fotograficznych i kamer. Okazało się bowiem, że monopol na produkcję filmów mają nie tylko studia filmowe i szkoły artystyczne dysponujące profesjonalnym sprzętem. Coraz więcej osób, dla których animacja była hobby lub stanowiła poboczny przedmiot zainteresowań zawodowych i artystycznych, uzyskiwało dostęp do zaawansowanych, a zarazem prostych w obsłudze narzędzi jej tworzenia.

Począwszy od lat 90. film animowany stopniowo stawał się nieodłączną częścią wszelkich projektów multimedialnych. Zaczął funkcjonować nie jako oddzielne dzieło, ale jako jeden ze środków komunikacji wizualnej. W Polsce przełom lat 90. i pierwszej dekady XXI wieku to między innymi początki działalności studia Platige Image, które wyprodukowało nominowaną do Oscara Katedrę Tomasza Bagińskiego (2002) i było jedną z pionierskich firm, które zdobyły międzynarodowy rynek dzięki produkcji multimediów w nowoczesnym znaczeniu tego słowa. Animacja to bowiem także narzędzie pomocnicze do tworzenia video artu, oprawy performance’ów, wizualizacji muzyki, sekwencji fabularnych w grach komputerowych, symulacji i modelowania zjawisk przyrodniczych, procesów technologicznych i wielu, wielu innych. Jest wykorzystywana jako oprawa ważnych wydarzeń kulturalnych, sportowych czy politycznych (live event support), jest także sposobem szybkiej i efektywnej wizualizacji wiedzy (motion graphics). Powstają nowe zjawiska na pograniczu sztuki i nauk technicznych, które związane są z animacją, jak na przykład ruch Demoscene. Trudno oceniać zasięg zjawisk, które można zaliczyć do współczesnej animacji. Definitywnie jednak nawet takie internetowe fenomeny jak gify czy interaktywne strony internetowe mają swoje korzenie w filmie animowanym. Początek XXI wieku to kres animacji jako dziedziny kinematografii w tradycyjnym rozumieniu. Stała się ona narzędziem do tworzenia przekazów wizualnych na wielu różnych platformach i w niedostępnych wcześniej dla klasycznego filmu przestrzeniach – telewizji, mediach internetowych, urządzeniach przenośnych.

Film Mówiony 1 (2007, reż. Wojciech Bąkowski)
Film Mówiony 1 (2007, reż. Wojciech Bąkowski)

Co mówi nam współczesny film animowany?

Osobną kwestią, która wynika z powszechności narzędzi do tworzenia animacji, jest zmiana tonu wypowiedzi artystycznej konstruowanej poprzez film. Animacja po 1989 roku nadal stara się odpowiedzieć krytycznym komentarzem na aktualne kwestie społeczne i uniwersalne problemy życia, ale czyni to z perspektywy bardzo osobistej. Filmy takich twórców jak Marta Pajek, Tomasz Kozak, Janek Koza czy Wojtek Bąkowski są autorską odpowiedzią na doświadczenie estetyczne i egzystencjalne początku XXI wieku. Mariusz Frukacz w książce 24 klatki na sekundę, będącej zbiorem wywiadów z twórcami młodej polskiej animacji, zauważa, że słowem najlepiej charakteryzującym animatorów młodego pokolenia jest różnorodność. „Ta rozmaitość wynika z bardzo indywidualnego podejścia do materii filmu animowanego, z traktowania animacji jako medium do wyrażania siebie. (…) Ezopowy język, którym twórcy opowiadali o absurdach poprzedniego systemu, dziś został zastąpiony przez język emocji i ekspresji” (s. 11- 13). Jest to związane z generalną współczesną tendencją do bardziej indywidualistycznie ukierunkowanego tworzenia sztuki. Uwaga artysty skupiona jest przede wszystkim na wyrażeniu własnego doświadczenia, a dopiero później na przekazaniu treści społecznych czy politycznych. Animacja jest bardzo elastycznym narzędziem komunikacji wizualnej i obecnie, bardziej nawet niż kiedyś, pozwala na wyrażenie wyjątkowych, jednostkowych przeżyć i odzwierciedlenie indywidualnej wyobraźni.

*Autorem tekstu jest Magdalena Krzosek, współpracowniczka miesięcznika 16mm